Chór Chłopięcy Słowiki Lubelskie świętuje jubileusz 40-lecia działalności. Z tej okazji odbył się wyjątkowy koncert, który zgromadził obecnych i byłych chórzystów, a także miłośników muzyki chóralnej.
Przez cztery dekady zespół aktywnie uczestniczył w życiu kulturalnym w kraju i za granicą. Występował m.in.: w Belgii, Holandii, Francji, Niemczech, Szwajcarii, Szwecji, Ukrainie, na Węgrzech, Litwie, we Włoszech i Hiszpanii. Wielokrotnie brał udział w prestiżowych festiwalach, koncertach i konkursach o randze ogólnopolskiej oraz międzynarodowej, zdobywając liczne nagrody i wyróżnienia.
Jubileuszowy koncert był okazją do wspomnień, podsumowania wieloletniej działalności zespołu oraz zaprezentowania jego bogatego dorobku artystycznego.
Przygotowaliśmy wiele niespodzianek. 40 lat to jest taka data, kiedy z wdzięcznością możemy spojrzeć w przeszłość, ale też z wielką nadzieją patrzeć w przyszłość. Bo dużo koncertowych, wyjazdowych planów przed nami, nie tylko związanych z jubileuszem – mówi Irena Sołtan-Wąsik, dyrygentka chóru. – Założycielem i dyrygentem, który przez 25 lat prowadził ten chór był pan Bronisław Leszek Mikita, który niestety już kilka lat temu zmarł. Ja natomiast zaczęłam prowadzić chór w 2011 roku. Zaprosiłam do udziału w koncercie absolwentów. To są panowie po trzydziestym, czterdziestym, pięćdziesiątym roku życia, Nawet są ci, którzy śpiewali w 1986 roku. Często przyjaźnie, które się zrodziły w Słowikach trwały przez całe życie. Są takie historie rodzinne, że tata śpiewał w Słowikach, potem syn też śpiewał. To jest taka droga na całe życie.
– Jest tutaj cała masa twarzy, których dawno nie widziałem i cała masa utworów, które wciąż pamiętam. To bardzo fajny powrót do tego, co było. Miałem 6 lat, to był 2004 albo 2005 rok, kiedy nagle w losowej przerwie między zajęciami nagle w mojej szkole pojawił się asystent dyrygenta.Wziął nas wszystkich na salę, żeby wszystkich przesłuchać. Ja i jeden mój znajomy dostaliśmy zaproszenie, żeby wstąpić do chóru. Pierwsze lata były „młodzieżowe”, kiedy człowiek za bardzo jeszcze nie wie specjalnie, co robi, śpiewając. Później im więcej doświadczenia się zbierało, tym ważniejszym się w głosie stawało. Pamięta, pierwsze wyjazdy zagraniczne, pierwsze koncerty, pierwsze konkursy, które wygrywaliśmy. To były piękne lata, za którymi zdecydowanie teraz tęsknię – mówi jeden z byłych chórzystów. – Męski chór ma to do siebie, że kiedy się zbierze całą masę facetów albo młodych chłopaków w jednym kółku, dzieją się rzeczy dziwne. Pamiętam rzucanie się kasztanami, rzucanie się śnieżkami, zielone noce, czerwone noce i wszystko, co dzieje się na wyjazdach kolonijnych
– Z tych czterdziestu lat trzynaście śpiewałem w Słowikach, prawie od samego początku. Zaprosił mnie dyrygent, który prowadził chór szkolny w mojej podstawówce. Pierwszy koncert mieliśmy kolęd. Dużo wspomnień, dużo znajomości, dużo emocji – opowiada pan Michał. – Pierwsze dwa wyjazdy były zagraniczne do Związku Radzieckiego, na Ukrainę, gdzie zwozili telewizory, sprzęt AGD, którego wtedy nie było u nas. Kompletnie inne czasy.
„Słowiki Lubelskie” powstały w 1986 roku z inicjatywy Bronisława Leszka Mikity. Od czterech dekad należą do najważniejszych zespołów chóralnych związanych z Lublinem.
BoS / opr. ToMa
Fot. Lubelskie Słowiki
