Ekspert o szczycie NATO: Mieliśmy do czynienia z umiarkowanym sukcesem

EAttachments9627974b5e1389b25b6a225be3729bd68b7439b xl

Szczyt NATO w Ankarze zakończył się pokazem jedności i potwierdzeniem wspólnej obrony w myśl zasady – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Ukraina usłyszała deklaracje dalszego wsparcia, a Rosja została określona jako kraj stanowiący długoterminowe zagrożenie.

O tym, co dokładnie udało się osiągnąć, mówi doktor Jakub Bornio – starszy analityk Instytutu Europy Środkowej oraz zastępca dyrektora w Instytucie Studiów Europejskich Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w rozmowie z Eweliną Kwaśniewską.

Czy ten szczyt NATO uniknął porażki? Bo bardzo dużo negatywnych komentarzy słyszało się na samym początku i przed tym szczytem.

– Ja bym może użył innego sformułowania. Mieliśmy do czynienia z umiarkowanym sukcesem. Słowa mają znaczenie, natomiast rzeczywiście tak to bym dookreślił, to znaczy udało się uniknąć dużych napięć dyplomatycznych, z którymi mieliśmy do czynienia w okresie wcześniejszym, właściwie od początku drugiej prezydentury Donalda Trumpa. Oczywiście w trakcie konferencji prasowych czy też spotkań bilateralnych Trump podnosił niektóre kwestie, które były problematyczne dla spójności wewnętrznej Sojuszu Północnoatlantyckiego, między innymi kwestię Grenlandii. Bardzo mocno punktował też kwestię podejścia do wydatków na obronność, ale w ogóle politykę bezpieczeństwa Hiszpanii. Mieliśmy do czynienia z sygnałem politycznym ze strony Czech o tym, że nie zamierzają one jako państwo partycypować w subsydiowaniu Ukrainy kolejnymi transzami na rzecz jej bezpieczeństwa. Natomiast to było w cieniu tego wszystkiego, co udało się osiągnąć i rzeczywiście nie wyeskalowało do takiego stopnia, żebyśmy dzisiaj w nagłówkach czytali właściwie tylko o tych pojedynczych wypowiedziach, które gdzieś się pojawiały.

Bardzo dużo mówi się o tym, że udało się spotkać prezydentom Ukrainy i Polski. Tego zabrakło chociażby na konferencji w Gdańsku, jeżeli chodzi o przyszłość Ukrainy. Tam była mowa o tym, że prezydent Zełenski popełnił błąd nie przejeżdżając.

– Mieliśmy nieobecność obu prezydentów, bo i prezydent RP nie był obecny z przyczyn, których nie będę komentował, i prezydent Zełenski jako współgospodarz również zdecydował się na nieuczestnictwo w tym szczycie, wysyłając panią premier. Rzeczywiście w Gdańsku była taka atmosfera, że ta decyzja była raczej źle odebrana i nie przysłużyła się Ukrainie. Zresztą myślę, że ten kryzys, który rozlał się poza relacje bilateralne polsko-ukraińskie, wszedł na szczebel Unii Europejskiej, ale również wiele outletów medialnych na zachodzie pisało o kwestii problematycznej dla Ukrainy, Ukraińskiej Powstańczej Armii, organizacji ukraińskich nacjonalistów. Negatywnie odbił się przede wszystkim na Ukrainie. Nie wiem, czy te kalkulacje wewnętrzne, które stały najprawdopodobniej za polityką prezydenta Zełenskiego, nie przesłoniły strat, które w wymiarze międzynarodowym Ukraina poniosła. Rzeczywiście to spotkanie godzinne, jak raportowano, jest pewnym przełomem. Jest to, o ile dobrze pamiętam, pierwsze spotkanie prezydentów w tak długim formacie. Natomiast byłbym sceptyczny, czy ono przyniesie przełom w tych relacjach i zażegnanie konfliktu. Myślę, że obie strony z różnych względów, również ze względu na swoje przymioty personalne, będą szły na zwarcie.

Jeżeli mówimy o takich twardych decyzjach, to jest mowa o rurociągu, jest mowa także o zbrojeniu Europy, głównie Europy Środkowej, czyli takiego również przestania patrzenia na Amerykę jako na tę postać, personę, akurat w przypadku Donalda Trumpa, która może nam zawsze pomóc.

