Maja Chwalińska pokonała rozstawioną z numerem 25. Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4 i awansowała do finału wielkoszlemowego turnieju French Open w Paryżu. Polska tenisistka o tytuł zagra w sobotę (06.06) z inną Rosjanką – Mirrą Andriejewą.
Sznajder po awansie do półfinału mówiła, że w meczu z Chwalińską spodziewa się prawdziwej bitwy. Trudno powiedzieć, na ile była to tylko kurtuazja, ale nie pomyliła się, szczególnie w porównaniu do pierwszego półfinału. W nim w zaledwie 76 minut Andriejewa pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:1, 6:3.
Na trybunach sporo było polskich kibiców, wśród nich m.in. występujący w Paris Saint-Germain reprezentacyjny szczypiornista Kamil Syprzak, i Chwalińska mogła liczyć na wsparcie w trudnych momentach, jak i wielki aplauz po wygranych piłkach.
Pierwsza inicjatywę przejęła Polka. Spięta Sznajder popełniała błędy, co pozwoliło Chwalińskiej odskoczyć na 3:1. Rywalka szybko jednak podniosła poziom i zrobiło się 3:3. Od tego momentu nastąpiła seria gemów wygrywanych przez serwującą. Nie znaczy to jednak, że na korcie było nudno.
Niektóre wymiany były bardzo długie. Sznajder starała się zmieniać kierunek, grać wzdłuż linii, aby zmusić Polkę do biegania, ale ta w obronie często spisywała się fenomenalnie. Rosjanka w uderzenia wkładała mnóstwo siły, a niejednokrotnie i tak pozostało jej tylko bezradnie rozłożyć ręce.
Ostatecznie pierwszą partię rozstrzygnął tie-break. W nim Chwalińska prosty błąd popełniła przy stanie 1-2, gdy będąc blisko siatki przestrzeliła forhend. Zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała nie pierwszy raz jednak w tym turnieju pokazała, jak szybko potrafi wyrzucić z pamięci nieudane zagranie. Od stanu 2-4 wygrała pięć punktów z rzędu i była w połowie drogi do finału.
Drugi set zaczął się od wzajemnych przełamań, ale na kolejnego break pointa trzeba było zaczekać aż do dziewiątego gema. Wcześniej, bo przy prowadzeniu Sznajder 4:3. Rosjanka poprosiła o przerwę medyczną. Położyła się na korcie, a fizjoterapeutka zajmowała się okolicą jej biodra i dolnej części pleców.
Po wznowieniu gry mecz nie trwał już długo. Najpierw Chwalińska serwując wyrównała, a potem przełamała Sznajder i była gema od finału. W nim sędzia stołkowa trzykrotnie musiała prosić publiczność o ciszę. Chwalińska po zwycięskim forhendzie padła na plecy. Sznajder przez chwilę zaczekała przy siatce, aby jej pogratulować aż w końcu zrobiła to po przejściu na drugą stronę kortu.
– Nie wiem, co się dzieje. Nie będę kłamała, fizycznie nie czuje się już rewelacyjnie, ale to Wielki Szlem, więc nie będę narzekała. W meczu starałam się zachować spokój, bo wiem, że wtedy jestem w stanie pokazać swój najlepszy tenis – powiedziała Chwalińska na korcie, rozmowę z nią poprzedziło gromkie „Maja, Maja, Maja”.
Polka, trenowana przez Czecha Jaroslava Machovsky’ego, do głównej drabinki awansowała z kwalifikacji; w Paryżu wygrała już dziewięć meczów. W turnieju głównym sprawia niespodziankę za niespodzianką. W 1. rundzie wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, a następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2, w 1/8 finału Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2, a w ćwierćfinale Rosjankę Annę Kalinską 7:6 (7-3), 6:3.
Chwalińska do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu. Nigdy nie była w najlepszej setce. Awans do finału oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu będzie 21. Jeśli sięgnie po tytułu to wskoczy na 14. miejsce, a w rankingu The Race, obejmującym tylko ten sezon, na… 10. i zepchnie Igę Świątek z 11. na 12.
Awans do finału oznacza premię w wysokości 1,4 mln euro. Jego triumfatorka podwoi tę kwotę.
RL / Polska Agencja Prasowa / opr. ToMa
Fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA
