Anna Kovalova:
Jak pachnie utracony dom? Witam, przy mikrofonie Anna Kovalova.
—————–
Anna Kovalova:
Moim gościem jest Khalil Khalilov – menedżer sztuki i współzałożyciel „Krymskiego Domu”. Urodził się na emigracji w Uzbekistanie, po latach wrócił na Krym, a po 2014 roku znów został zmuszony do opuszczenia swojej ojczyzny.
Więcej o tym opowie sam – Khalil Khalilov
Khalil Khalilov: Moja droga była bardzo długa. Wszystko zaczęło się w 2014 roku, kiedy doszło do okupacji. Jeszcze przez jakiś czas mieszkałem na Krymie. Razem z przyjaciółmi realizowaliśmy różne projekty. Na przykład mieliśmy projekt muzyczny pod nazwą „O pokój na Krymie i u sąsiadów”. Chodziło nam o to, że Rosjanie są sąsiadami, ale w rzeczywistości nie są właścicielami Krymu. Wtedy zaczęły się moje pierwsze problemy. Zostałem wezwany i poproszono mnie, żebym zakończył swoją działalność i – jeśli to możliwe – wyjechał. Wyjechałem z Krymu do Lwowa, przez pewien czas tam mieszkałem i pracowałem w organizacji KrymSOS. Później założyłem również organizację „Krymski Dom”. Wtedy działała ona jeszcze we Lwowie i zajmowaliśmy się integracją kultury krymskotatarskiej. Nieco później przeprowadziłem się do Stanów Zjednoczonych, a potem – do Warszawa.
Anna Kovalova: Dlaczego zdecydował się pan przeprowadzić ze Stanów Zjednoczonych do Warszawy? Wszyscy mówią, że Ameryka to marzenie i wyjeżdżają z Polski właśnie tam, a u pana było odwrotnie.
Khalil Khalilov: Tak, ja też pojechałem za marzeniem, ale było to związane z powodami osobistymi – z moją drugą połówką, dla której wróciłem. To Barbara i ona jest również współzałożycielką „Krymskiego Domu”.
Anna Kovalova: Ależ piękna romantyczna historia.
Khalil Khalilov: Romantyczna. I jest pani pierwszą osobą, której o tym powiedziałem. Nie wiem, mam nadzieję, że Barbara nie będzie się złościć.
Anna Kovalova: Za czym tęskni pan najbardziej? Czego najbardziej panu tutaj brakuje? Co jest tylko na Krymie?
Khalil Khalilov: Brakuje mi samego Krymu. Tego, że nie mam możliwości tam pojechać. Nie mogę wrócić do mojego ukochanego Koktebela, do mojego ukochanego Bakczysaraja, pospacerować, wykąpać się w morzu. Tego właśnie najbardziej mi brakuje. I niestety rozumiem, że jeszcze dużo czasu minie, zanim będę mógł wrócić na Krym, do Bakczysaraja, nad Morze Czarne. To też trzeba zaakceptować, bo trudno żyć z ciągłą myślą: „Już zaraz wrócę”, jakby cały czas siedziało się na walizkach. To bardzo trudne. Okupacja trwa już 12 lat i naprawdę nie jest łatwo. Dlatego powoli odpuszczam tę myśl. Jak będzie, tak będzie. Jeśli będzie trzeba wrócić – wrócę, jeśli nie – trudno.
Anna Kovalova: Bardzo kocham Krym, często tam jeździłam. Natura, ten zapach… Dużo podróżuję, ale właśnie zapach Krymu – kiedy idzie się wśród sosen i drzew, a wszystko tak pachnie… To jakiś wyjątkowy, słodki aromat. I chciałam znaleźć ten zapach, ale nie potrafi go odnaleźć. Niestety.
Khalil Khalilov: Tak, bardzo trafnie pani to ujęła. Dla mnie Krym również bardzo mocno kojarzy się właśnie z zapachem. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem na Krym, najbardziej zapamiętałem właśnie ten aromat – zapach Krymu. To była mieszanka bardzo intensywnych, a jednocześnie przyjemnych woni: tymianek, lawenda… Wszystko to mieszało się w taki wyjątkowy krymski perfum. Niesamowite uczucie. Zresztą w 2015 roku postanowiłem na krótko pojechać na Krym. Miałem problemy na granicy, ale mimo wszystko udało mi się wjechać. I pierwsze, co zrozumiałem i poczułem, to że ten zapach się zmienił. Naprawdę się zmienił – stał się jakiś inny.
