Tylko remis. Pechowa końcówka Motoru [ZDJĘCIA]

EAttachments944719038729566182bb1b402848a6518655300 xl

Piłkarze Motoru Lublin w 28. kolejce ekstraklasy na własnym stadionie zremisowali 1:1 z Rakowem Częstochowa.

ZOBACZ ZDJĘCIA: 

Pierwsza połowa to były piłkarskie szachy – dużo gry w środku boiska, niewiele klarownych sytuacji podbramkowych, a obie drużyny dbały bardziej o to, żeby nie stracić gola, niż aby go zdobyć. Druga część spotkania zaczęła się od kilku okazji Częstochowian, jednak to Lublinianie cieszyli się z gola. Po dośrodkowaniu Bradly’ego van Hoevena strzelił Senagalczyk Mbaye Jacques Ndiaye, a niefortunnie interweniujący Jonatan Brunes skierował piłkę do własnej siatki.

Dopiero pod koniec meczu Raków ruszył na poważnie do odrabiania strat. Ale zawodnicy gości mieli albo źle wyregulowane celowniki, albo skutecznie interweniował Ivan Brkić. Jednak w 90 minucie Jakub Łabojko trafił łokciem w twarz Brunesa, sędzia po VAR-ze wskazał na 11 metr, a karnego na bramkę zamienił sam poszkodowany.

Rozczarowania końcowym wynikiem nie ukrywa obrońca Motoru Filip Luberecki: – Jest trochę smutek, bo chcieliśmy ten mecz wygrać. Wygrywaliśmy go i niestety straciliśmy bramkę. Uważam, że w spotkaniu to my prowadziliśmy grę. Raków miał pojedyncze sytuacje i jedną z nich niestety wykorzystał. To my mieliśmy piłkę, chcieliśmy tworzyć sytuacje i to my więcej czasu byliśmy na ich połowie, więc mieliśmy wystarczającą sytuację żeby to wygrać i szkoda, że nie utrzymaliśmy zero z tyłu.

– Liczyliśmy na komplet punktów – przyznaje również pomocnik Rakowa Oskar Repka. – Każdy punkt doceniamy, ale walczymy o trzy punkty. Zawsze przyjeżdżamy tutaj z myślą o trzech punktach, nieważne czy graliśmy ostatni mecz w czwartek i to 120 minut. Boli strata punktowa, ale za to znowu się podnosimy z przegrywającego wyniku.

Motor ma 39 punktów i zajmuje ósme miejsce, a Raków z 40 punktami jest szósty.

JK / ToMa 

Fot. Iwona Burdzanowska 

Exit mobile version