– Dlaczego właśnie zacząłem od tego, że to był umiarkowany sukces? Nie tylko dlatego, że udało się uniknąć rzeczy problematycznych i konfliktów, ale rzeczywiście dużo rzeczy na samym szczycie i wokół szczytu, bo to też jest istotne, zawsze musimy to traktować kompleksowo, na przestrzeni powiedzmy kilku dni przed i kilku dni po, udało się osiągnąć. Jedną z rzeczy, o których pani wspomniała, jest decyzja o doinwestowaniu infrastruktury przesyłającej paliwo, czyli rozbudowie systemów paliwociągów natowskich, który kończy się jeszcze na granicy byłego RFN i NRD. To jest kluczowe dla odstraszania i dla rzeczywistych zdolności bojowych państw Sojuszu Północnoatlantyckiego w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. Tym systemem można, tak jak powiedziałem, transportować paliwo kluczowe dla logistyki operacji wojskowych lądowych, ale również powietrznych. Paliwo lotnicze też może być tym systemem transportowane. To jest jedna z rzeczy, które udało się osiągnąć. Drugą rzeczą są wszystkie porozumienia bilateralne, multilateralne, które były podejmowane wokół szczytu, między innymi decyzje o tym, żeby konglomerat kilku państw europejskich mógł serwisować pociski PAC-3 do amerykańskich systemów Patriot, ale to też podpisanie umowy pomiędzy amerykańską i polską firmą na produkcję pocisków Barracuda. To wreszcie decyzja Lockheed Martin i Raytheonu, czyli amerykańskiej i niemieckiej firmy, o konstrukcji, o budowaniu pocisków balistycznych ATACMS w Niemczech, więc naprawdę sporo tych kontraktów dookoła zostało zawieranych. Szwedzi ogłosili kontrakt na Gripeny z Ukraińcami, więc tych rzeczy naprawdę moglibyśmy mnożyć. To jest drugi wymiar, na który powinniśmy zwrócić uwagę. Wsparcie dla Ukrainy jest trzecim wymiarem, to znaczy wyszliśmy od takiego modelu pomocy ad hoc, czyli decydowania z roku na rok, że będziemy coś dawać, a weszliśmy chyba na taki poziom kontynuacji tej pomocy, to znaczy ona już dzisiaj jest bardziej ustrukturyzowana. Zapowiedzieliśmy, że w 2026 roku przekażemy 70 miliardów euro, że w 2027 roku ta pomoc również będzie, więc ten model ad hoc odchodzi na rzecz modelu bardziej stałego. Jedną rzeczą, na którą też pani zwróciła uwagę w tym pytaniu, a którą warto podkreślić, jest właśnie europeizacja NATO, nie oceniając, czy to dobrze, że ona się dzieje. Plany sojusznicze są realizowane. W tym sensie jest to dobrze, to znaczy Sojusz dowozi pewne rzeczy, pokazuje swoją wiarygodność. Amerykanie, zdaje się, że po tej terapii szokowej, którą zafundowali Europejczykom, cofnęli się trochę w swoich pozycjach negocjacyjnych i na zasadzie redukcji, bardziej niż zwijania wszystkiego w szybkim tempie, redukują swoje zaangażowanie w Europie. Więc dobrze, że to się nie dzieje skokowo. Sukcesywnie pewne zdolności amerykańskie wchodzą w zdolności europejskie. Inną kwestią jest pytanie, czy one mają taki sam potencjał odstraszania. W niektórych wymiarach Europa ciągle ma duże niedoskonałości i nie jest w stanie zastąpić amerykańskich zdolności bojowych, ale pewien trend już obserwujemy, nawet w tych najbardziej zatwardziałych państwach Unii Europejskiej, z których wiarygodnością mieliśmy problem jeszcze przed 2022 rokiem, jak Francja, widzimy duże odejście. Inną sprawą jest to, czy ta polityka będzie kontynuowana po wyborach we Francji, ale to są znowu niuanse. Na razie jesteśmy, powiedziałbym, na dobrej drodze.

CZYTAJ: Politolog: NATO musi zaprezentować swoją spójność

Bardzo dużo mówiło się o tym, że Europa musi się umacniać, że musi się uniezależnić, że w tych strukturach NATO też powinniśmy być bardzo niezależni. Ta baza amerykańska, która ma na stałe powstać w Polsce, to myślę, że jest takie przedłużenie i danie nam trochę czasu, żebyśmy na tych nogach stanęli. Litwa także bardzo liczy na to, że ta baza faktycznie powstanie.

– Tak, natomiast ja bym to odczytywał w trochę inny sposób. Dzisiaj jesteśmy oczywiście przed amerykańskim przeglądem strategicznym Strategic Review wojsk w różnych częściach globu, w tym również w Europie. Natomiast z tego, co widzimy dzisiaj, jaki trend nam się rysuje, to jest jednak zmniejszenie całościowego potencjału amerykańskiego w Europie jako całości, najprawdopodobniej z przesunięciem pewnych komponentów na flankę wschodnią. Czyli flanka wschodnia najprawdopodobniej zostanie wzmocniona. Mówi się właśnie o Polsce, choć pewne niepokojące sygnały popłynęły do nas w kontekście amerykańskiego zaangażowania w państwach bałtyckich, w Rumunii, ale kosztem ogólnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie, mierzonego oczywiście liczbą żołnierzy, bo to też należy podkreślić. Cel strategiczny Stanów Zjednoczonych jest niezmienny, to znaczy zwolnienie zasobów po to, żeby można było skupić się na rywalizacji ze wzrastającą potęgą Chińskiej Republiki Ludowej i nakłonienie Europejczyków do tego, żeby ściągnęli tę odpowiedzialność za bezpieczeństwo tego odcinka Eurazji, to się w dużej mierze dzieje.

Lubelszczyzna, Podlasie – to mogą być takie strategiczne regiony?

– W ogóle te regiony frontowe znajdujące się przy granicach, czy z państwem objętym wojną jak Ukraina, czy z państwem adwersarzem jak Białoruś, czy Rosja, mówię tutaj o obwodzie kaliningradzkim, ze względu na swoje usytuowanie najbliżej geograficznie tego obszaru, są takim hotspotem. 

Polska wydaje prawie 5 procent PKB na obronność. Państwa Sojuszu mają osiągnąć taki poziom wydatków do 2035 roku. 

– Jeśli chodzi o rozbudowę wspomnianych rurociągów paliwowych z Niemiec do Polski i dalej do państw bałtyckich oraz Czech, na Słowację i Węgry, to NATO zamierza przeznaczyć na ten cel 27 miliardów euro

Natomiast miejsce stałej bazy w Polsce wybierze strona amerykańska – wśród branych pod uwagę miast są Poznań i Wrocław, gdzie planowana jest wspólna inwestycja – lotnisko dla największych samolotów transportowych.

EwKa / opr. WM

Fot. Krzysztof Radzki

Exit mobile version