Ogłoszenie wyroku w sprawie szeregowego Karola S., który jest oskarżony o przekroczenie uprawnień przy granicy z Białorusią, zaplanowano na 27 maja – zapowiedział Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie. W środę (13.05) prokurator i obrońcy wygłosili mowy końcowe – podaje Polska Agencja Prasowa.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie ustaliła, że w marcu 2024 r. na granicy z Białorusią w okolicach Dubicz Cerkiewnych (Podlaskie) 25-letni szer. Karol S. oddał 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej, w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z 10 nielegalnych migrantów, dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej i dwóch żołnierzy.
Karol S. pełnił wówczas służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej (Batalion Zmechanizowany w Białej Podlaskiej). Prokuratura przedstawiła mu zarzuty przekroczenia uprawnień i narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Proces toczył się przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Lublinie, gdzie w środę strony wygłosiły mowy końcowe.
CZYTAJ: Najpierw pobili, potem podpalili na stosie dwóch mężczyzn. Oskarżeni usłyszeli wyrok
Prokurator Piotr Smoliński powołał się na materiał dowodowy, w tym głównie opinie biegłych i nagrania z kamer, który w jego ocenie potwierdza, że oskarżony zrealizował znamiona zarzucanego mu czynu. Dodał, że wyjaśnienia złożone przez Karola S. są „niewiarygodne i należy je uznać za jedynie przyjętą linię obrony w celu umniejszenia swojej odpowiedzialności karnej”.
Prokurator wniósł o wymierzenie oskarżonemu kary sześciu miesięcy ograniczenia wolności, orzeczenia po 500 zł nawiązki na rzecz każdego pokrzywdzonych i odczytania wyroku podczas zbiórki żołnierzy 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej.
Obrona wniosła o uniewinnienie. Zdaniem adwokata Krzysztofa Rogalskiego materiał dowodowy nie potwierdza, żeby jego klient dopuścił się zarzucanych mu czynów. – Oskarżony od samego początku nie przyznał się do winy. Konsekwentnie wskazywał, że wszystkie oddane przez niego strzały miały charakter alarmowy, ostrzegawczy, a ich celem było zaalarmowanie sąsiednich posterunków, powstrzymanie migrantów usiłujących sforsować zaporę graniczną, wsparcie działań funkcjonariuszy SG – stwierdził.
Według obrońcy Karol S. działał w warunkach „intensywnego stresu, w realnej sytuacji zagrożenia, w dynamicznej akcji granicznej, w której na jego oczach migranci podejmowali działania agresywne”. Dodał, że migranci rzucali kamieniami i konarami. – Oskarżony działał w granicach prawa. Jego celem nie było narażenie kogokolwiek, lecz realizacja obowiązków służbowych w nadzwyczajnej sytuacji, jaka wtedy panowała na granicy – powiedział Rogalski.
W ocenie adwokat Edyty Skwiry prokuratura nie wykazała, żeby jej klient dopuścił się przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków ani działania na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. – Oskarżony konsekwentnie wskazywał w toku całego procesu, że działał w celu alarmowania, chciał wesprzeć inne posterunki, oddawał strzały – w swoim przekonaniu – w kierunku bezpiecznym, działał zgodnie z wyuczonymi procedurami i pamięcią mięśniową – powiedziała Skwira.
Jak stwierdziła, gdyby jej klient zamierzał kogoś zabić lub zranić, to „z całą pewnością by to zrobił”, bo jest „bardzo dobrze wyszkolonym i dobrym strzelcem”. Zauważyła, że nie ustalono dokładnych torów lotów pocisków, żaden nie trafił w człowieka, a przesłuchani w sprawie żołnierze i funkcjonariusze SG nie potwierdzili, że czują się pokrzywdzeni.
Adwokat krytycznie odniosła się do aktu oskarżenia. W jej ocenie, sprawę można było załatwić w ramach postępowania dyscyplinarnego lub rozmowy służbowej. Podała, że Karol S. od dziecka kształcił się na żołnierza, kochał to co robił, a jego zachowanie na granicy powinno być „wzorem do naśladowania”, ale z powodu tej sytuacji zwolnił się, nie pełni już służby i wyjechał za granicę.
Termin ogłoszenia wyroku sędzia Radosław Hunek wyznaczył na 27 maja. Z aktu oskarżenia wynika, że wczesnym popołudniem 25 marca 2024 r. przy granicy z Białorusią w rejonie Dubicz Cerkiewnych doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów. Za pomocą samochodowego lewarka rozgięli oni przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską, niosąc drabiny, które miały posłużyć do pokonania kolejnej przeszkody, czyli zwojów drutu ostrzowego – concertiny.
Patrole polskich służb zauważyły nielegalne przekroczenie granicy. Żołnierze i funkcjonariusze SG zaczęli biec w tym kierunku, oddając jednocześnie strzały alarmowe w powietrze. Strzały usłyszeli żołnierze z kolejnego posterunku. Usłyszał je też oskarżony i drugi szeregowiec, którzy zaczęli biec w kierunku, gdzie przez granicę przeszli migranci.
– W czasie biegu oskarżony, znajdując się od ok. 210 metrów do ok. 164 metrów od tego miejsca, przyjmując za każdym razem postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z migrantów, funkcjonariuszy SG i żołnierzy – wynika z ustaleń śledczych.
Według prokuratury spośród tych 12 strzałów – 3 pociski rykoszetowały po uderzeniach w słup betonowy, ziemię i zwoje drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci cofali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy, na co ci reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.
Biegły z zakresu badań broni i balistyki ocenił później, że pociski, które nie rykoszetowały miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu.
Podejrzany żołnierz wyjaśniał, że do zauważonych migrantów krzyknął „Wojsko Polskie, stój”, następnie „Wojsko Polskie, stój, bo strzelam”, po czym oddał strzały – w jego ocenie – w kierunku bezpiecznym, tj. pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały zarówno alarmowe, jak i ostrzegawcze.
Początkowo akt oskarżenia trafił do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, ale w czerwcu sprawę przekazano do merytorycznego rozpoznania Wojskowemu Sądowi Garnizonowemu w Lublinie ze względu na to, że większość osób wezwanych na rozprawę mieszka bliżej tego sądu. Proces ruszył we wrześniu 2025 roku.
RL / Polska Agencja Prasowa / opr. ToMa
