Lotto AZS UMCS Lublin przed finałem: Zaczęłyśmy być jednością na boisku

EAttachments94301758dba7c6d112552d56c2ded9ab5630274 xl

Koszykarki Lotto AZS-u UMCS-u Lublin przygotowują się do finałowych meczów o mistrzostwo Polski. Decydująca o tytule seria ruszy już we wtorek (14.04), ale dopiero dziś (11.04) wyjaśni się z kim akademiczki będą rywalizować o złoto.

W półfinale play-off do trzech wygranych Enea AJP Gorzów Wielkopolski po czterech meczach remisuje z Eneą Politechniką Poznań 2:2, a rozstrzygające starcie odbędzie się w Gorzowie. 

Podopieczne trenera Karola Kowalewskiego swoją półfinałową serię zakończyły już we wtorek, wygrywając ze Ślęzą Wrocław 3:0.

Ze środkową lubelskiego zespołu Kamilą Borkowską rozmawiał Józef Kufel.

3:0 najpierw w ćwierćfinale, potem wygrany półfinał bez straconego meczu. Gładko poszło?

– Gładko nie gładko. Na pewno mecze z Krakowem nie były łatwe. Mecze ze Ślężą również łatwe nie były. Wydaje mi się, że aktualnie jako zespół jesteśmy w najlepszym możliwym momencie tego sezonu. Jesteśmy tak naprawdę drużyną, którą jeszcze nie byliśmy i to akurat w najważniejszym momencie tego sezonu. Wydaje mi się, że wykonałyśmy nasze zadania w trakcie tych sześciu meczów w 85%. Są rzeczy, które jeszcze musimy poprawić, które musimy zrobić jeszcze lepiej w ataku i w obronie, ale jesteśmy na naprawdę dobrej drodze.

Co takiego zadziało się, że akurat właśnie w tym najważniejszym momencie sezonu wszystko się posklejało?

– Wydaje mi się, że w końcu zaczęliśmy być sobą – każda z nas z osobna, ale także jako cały zespół. Zaczęłyśmy być jednością na boisku i dlatego nam się z taką łatwością grało, dlatego tak łatwo zdobywałyśmy punkty. W obronie wyglądałyśmy  jak jeden organizm.

Tym, co też rzuca się w oczy, jest też to, że jesteście w tym momencie wszechstronną drużyną, która potrafi wykorzystać zarówno atuty podkoszowe, ale też na obwodzie jest świetna dyspozycja rzutowa.

– Tak, zdecydowanie. Nieważne jaką zespół przeciwny zagrałby obronę, my i tak coś z tego znajdziemy. Tutaj też wielkie brawa należą się trenerom, że nas tak dobrze przygotowują do tych meczów i robią scouting naprawdę bardzo dobrze, dzięki czemu o wiele łatwiej nam się gra, bo wiemy, czego możemy się spodziewać po zespole przeciwnym w obronie. Naprawdę się cieszę, że w każdym meczu ktoś inny ma szansę się pokazać, ktoś inny może zagrać jak najlepiej i po prostu możemy się wszyscy wspólnie cieszyć z wygranych.

Te zwycięstwa też zbudowały atmosferę i was dźwignęły mentalnie?

– Zazwyczaj, gdy się wchodzi do finału, to jest już super atmosfera. Nie cieszymy się tylko z tego, że jesteśmy w finale, bo chcemy ten finał po prostu wygrać, ale wydaje mi się, że naprawdę jesteśmy na dobrej drodze do tego.

Wciąż nie wiemy, kto będzie waszym finałowym przeciwnikiem. Jak zapatrujesz się na tą rywalizację w drugiej parze? Czy masz swoje preferencje co do tego, z kim zagrać?

– Od początku tak naprawdę mówiłam, że chciałam się spotkać z Gorzowem w finale. Wiem, że w Gorzowie nie gra się łatwo, tak że naprawdę zespół z Poznania będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. Z niecierpliwością czekam na ten mecz.

A ewentualna przewaga własnego parkietu byłaby istotna?

