Biegowe życie Lublina. W mieście przybywa grup i wydarzeń

EAttachments9529356cc800e00ab3425f920175e7910fe4d4e xl

Ponad 50 kilometrów musiałby przebiec biegacz lub biegaczka z Lublina, jeśli chciałby uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach biegowych w mieście. To spotkania run clubów, treningi na bieżni czy wspólne weekendowe wybiegania w Starym Gaju. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w Lublinie znacznie przybyło biegowych eventów, a widok grupy kilkunastu biegaczy przemierzających miasto w sobotni poranek coraz mniej dziwi. Temu zjawisku przyjrzała się Magdalena Kowalska.

Po ciężkim treningowo weekendzie regeneracyjny bieg w spokojnym konwersacyjnym tempie można zrobić z Pozarządowym Klubem Biegowym. To nowa inicjatywa biegowa na mapie Lublina. Nazwa klubu nie jest przypadkowa. Jego twórca, Piotr Choroś, wywodzi się ze środowiska trzeciego sektora, ale – jak tłumaczy – wspólne bieganie ma być oddechem od projektów i deadline’ów.

– Doszliśmy do wniosku, że warto czasami spotkać się nie po to, żeby rozmawiać o organizacjach pozarządowych, o kolejnych imprezach, ale żeby przewietrzyć głowę. Proponujemy wspólnie spotykanie się, żeby pobiegać – mówi Choroś. – Krótki odcinek, 5 km, który naprawdę jest pokonywany w takim tempie, które jest komfortowe, żeby rozmawiać. My tam nie idziemy, żeby trenować, my nie idziemy, żeby się ścigać. Pewnie przy okazji poprawimy sobie formę fizyczną, pewnie nauczymy się czegoś nowego, ale tym motywem jest spotkanie się, wyjście zza komputera i zaprzestanie rozmawiania o projektach, deadline’ach, jakichś budżetach, sprawozdaniach, tylko czasami śmieszne pogadanie.

CZYTAJ: Nietypowa interwencja strażaków. Pomogli uwięzionemu dziecku

W ciągu tygodnia można też dołączyć do innych klubów biegowych, to między innymi Heat Run Club, Sexy Run Club czy Kobiety Biegają Lublin. Ta ostatnia grupa od dwóch lat spotyka się co środę w Parku Ludowym, by wspólnie pobiegać i to z niej wywodzą się Brejdaczki. Mówi o tym Martyna Okupniak. – Wymyśliłyśmy to w jakimś stopniu wspólnie, po prostu czując, że chcemy zrobić coś więcej dla społeczności kobiet w Lublinie i w okolicach, a nie tylko zatrzymywać się na tych środowych spotkaniach biegowych. Na przestrzeni tych dwóch lat organizowałyśmy się też poza środami, biegałyśmy razem na piknikach biegowych w Kozłówce czy w Parchatce. Robiłyśmy spotkania merytoryczne. Zaczęłyśmy też z coffee runami, pizza runami, ja sama też uwielbiam projekt z szybkim bieganiem kobiecym na stadionie i to też na pewno chciałybyśmy dalej rozwijać.

– Sama nazwa Projekt Brejdaczki nie jest przypadkowa – dodaje Klaudia Czechowicz. – Szukałyśmy nazwy czegoś unikalnego i chwytliwego, ale również kojarzącego się z Lublinem. Tak powstały Brejdaczki, Łącząc to z projektem, czyli Projekt Brejdaczki, mamy skrót PB, oznaczający w biegowym świecie personal best, czyli rekord życiowy, więc od razu nam to siadło.

– Ale nie tylko o poprawę formy i rekordy życiowe tu chodzi, bo udział w eventach biegowych to też sposób na nowe znajomości – mówi Brejdaczka, Dominika Kozaczuk-Kosiorek. – Wszystkie jesteśmy już w takim wieku, że ciężko nam o nowe znajomości i same poznałyśmy się właśnie w takiej grupie biegowej. Okazało się, że ta aktywność to tylko dodatek do całego spotkania i to super przestrzeń do poznawania nowych osób o podobnych zainteresowaniach. Wzajemnie się motywujemy i wspieramy, podnosimy się też na duchu w chwilach zwątpienia, otwieramy sobie wzajemnie głowy, pozwalamy sobie później na przekraczanie własnych granic. Nie dotyczy to wyłącznie sportu czy aktywności, ale wiemy, że możemy na siebie również liczyć w codziennym życiu.

CZYTAJ: Przestrzeń wyobraźni dla najmłodszych widzów. Premiera w Teatrze Andersena [ZDJĘCIA]

– Za Brejdaczkami już pierwsze wydarzenie, Coffee Run, na którym byli też Brejdacy – dodaje Paula Zawiślak. – Pomimo tego, że skupiamy się głównie na kobietach, to też chcemy czasem zapraszać mężczyzn na uniseksowe wydarzenia, tak żeby można było po prostu wziąć ze sobą brejdaka, kolegę, przyjaciela, partnera.

Brejdaczki to projekt nowy, ale do Lublina wrócił też znany ogólnopolski cykl bezpłatnych treningów „Biegam, bo lubię”. Zajęcia co sobotę na lubelskim Czechowie prowadzi trener Paweł Błażewicz.

– Podczas treningów dzielimy się na grupy zaawansowania, więc zarówno osoby początkujące i osoby bardziej zaawansowane znajdą miejsce dla siebie – wskazuje trener. – Jeżeli chodzi o „Biegam, bo lubię”, to główną ideą jest pokazanie, że samo bieganie w tym bieganiu długodystansowym jest okej, ale warto dołożyć pewne elementy. To znaczy, pokazujemy, jak biegać, niekoniecznie zwiększając tylko kilometraże, i robić ten progres, ale też na przykład ćwiczeniami sprawnościowymi. Pracujemy sobie, czy to nad tempem, nad techniką biegu. Pracujemy na płotkach lekkoatletycznych, więc jest troszkę elementów, które urozmaicają cały trening.

W sobotę można też pobiec w biegu z cyklu Parkrun w Ogrodzie Saskim, a niedzielne wybieganie w terenie można zrobić z grupą Baran w Starym Gaju i okolicach.

O popularności grupowego biegania w Lublinie może też świadczyć fakt, że w najbliższą sobotę na wspólne bieganie nad Zalewem Zemborzyckim umówiły się niezależnie trzy duże grupy biegowe. To oznacza, że może tam o poranku biegać nawet 100 osób. 

MaK / opr. WM

Fot. Dominika Kozaczuk-Kosiorek

Exit mobile version