Anna Kovalova: Jaka jest dziś sytuacja na Krymie?
Khalil Khalilov: Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę okupanci niestety poczuli się jeszcze bardziej bezkarni. Rozumieją, że uwaga świata wobec Krymu osłabła, dlatego dopuszczają się jeszcze większego zła. Jeśli wcześniej udawało nam się dokumentować naruszenia praw człowieka niemal od razu, to dziś czasem dowiadujemy się o nich dopiero po pół roku, bo temat Krymu zszedł na dalszy plan. Pojawiły się też elementy celowego zastraszania. Często dopiero po fakcie dowiadujemy się, że ktoś przekroczył granicę, został zatrzymany i zabrany. Bywały sytuacje, kiedy ludziom wprost mówiono: jeśli twoi bliscy lub znajomi będą o tym publicznie mówić, zabierzemy twoją siostrę, żonę albo dziecko. Dlatego ludzie coraz częściej milczą. Pojawiły się również rzeczy, których wcześniej nie obserwowaliśmy. Na przykład aresztowania kobiet. Jedną z głośniejszych spraw było zatrzymanie czterech kobiet. Co więcej, zastosowano wobec nich formę terroru – psychiatrię represyjną. Najpierw zamknięto je w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przeprowadzano na nich wszelkiego rodzaju „badania”, tłumacząc to koniecznością „wyjaśnienia pewnych kwestii”. Ale to dokładnie ta sama psychiatria represyjna, która istniała jeszcze w czasach radzieckich. Sytuacja jest tam naprawdę bardzo brutalna. Władze pozwalają na pewne rzeczy – i to również przypomina podejście radzieckie. Można organizować tańce, śpiewy, żeby pokazać: „Proszę bardzo, Tatarzy krymscy się rozwijają, śpiewają i tańczą”. Ale nic ponadto. Na przykład poważne badania nad kulturą krymskotatarską, folklorem czy historią są praktycznie niemożliwe. Bo radziecki mit o tym, że Tatarzy krymscy przyszli na Krym razem z Mongołami, nadal jest podtrzymywany. Tymczasem każde rzetelne badanie pokazuje, że Tatarzy krymscy są rdzennym narodem Krymu i nie ma tam żadnego „odwiecznie rosyjskiego ducha”.
Anna Kovalova: Jak dziś funkcjonuje „Krymski Dom” i wasze projekty związane z Krymem w Warszawie?
Khalil Khalilov: Działamy już drugi rok i obecnie wyznaczamy ogólną strategię naszej pracy. W tej chwili uruchamiamy kierunek krymskotatarski na Uniwersytecie Warszawskim. Udało nam się wygrać projekt dotyczący opracowania koncepcji i programu tych studiów, a teraz będziemy wdrażać je do środowiska akademickiego. To dla nas bardzo ważne, ponieważ podobne studia funkcjonowały w europejskiej przestrzeni akademickiej około 150 lat temu, a później całkowicie zniknęły. Teraz właściwie zaczynamy wszystko od nowa. To bardzo ambitny, ale też odpowiedzialny projekt. Myślę więc, że w najbliższych latach będziemy mocno skupiać się właśnie na działalności akademickiej. Początkowo myśleliśmy, że skoncentrujemy się głównie na społeczności Tatarów krymskich, ale nie ma ich tutaj aż tak wielu. Dziś ważne jest jednak, żeby o Krymie mówili nie tylko sami Tatarzy krymscy. Oni i tak wiedzą o Krymie wszystko. Chcemy, aby w ramach tych studiów kształciły się również osoby spoza tej społeczności, tak aby każdy człowiek żyjący poza Krymem mógł stać się swego rodzaju ambasadorem wiedzy o Krymie.
Anna Kovalova: Rozumiem, że będzie tam również nauczany język krymskotatarski?
