Niebezpieczna moda na wypalanie traw. Służby biją na alarm

EAttachments94495499b0a4cee51dfdde9b32cb65239fdcef2 xl

Od kilkunastu do kilkudziesięciu razy dziennie strażacy z Lubelszczyzny wyjeżdżają do pożarów suchych traw i nieużytków. Od początku 2026 roku straż pożarna w regionie interweniowała ponad 1100 razy.

CZYTAJ: 40 zdarzeń w 4 tygodnie. Niebezpieczna seria pożarów w lubelskich lasach

Strażacy apelują o rozwagę i przypominają, że wypalanie traw stanowi zagrożenie dla ludzi, zwierząt oraz środowiska. – Czynnik ludzki jest w 90% powodem tych zdarzeń – mówi rzecznik komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie, kapitan Tomasz Stachyra. – To absorbuje strażaków, nasze działania koncentrują się przy tych pożarach, a trzeba sobie zdać sprawę, że możemy być potrzebni dużo bardziej, kiedy będzie bezpośrednie zagrożenie życia innych osób. Czy to w zdarzeniach komunikacyjnych, czy w pożarach budynków mieszkalnych. Dlatego apelujemy o rozsądek – dodaje. 

Jak informują strażacy, podpalacze często tłumaczą się, że kontrolują sytuację. Jednak służby wskazują, że wystarczy, by wiatr zmienił kierunek lub siłę i zapanowanie nad ogniem staje się niemożliwe. W przypadku wysokich traw ogień może rozprzestrzeniać się z prędkością nawet 60 km/h.

– Jeśli nie będziemy wzniecali takich pożarów, nie będziemy wypalali pozostałości roślinnych, które bardzo często spalamy porządkując swoje gospodarstwa czy tereny, które użytkujemy, to tych pożarów na pewno będzie mniej – podkreśla kapitan Stachyra.

Służby apelują, by unikać wypalania traw. Działanie to ma negatywny wpływ na środowisko, ogień zabija między innymi dżdżownice, mrówki oraz biedronki. Niszczy również naturalną strukturę gleby. 

InYa / opr. PaW

Fot. pixabay.com

Exit mobile version