Teatralny „Kwiat paproci”. Baśń z duchem czasu

EAttachments960741854fa10119808c2631578018e2ea1628c xl

To ludowa opowieść o Jacusiu, który przemierza tajemniczy, baśniowy świat w poszukiwaniu kwiatu paproci. Kwiat jest tylko jeden podczas wyjątkowej nocy – Nocy Świętojańskiej. Teatr Latarnia z Białegostoku zawitał w Lublinie z własną interpretacją baśni Józefa Ignacego Kraszewskiego „Kwiat paproci”. Grupa zrzesza absolwentów białostockiej Akademii Teatralnej. Łączy ich także sympatia do tego, co ludowe – nie tylko baśni, lecz także muzyki, którą sami tworzą.

– Scenografia została pozyskana z puszczy podczas spaceru. Jak właśnie do tego doszło?

– Spacer odbywał się kilkukrotnie i szukaliśmy takich kawałków drewna, które byłyby w jakiś sposób dla nas ciekawe. I inspirujące. Braliśmy najciekawsze kawałeczki, inspirujące nas części, które trochę stworzyły ten spektakl. Jacuś ma różne przygody, niektóre są wręcz przerażające, bo słyszy różne dźwięki, przechodzi przez bagna, rzeczy, które były małe stają się duże, duże stają się małe. Jest to niezwykła noc pełna magii i Jacuś w pełni jej doświadcza, będąc w tym lesie – opowiadają Paulina Karczewska i Zbyszek Rusiłowicz z Fundacji Teatr Latarnia.

– Zaczęliśmy od grania muzyki tradycyjne. Zainspirowaliśmy się różnymi składami, które słyszeliśmy, takimi jak skład weselny. Janusz Prusinowski i inni mistrzowie mocno nas zainspirowali. I pojawiły się instrumenty, na których zaczęliśmy grać. Myślę, że to się przełożyło na tworzenie właśnie tego typu sztuki. Pojawia się sopiłka, cymbały, pojawiają się też instrumenty, które sami tworzyliśmy na rzecz spektaklu – taka a la wiolonczela zrobiona z drewnianego podkładu. Pojawiają się bagna z wykorzystaniem wody, szmaty, rury, które sami też tworzymy na żywo – mówi Zbyszek Rusiłowicz.

– Ale mamy też instrumenty elektroniczne. Jest MPC-ta, jest looper, więc idziemy z duchem czasu. Używamy zapętlania dźwięków – dodaje Paulina Karczewska. – Opowieść Jacusia nie kończy się dobrze. Ktoś, kto czytał tę starą baśń, wie, że ostatecznie Jacuś zostaje sam z tym swoim bogactwem. To jest taka baśń z morałem. Nie każda baśń kończyła się dobrze. To historia, która ma wiele punktów, w których możemy się zatrzymać i pochylić nad tym, gdzie jesteśmy, co jest dla nas tak naprawdę ważne, co jest naszym celem.

Spektakl odbywał się na Placu Giedroycia wśród natury i śpiewu ptaków, co nadało mu dodatkowej magii.

WeJa / opr. ToMa

Fot. Weronika Jałtuszyk

Exit mobile version