Khalil Khalilov: Tak, oczywiście. W ramach tych studiów będzie nauczany język krymskotatarski – po to, by lepiej rozumieć kontekst i historię. Będzie też historia, politologia oraz inne pokrewne dziedziny. Pojawią się również nowe formy zajęć, na przykład analiza dezinformacji na przykładzie krymskich sytuacji. To bardzo ciekawy temat. Myślę, że może być przydatny dla wielu krajów – żeby ludzie rozumieli, jak działa taka dezinformacja i potrafili wcześniej rozpoznawać zagrożenia podobne do tych, które pojawiły się na Krymie.
Anna Kovalova:
Moim gościem był Khalil Khalilov – organizator projektów związanych z kulturą Tatarów krymskich i współzałożyciel „Krymskiego Domu”. Dziękuję Państwu za dziś do usłyszenia za tydzień. Anna Kovalova – Radio Lublin.
Fot. nadesłane
______________________________________________________________________
А зараз можна прослухати матеріал українською мовою.
Анна Ковальова:
Як пахне втрачений дім? Вітаю, біля мікрофонy Анна Ковальова.
—————–
Анна Ковальова:
Моїм гостем є Халіл Халілов — артменеджер і співзасновник Кримського Дому. Він народився в еміграції в Узбекистані, через роки повернувся до Криму, а після 2014 року знову був змушений залишити свою батьківщину.
Більше про це розповість сам — Халіл Халілов.
Халіл Халілов: У мене був дуже довгий шлях. Це почалося у 2014 році, коли сталася окупація. Деякий час я ще прожив у Криму. Потім ми з моїми приятелями робили різні проєкти. Наприклад, у нас був музичний проєкт, який називався «За мир у Криму і в сусідів». І ми мали на увазі, що росіяни – це сусіди, ви насправді не є власниками Криму. Тоді в мене й почалися перші неприємності: мене викликали й попросили, щоб я згорнув свою діяльність і, за можливості, виїхав. Я виїхав із Криму до Львова, певний час жив там і працював в організації КримSOS. Потім також відкрив організацію Кримський Дім. Тоді вона була у Львові, і ми займалися інтеграцією кримськотатарської культури. Трохи пізніше я переїхав до Сполучені Штати Америки, а вже потім – до Варшава.
Анна Ковальова: Чому ви вирішили переїхати зі Сполучених Штатів до Варшави? Усі кажуть, що Америка – це мрія, і переїжджають з Польщі, а у вас навпаки.
Халіл Халілов: Так, я теж поїхав за мрією, але це було пов’язано з особистими причинами – через мою другу половинку, заради якої я повернувся. Барбара також є співзасновницею Кримського Дому.
Анна Ковальова: Яка у вас гарна романтична історія.
Халіл Халілов: Романтична. І ви перша, кому я це сказав. Не знаю, сподіваюся, Барбара не буде сваритися.
Анна Ковальова: За чим найбільше сумуєте? Чого вам не вистачає тут, що є тільки в Криму?
Халіл Халілов: Мені не вистачає самого Криму. Того, що в мене немає можливості туди поїхати. Я не можу поїхати у свій улюблений Коктебель, у свій улюблений Бахчисарай, погуляти, покупатися. Саме цього мені не вистачає. І, на жаль, я розумію, що це станеться ще нескоро – коли я зможу повернутися до Криму, до Бахчисарай, до Чорного моря. Це теж потрібно прийняти, тому що важко жити з постійною думкою: «От-от я повернуся», – і ніби сидіти на валізах увесь цей час. Це дуже важко. Окупація триває вже 12 років. І це справді непросто. Тому я потроху відпускаю цю думку. Як буде – так буде. Якщо треба буде повернутися – повернуся, якщо ні – значить, ні.
Анна Ковальова: Я дуже люблю Крим, дуже часто туди їздила. Природа, цей запах… Я багато подорожую, але саме запах Криму – коли йдеш, а навколо сосни, дерева, і все так пахне… Це якийсь особливий, солодкий аромат. І ти розумієш, що шукаєш його по всьому світу, але знайти не можеш.
Халіл Халілов: Так, запахи – це дуже влучно сказали. Для мене Крим також дуже чітко асоціюється саме із запахом. Коли я вперше потрапив до Криму, то найбільше запам’ятав саме цей аромат – запах Криму. Це була така суміш дуже сильних, але водночас приємних запахів: чебрець, лаванда… І все це змішувалося в такий особливий кримський парфум. Дуже цікаве відчуття.
