Pasja, trening i praca w cieniu pokazów. Rekonstruktorzy ożywiają historię

EAttachments9446825ebb123da1320fd1f2158cfc808da2a77 xl 1

Działalność grup rekonstrukcyjnych to nie tylko udział w pokazach i piknikach, ale także przeszukiwanie źródeł historycznych i kompletowane strojów. To także szkolenia i treningi, dzięki którym można odwzorować realia danej epoki.

CZYTAJ: Rekonstruktorzy ożywili historię w Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie [ZDJĘCIA]

– Aby dobrze czuć się w zbroi i odpowiednio prezentować się przed publicznością trenujemy cały rok – mówi szef grupy rekonstrukcyjnej odtwarzającej realia średniowiecza „Miles Mercenari”, Tomasz Tomala. – Raz, dwa razy w tygodniu zbieramy się w sali na treningu i trenujemy. I to nie jest tak, że trenujemy walkę na miecze. To jest zwykły WF z porządną rozgrzewką, motoryką, pracą techniczną mieczem. Mamy taki zestaw, taki worek treningowy złożony z opon. Uczymy się dokładnie technicznie jak bić, żeby miecz nam z ręki nie wypadł. Miecz faktycznie nie waży 20 kilogramów, zazwyczaj jest bardzo lekki, ale sama fizyka broni działa tak, że jeżeli źle złożymy się do zamachu, miecz nam po prostu może wypaść łatwo z ręki. Nie chcemy tego. Dlatego trenujemy – dodaje. 

– Ilość grup rekonstrukcyjnych na rynku z roku na rok się zwiększa – podkreśla przewodnik Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie Damian Kurek. – Fajnie też, że młode osoby nie siedzą w telefonach czy w tabletach, tylko idą w stronę historii i edukacji następnych pokoleń. (…) Widzę, że coraz większą wagę przykłada się do detali i do szczegółów. Dzięki czemu możemy jeszcze bardziej odwzorować dzieje z tamtych epok, jak ludzie wtedy żyli, jak wyglądali – dodaje. 

– Rekonstruuję sylwetkę kartagińskiego obywatela – mówi w rozmowie z Radiem Lublin Marcin Kalbaczyk ze Stowarzyszenia Na Rzecz Popularyzacji Kultury Antycznej „Hellas et Roma”. – Generalnie my staramy się odwzorowywać na odkryciach archeologicznych, jakichś źródłach pisanych, bo to też przekazuje nam informacje, jak na przykład coś wyglądało albo z czego było zrobione – dodaje. 

– Od ponad 10 lat zajmujemy się rekonstrukcją historyczną, a zajęliśmy się historią Oddziału Ćwieków ze Starościna, ponieważ w tamtej okolicy się wychowaliśmy. Niektórzy to wręcz w tym miejscu, gdzie ten oddział się formował – zaznacza Sławomir Rodak ze Stowarzyszenie Historyczne im. Piątego Oddziału Wojsk Narodowych Województwa Lubelskiego zw. „Ćwiekami” ze Starościna. – W taką działalność trzeba się zaangażować. Trzeba poświęcić swój czas. O pieniądzach już nie wspomnę, bo może żona słucha. Trzeba mieć po prostu chęć, żeby jeździć na wyjazdy, konserwować te sprzęty, żeby przede wszystkim zdobywać nowe informacje na temat oddziału, bo my żeśmy się przez te lata bardzo dużo dowiedzieli. Nawet nawiązaliśmy kontakt z potomkami Emilii Cieszkowskiej, później już Podstolskiej, którzy mieszkają we Francji. Mamy piękne dokumenty z ich archiwum, dotyczące oddziału, dotyczące Starościna. Ja zawsze mówię, że to co my tu robimy na rekonstrukcjach czy na wystawach, to jest może 10-15%, a reszta jest w zaciszu archiwów i we własnych garażach. Konserwacja, remonty i utrzymanie tego wszystkiego w należytym stanie – dodaje. 

Niemal w każdym powiecie funkcjonują grupy rekonstrukcyjne specjalizujące się w określonej epoce. Kilka takich grup można było oglądać w minioną niedzielę w Dęblinie podczas obchodów Światowego Dnia Rekonstrukcji Historycznej.

ŁuG / opr. PaW

Fot. Łukasz Grabczak

Exit mobile version