Miała być pasza dla zwierząt, jest „zemsta Stalina”. Jak walczyć z barszczem Sosnowskiego?

EAttachments9624044bd4624190700ae804d206608d385f56f xl

Inwazyjny, groźny dla rodzimych roślin i dla człowieka, może skutkować bardzo poważnymi oparzeniami. Barszcz Sosnowskiego, zwany „zemstą Stalina”, wciąż stanowi potężny problem, szczególnie w niektórych regionach.

Na Lubelszczyźnie ten gatunek rozprzestrzenił się szczególnie na południu. W gminie Lubycza Królewska rosną go całe połacie, tuż przy zabudowaniach.

CZYTAJ: Może poważnie oparzyć. Barszcz Sosnowskiego ponownie atakuje!

Mieszkańcy Machnowa Starego, gdzie inwazyjnego, niebezpiecznego barszczu jest najwięcej, mówią, że nauczyli się już żyć obok intruza, choć bardzo chętnie by się z nim pożegnali.

– Po ogródkach wyrasta, przy blokach. Wycinamy to, boisko zarosło i heracleum rośnie cały czas.

– Zetnie go pani przy korzeniu, on wyrośnie do pół metra i jego z trawy nie widać, ale on z powrotem kwitnie. Tam na farmie kiedyś pracowałem jako konserwator na oborach. No i przy oborze tam było. Ciągnikiem nie zajedzie, ale wziąłem kosę. W krótkich spodenkach byłem. To plamy mi tylko zostały, bo z kosy spadło parę kropel na nogę.

– Sam odpar tej rośliny sprawia, że pojawiają się właśnie oparzenia – mówi Marek Łuszczyński, burmistrz Lubyczy Królewskiej. Turyści, którzy odwiedzają gminę Lubycza, o tym nie wiedzą i czasami są zdziwieni co się dzieje. Od małego dziecka już mieszkańcy wiedzą, że ta roślina jest rośliną niebezpieczną. Kiedyś znalazłem w Machnowie Starym na wiosnę pięć piłek w barszczu. Oczywiście jak kopną piłkę, poleci w barszcz, no to już po piłce. Na wiosnę oczywiście można wziąć, bo wtedy ten barszcz jest suchy, przemarznięty. Problem jest w tym, że my niszczymy na obszarze około czterech hektarów. Obligujemy właścicieli gruntów do niszczenia tej rośliny w swoim terenie, ale oczywiście różnie jest ze skutecznością. No ale też przy drodze krajowej w kierunku Bełżca jest już kilka okazałych egzemplarzy. Boję się niestety, że skutek będzie taki, że za chwilę będzie ta roślina na całej trasie do Bełżca.

Rzecznik lubelskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Łukasz Minkiewicz, tłumaczy, że drogowcy wycinają barszcz Sosnowskiego znajdujący się w pasie drogowym, ale efekt jest często krótkotrwały, bo roślina bardzo łatwo nasiewa się z terenów, które już dyrekcji nie podlegają.

– Jeśli chodzi o pas drogowy drogi krajowej nr 17, ostatnio usuwaliśmy stamtąd barszcz Sosnowskiego. Będą też opryski, jeśli zacznie on odrastać, ale problem jest taki, że pojawia się on m.in. w rowach melioracyjnych odchodzących od drogi, a to już nie jest teren należący do GDDKiA, nie jest to pas drogowy. Poza tym ta roślina rozsiewa się przy drogach krajowych z terenów sąsiednich, które nie należą do GDDKiA.

CZYTAJ: Uwaga na niebezpieczny barszcz. Pojawił się w Chełmie

– Tutaj sąsiadka wykarczowała, mają taki ciągnik, zjeździli to. Dzięki Bogu, to jest jej zasługa. Ale pani zobaczy dalej, nie ma i to będzie przechodzić na drugą stronę. Tutaj w tym rejonie to powinien być nakaz albo obowiązek, takiego czegoś, żeby każdy kto ma to, tak samo rejon dróg, każdy musi to zrobić.

