Politolog z Lublina zbadał, w jakim stopniu polscy eksperci oraz dziennikarze przewidzieli pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę, a także w jaki sposób przygotowali społeczeństwo na wyzwania związane z militarną agresją. Prof. Bogdan Borowik z Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie przeanalizował artykuły, które powstawały rok przed wojną w Ukrainie.
– Trzeba powiedzieć o trzech najważniejszych aspektach tego badania – mówi politolog, medioznawca Bogdan Borowik. – Po pierwsze to jest tak, że nikt w zasadzie w sferze publicznej raczej nie dopuszczał takiej możliwości, że rzeczywiście w XXI wieku w Europie będzie możliwa wojna, taka jak wojna z okresu II wojny światowej. Kompletny bezsens takiego działania wynikał z tego, że Europejczycy doszli do wniosku, że teraz można załatwiać wszystkie sprawy pokojowo i zawsze w taki sposób się dogadać, żeby obydwie strony sporu, jakby wygrywały, koncepcja win-win. Druga rzecz, to jest taka, że nikt nie chce być zwiastunem złej wiadomości. Dziennikarze nie chcieli prawdopodobnie wprowadzać takiego zamieszania, takiej atmosfery zagrożenia. To też było coś, co powstrzymywało ich przed wyrażaniem jednoznacznych opinii. No i trzecia rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, to z pewnością polityka informacyjna Federacji Rosyjskiej. Z początku wojny Rosjanie przekonywali, że oni tutaj swoje wojska mogą koncentrować, gdzie chcą i żadnej wojny z Ukrainą nie będzie. W związku z tym te trzy elementy oddziaływały na to, w jaki sposób dziennikarze pisali o wojnie. Trzeba powiedzieć, że im bliżej wojny, tym więcej było komentarzy mówiących o tym, że jednak ta wojna jest możliwa.
Czy uważa pan, że dzisiaj w obecnej sytuacji geopolitycznej te badania mają szczególny sens?
– Należy powrócić do tego zdania, które wszyscy powtarzają, że jeżeli nie chcesz wojny, musisz się do tej wojny przygotowywać. Jeżeli przeciwnik widzi, że nie tylko armia, nie tylko administracja państwowa, ale także społeczeństwo – bo to przede wszystkim tutaj społeczeństwo było przedmiotem oddziaływania tych podmiotów medialnych – jeżeli społeczeństwo jest przygotowane do wojny, jeżeli przeciwnik to widzi, że są podejmowane różnego rodzaju inicjatywy. Wiadomo, gdzie, kto, kiedy i co ma robić, jeżeli nastąpi atak, no to wtedy taki przeciwnik widzi, że koszty wojny znacznie wzrastają. Rosjanie mają takie przekonanie, że można z Europejczykami wygrać bez starcia militarnego, ponieważ europejskie społeczeństwa są słabe. Są nastawione na konsumpcjonizm, europejskie społeczeństwa przyzwyczajone są do pokoju, ponieważ nie są wytrwałe, są właśnie przyzwyczajone do wygody. Rosjanie uważają, że poprzez wojnę kognitywną, czyli wojnę poznawczą, czyli wojnę pokazującą, że Rosjanie są tak silni, że nie ma co z nimi walczyć, są przekonani, że wpłyną na te społeczeństwa w taki sposób, że społeczeństwa wpłyną z kolei na swoich decydentów, że oni się poddadzą. W związku z tym, im więcej moim zdaniem jednak będziemy mówili o zagrożeniu, im bardziej społeczeństwo, bo tutaj przede wszystkim chodzi o społeczeństwo, będzie przygotowane na to, że coś takiego może być i im więcej takich informacji będzie docierało do przeciwnika, jakim jest Federacja Rosyjska, tym lepiej. Myślę, że prawdziwe jest zdanie mówiące o rzeczywistości współczesnej, że Europejczycy nie prowadzą wojen z Rosją, ale Rosja prowadzi wojnę z Europejczykami.
Często nawet pod publikacjami naszej redakcji pojawiają się komentarze, że zagrożenie jest nierealne, że to się nie wydarzy, że nie trzeba straszyć.
– No niestety to podejście uważam za bardzo niebezpieczne. To jest tak, że ludzie są nastawieni na to, że coś złego jednak nie nastąpi. Ale trzeba powiedzieć, że Federacja Rosyjska przekracza kolejne granice. Kiedyś nie do pomyślenia było to, że można zabijać własnych obywateli. To się stało w Czeczenii. Później nie do pomyślenia było to, że można zaatakować własnego sąsiada. To się stało w Gruzji w 2008 roku. Później nie do pomyślenia było to, że można zająć terytorium sąsiedniego państwa. To się stało w Ukrainie. A później było nie do pomyślenia to, że może nastąpić taki wybuch wojny i to się jednak stało. Są jeszcze dwie granice, których Rosja nie przekroczyła. Pierwsza granica, to jest atak na któreś z państw układu północnoatlantyckiego. A ta ostatnia granica, to jest niestety użycie jakiejś formy broni nuklearnej. To są te dwie ostatnie granice, których Rosja nie przekroczyła. Jeszcze raz trzeba to powtórzyć, im będziemy bardziej przygotowani do ewentualnej wojny, tym większa jest nadzieja na to, że Rosja nigdy tej granicy nie przekroczy. Myślę, że w kontekście militarnym tutaj już odpowiednie działania zostały podjęte. Niektóre państwa, takie jak Polska, mają bardzo duże zaległości, jeżeli chodzi o obronę cywilną. Ta obrona cywilna w Polsce nie funkcjonuje, a powinna funkcjonować, tak jak na przykład w Finlandii, gdzie społeczeństwo fińskie jest przygotowane na to, że może nastąpić jakaś forma agresji. No i samo państwo fińskie stanowi zasób wojenny, który może powstrzymać Rosję przed atakiem. Czas, kiedy powszechne było przekonanie o tym, że w Europie wojna jest nie do pomyślenia, niestety minął. I to trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że uciekanie od takiego tematu jest bardzo niebezpieczne. Lepiej być przygotowanym i umieć się zachować, niż być nieprzygotowanym, wpaść w panikę, bo wtedy to jest sukces agresora.
W pracy naukowej prof. Bogdana Borowika przytoczony jest m.in. cytat dziennikarza i autora książek Pawła Reszki, który pisał miesiąc przed rosyjską inwazją, że Ukraina jako państwo, które mówi różnymi językami, chodzi do różnych kościołów i czci różnych bohaterów, znalazła to, co połączyło jej obywateli. Dziś – jak wskazuje prof. Bogdan Borowik – jest to wyzwanie dla Europy, by połączyć się w obliczu potencjalnego zagrożenia.
InYa / opr. PrzeG
Fot. umcs.pl
