Wychowawca i trener. Memoriał upamiętnił legendę lubelskiej koszykówki

EAttachments9519260940bea98d84324d89c8d7d9750073d71 xl

To była zasłużona postać lubelskiego sportu – trener i działacz, który tworzył fundamenty akademickiej koszykówki w Lublinie. W mieście odbył się Memoriał Andrzeja Prędkiewicza upamiętniający jego wkład w rozwój tej dyscypliny.

– Andrzej Prędkiewicz poświęcił ponad 40 lat na budowanie sportu akademickiego. Był wspaniałym wychowawcą młodzieży – podkreśla dyrektor Centrum Kultury Fizycznej UMCS w Lublinie, Tomasz Bielecki. – Był trenerem AZS-u, zdobywając awans w roku 1978 do drugiej ligi. Był kilkukrotnym mistrzem Polski uniwersytetów, między innymi w 1982, 1984 roku. Drużyna pod jego wodzą zdobyła tytuł akademickich mistrzostw Polski również w roku 1976. Ale jednocześnie przez kilkadziesiąt lat był trenerem sekcji akademickiej. 

– Na memoriał zaproszony został spory przekrój wiekowy: od ludzi bardzo już wiekowych po dużo młodszych. To są wszystko zawodnicy taty, którzy byli albo przez niego wychowani, albo przez lata trenowani jako zawodnicy AZS-u UMCS-u – opowiada Cezary Prędkiewicz, syn Andrzeja. – Chcieliśmy to zorganizować, z racji tego że nas do tego namawiali wszyscy ludzie, którzy brali udział właśnie w zajęciach z tatą.

– Andrzej Prędkiewicz zawsze umiał znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji, w czasie meczu potrafił zespół ustawić, udzielić wskazówek, a w czasie obozów przygotowawczych, to był pełen profesjonalizm. Zachowywał wielki spokój, jak to działo się przy awansie do drugiej ligi w 1984 roku. Po prostu jakby nie miał układu nerwowego. My się denerwowaliśmy, a on spokojnie. Po pierwszym meczu przegranym wygraliśmy dwa następne, okazało się, że zajęliśmy pierwsze miejsce. A on spokojnie wierzył w nasz sukces – opowiada Marek Skiba.

– Co zawdzięczam panu Andrzejowi? Przede wszystkim to, że chodziłem na treningi, grałem w koszykówkę i skończyłem studia na wydziale prawa. W 1977 roku wyjechałem, grałem w Spartakusie Zielona Góra i zostałem dyrektorem. Dzięki sportowi, dzięki panu Andrzejowi. Pan Andrzej był zawsze zrównoważony, dokładny. Super człowiek, nauczył nasz wszystkiego. Byliśmy tak dobrym zespołem, że z nami nikt nie mógł wygrać. Wygrywaliśmy nawet z Lublinianką, która była w pierwszej lidze – stwierdza Marian Ciechoński, rocznik 1950.

– Nauczył nas praktycznie wszystkiego. W wieku 11-12 lat byliśmy tak wyszkoleni technicznie jak niektórzy w wieku 15-16 lat. Był bardzo dobrym wychowawcą, po prostu drugim ojcem – dodaje Paweł Mrozek. 

LilKa / opr. ToMa 

 

Exit mobile version