– Zawsze lepiej mieć przewagę parkietu. Zawsze dwa pierwsze mecze, które gra się u siebie, są najważniejsze, wiemy, że jeżeli będziemy grać z Poznaniem, to będziemy mieć tam przewagę parkietu. Jeżeli będziemy grać z Gorzowem, nie będziemy jej mieć, ale mimo wszystko,  dla nas to nie powinno mieć za dużego znaczenia. Powinniśmy być w 100% skupieni, żeby grać jak najlepiej.

Już grałaś w meczu o mistrzostwo Polski?

– Grałam, 5 lat temu. Kiedy byłam w Gdyni, grałam przeciwko CCC Polkowice i zdobyłam złoto. Tak, że zdobyłyśmy złoto przeciwko naszemu aktualnemu trenerowi.

„Jesteśmy w dobrej dyspozycji”

Pozytywnie do finałowej serii nastawiony jest także trener Lotto AZS-u UMCS-u Karol Kowalewski. – Ćwierćfinały i półfinały pokazały, że jesteśmy w dobrej dyspozycji – mówi szkoleniowiec w rozmowie z reporterem Radia Lublin.

Dwie serie wygrane po 3:0 mówią, że drużyna w tym najważniejszym momencie sezonu złapała formę.

– Każdy się cieszy, że udało nam się obydwie serie zakończyć w trzech meczach. Myślę, że bralibyśmy to w ciemno przed rozpoczęciem play-off. Choć ta rywalizacja półfinałowa może była małym zaskoczeniem dla kibiców, ale powiem szczerze, że dla nas nie. Nam zespół Ślezy leżał i poniekąd już przez ostatnie dobre trzy miesiące rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy na nich wpaść.

A na kogo teraz chcecie wpaść?

– Preferencji jakichś wielkich nie mamy. Wiadomo, że fajnie by było zacząć dwoma meczami tutaj, w Lublinie przed swoimi kibicami. Na pewno obydwa zespoły potencjalnych rywali mają swoje atuty. I z jednymi, i z drugimi w czasie tego sezonu grało nam się ciężko, więc czekamy, przygotowujemy się na jednych i na drugich. Nie jest to dla nas łatwe, ale musimy jeszcze być cierpliwi.

A jakby to miał być Poznań, co trzeba byłoby zrobić? 

– Gdy to będzie Poznań, musimy wyjść bardziej na taką wojnę, bitwę, niż z Gorzowem. Z Gorzowem będzie więcej szachów, będzie więcej koszykówki, w której będzie trzeba troszeczkę pokombinować i poszukać innych przewag niż zazwyczaj. A z Poznaniem po prostu będzie trzeba założyć kask na głowę i mocno walczyć.

Jakie znaczenie ma fakt, że rywal, ktokolwiek by to nie był, będzie miał za sobą pięć meczów?

– I dużo, i mało. Z jednej strony przeciwnicy ciągle są w rytmie meczowym, z drugiej dodatkowe dwa mecze w nogach każdą zawodniczkę kosztują. Ale nie doszukiwałbym się zalet ani w jedną, ani w drugą stronę, bo tak naprawdę przez to nie mamy czasu na przygotowania. A bardzo mocno wierzę w przygotowania pod konkretnego przeciwnika. Bardzo mocno wierzę w naszą pracę, którą wykonujemy, nie tylko na parkiecie, ale poza parkietem, więc trochę nam to utrudnia sprawę.

Jakieś niespodzianki pan szykuje na finał?

– Każdy szykuje niespodzianki. Myślę, że play-off to taki czas, że wszyscy niespodzianki z kieszeni wyciągają. Podobnie zrobiliśmy i my, czy to była Wisła, czy to była Ślęza. Ze Ślęzą tych niespodzianek mieliśmy jeszcze więcej. Trzymaliśmy je w serii z Wisłą, więc teraz też na pewno możemy być na coś przygotowani.

 

Pierwsze dwa mecze finału zostaną rozegrane już we wtorek i w środę. Jeśli rywalem akademiczek będzie zespół z Gorzowa, wówczas Lublinianki rozpoczną rywalizację na wyjeździe. Jeśli natomiast do finału awansuje ekipa z Poznania, gospodarzem początkowych spotkań będzie drużyna Lotto AZS-u UMCS-u.

JK

 

Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum RL 

Exit mobile version