До речі, у 2015 році, я вирішив ненадовго поїхати до Криму. У мене правда, були проблеми на кордоні, але я все ж таки зміг заїхати. І перше, що я зрозумів і відчув, – цей запах змінився. Справді змінився, став якимось іншим.
Анна Ковальова: Яка зараз ситуація в Криму загалом?
Халіл Халілов: Із початком повномасштабного вторгнення Росії в Україну, на жаль, у окупантів стало більше свободи дій. Вони розуміють, що уваги до Криму стало менше, і тому чинять ще більше зла. Якщо раніше нам вдавалося фіксувати якісь порушення прав людини одразу, то тепер іноді ми дізнаємося про це лише через пів року, бо тема Криму відійшла на другий план. Є й елементи цілеспряманого залякування. Ми вже постфактум дізнаємося, що хтось перетинав кордон, його заарештували й забрали. Були випадки, коли людині прямо казали: якщо твої родичі, знайомі чи близькі публічно про це говоритимуть, то ми заберемо твою сестру, дружину чи дитину. Через це люди часто мовчать. Також з’явилися речі, яких раніше ми не фіксували. Арешт жінок. Наприклад, одна з дуже гучних справ – арешт чотирьох жінок. І, до речі, до них застосували форму терору – каральну психіатрію. Їх спочатку закрили в психіатричній лікарні, де над ними проводили всі можливі «обстеження», пояснюючи це тим, що їм нібито потрібно щось «з’ясувати». Але це та сама каральна психіатрія, яка існувала ще за радянських часів. Тобто там справді дуже жорстка ситуація. Влада дозволяє, це до речі теж нагадує радянський підхід. Влада дає можливість робити танці, пісні, орнаменти – щоб показати: «Дивіться, кримські татари розвиваються, співають і танцюють». Але не більше. Наприклад, серйозні дослідження кримськотатарської культури, фольклору чи історії – фактично неможливі. Бо радянський міф про те, що кримські татари нібито прийшли до Криму разом із монголами, вони й далі намагаються підтримувати. А будь-яке глибоке дослідження неминуче показує, що кримські татари – це корінний народ Криму, і жодного «споконвічно російського духу» там немає.
Анна Ковальова: Як зараз функціонує Кримський Дім і загалом ваші проєкти, пов’язані з Кримом, у Варшаві?
Халіл Халілов: Ми вже працюємо другий рік і зараз загалом визначаємося зі стратегією нашої роботи. Наразі ми відкриваємо кримськотатарський напрямок на базі Варшавського університету. Нам пощастило виграти проєкт із розробки концепції та програми цих навчань, і тепер ми будемо впроваджувати їх в академічне середовище. Для нас це дуже важливо, тому що подібне навчання в європейському академічному просторі існували приблизно 150 років тому, а потім їх більше не було. І зараз ми фактично починаємо все заново. Це дуже амбітний і водночас відповідальний проєкт. Тому думаю, що найближчими роками ми будемо багато працювати саме з академічним напрямом. Спочатку ми думали, що зосередимося переважно на громаді кримських татар, але їх тут не так багато. І зараз важливо, щоб про Крим говорили не лише кримським татарам. Бо кримські татари й так усе знають про Крим. Нам хочеться, щоб на базі цього навчання навчилися також і не кримські татари, аби кожна людина, яка перебуває за межами Криму, могла стати своєрідним ретранслятором знань про Крим.
Анна Ковальова: Я так розумію, там також вивчатимуть кримськотатарську мову?
Халіл Халілов: Так, обов’язково. У межах цих студій буде кримськотатарська мова – щоб люди могли краще розуміти контекст і історію. Будуть також історія, політологія та інші пов’язані дисципліни. Але з’являться й нові формати предметів, наприклад, робота з дезінформацією на прикладі кейсів Криму. Це дуже цікава тема. Думаю, вона буде корисною для багатьох країн – щоб люди розуміли, як саме працює така дезінформація, і могли заздалегідь розпізнавати загрози, подібні, які були в Криму.
Анна Ковальова: Моїм гостем був Халіл Халілов – організатор проєктів, пов’язаних із культурою кримських татар, а також співзасновник Кримського Дому в Варшаві. Дякую за увагу, до зустрічі наступного тижня, Анна Ковальова – Radio Lublin.