– Gmina zawsze wnioskuje o środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – mówi Marek Łuszczyński. – W tym roku też oczywiście taką dotację dostaniemy. Zabieg polega na tym, że najpierw kosimy, opryskamy i za miesiąc, w zależności od tego jak się ta roślina rozwija, drugi taki sam zabieg, czyli dwa razy koszenie, dwa razy opryskanie.

CZYTAJ: Robot do niszczenia barszczu Sosnowskiego. Innowacyjny sprzęt w Końskowoli

Choć barszcz Sosnowskiego spotykany jest głównie na terenach odkrytych, od jakiegoś czasu roślina ta występuje też na terenach przyleśnych, a nawet śródleśnych, jak na przykład ostatnio w nadleśnictwie Mircze. Tutaj leśnicy stosują dość nietypową metodę jej zwalczania.

– Odwołaliśmy się tu do biologii tego gatunku – tłumaczy Michał Berecki, zastępca nadleśniczego z Nadleśnictwa Mircze. – Barszcz Sosnowskiego bardzo chętnie się rozmnaża i wypuszcza nasiona. Nasiona przelegują w glebie rok, dwa, trzy, czasami nawet kilka lat. Owocuje dopiero w drugim bądź trzecim roku swego życia, czyli wydaje nasiona. I dla tej rośliny, z jej biologii, sygnałem do zakończenia życia jest wypuszczenie nasion. My chcemy pozwolić mu wypuścić nasiona, czyli dać mu sygnał, żeby sam sobie dał sygnał do zakończenia życia, ale nie dopuścić do rozsiewu nasion do gleby. My używamy worków na śmieci, które są zasadniczo szczelne. Zawiązujemy kwiatostan w taki kokon. Na dole związujemy trytytką, która gwarantuje, że to się nie rozwiąże, nie rozsupła i jest trwałe. Później, jak roślina puści nasiona, naturalnie obumrze, obcinamy to razem z tym workiem i najlepszy jest ogień.

– Karol Jańczuk, jestem starszym specjalistą służby leśnej w Nadleśnictwie Tomaszów. W tym roku stosujemy nową metodę, zalecaną przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, polegającą na dziewięciokrotnym w ciągu roku koszeniu. Bardzo konkurencyjna i wygrywa tę konkurencję z naszymi rodzinnymi roślinami. W leśnictwach Potoki, leśnictwie Święcie, leśnictwie Leliszka i leśnictwie Lubycza już takie spotkanie z barszczem jest możliwe i jest to spotkanie niebezpieczne. Cała roślina, nieważne kwiat czy liść, czy łodyga, zawiera w sobie właśnie sok zawierający furanokumarynę. Nie są to środki parzące same w sobie, ale te właśnie związki chemiczne uwrażliwiają naszą skórę na światło UV. Światło UV to przecież widmo światła słonecznego, prawda? Stąd to jest właśnie najbardziej niebezpieczne, że on nie parzy od razu jak kwas, jak wrzątek, że czujemy, że się sparzyliśmy. Tylko uwrażliwia naszą skórę na promieniowanie słoneczne. Pierwsze oznaki, pierwsze można powiedzieć oparzenia pojawiają się dopiero po kilkunastu, nawet kilkudziesięciu minut. Powoduje to w rezultacie oparzenia chemiczne skóry, bardzo trudne do leczenia i bardzo długo się gojące.

CZYTAJ: Botanik: częste koszenie trawników to mniej gatunków roślin, owadów i ptaków

Metod na walkę z barszczem jest, jak widać, bez liku, ale do zwycięstwa wciąż daleko.

A skąd wziął się w Polsce inwazyjny gatunek? Trafił do naszych państwowych gospodarstw rolnych, w latach 50-tych, z Kaukazu. Miał być rośliną pastewną dla bydła. Szybko okazało się, że jest niebezpieczny dla ludzi i nie sprawdza się jako pasza. Z upraw zrezygnowano, ale pozostałości barszczu zaczęły błyskawicznie rozprzestrzeniać się w środowisku.

JN / opr. PrzeG

Fot. JN

Exit mobile version