Niemal jednocześnie i na jednej sali operacyjnej lekarze przeprowadzili dwa zabiegi: cesarskie cięcie i usunięcie tętniaka przez mało inwazyjny zabieg – embolizacje. Procedurę przeprowadził zespół specjalistów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego numer 4 w Lublinie.
CZYTAJ: Dar, który ratuje przyszłość. Uniwersytet Medyczny w Lublinie upamiętnił donatorów
Wszystko zaczęło się od silnego bólu głowy u kobiety w 30. tygodniu ciąży. – Ból wystąpił nagle i był trudny do wytrzymania. Utrudniał funkcjonowanie. Po pewnym czasie pojawiła się też gorączka. Wiedziałam, że coś jest nie w porządku i pojechałam do szpitala – relacjonuje pani Dorota.
– Wstępna diagnostyka nie wykazała nieprawidłowości. Na szczęście zlecono tomografię – mówi w rozmowie z Radiem Lublin pacjentka. – Przez całą ciążę bardzo dobrze się czułam i tutaj ten ból. Ten ból głowy naprawdę był silny. Nie można bagatelizować różnych dolegliwości. Tu nie było czasu na zastanawianie się – dodaje.
– W przypadku krwawienia z tętniaka, tak jak to było u naszej pacjentki, jest to stan bezpośredniego zagrożenia życia – tłumaczy profesor Radosław Rola z Klinicznego Oddziału Neurochirurgii USK4. – Mniej więcej 30% pacjentów ginie w wyniku krwawienia z pękniętego tętniaka. Także to jest bardziej niebezpieczne w tej chwili schorzenie, niż na przykład ostry zawał mięśnia sercowego. Z tych, którzy przeżywają, to prawie połowa ma jakieś uszkodzenia neurologiczne po tym krwawieniu, bądź w następstwie krwawienia, bądź w następstwie przebiegu procesu pokrwotocznego. To jest problem, z którym w międzyczasie też mierzyliśmy się. U pani tak naprawdę sytuacja była o tyle skomplikowana, że to krwawienie wystąpiło kilka dni wcześniej. Panią głowa bolała już od kilku dni, co tylko dodatkowo stanowiło czynnik ryzyka, bo mniej więcej w trzeciej, czwartej dobie po krwawieniu pojawia się coś takiego, co nazywamy skurczem naczyniowym. To jest taka reakcja naczyń mózgowych na obecność krwi w ich sąsiedztwie. Ona polega właśnie na tym, że one się zaczynają samoistnie kurczyć, co może doprowadzić, na przykład do udaru niedokrwiennego – dodaje.
– Braliśmy pod uwagę, decydując się na to, żeby wcześniej wykonać cięcie cesarskie, wszystkie za i przeciw – przyznaje profesor Bożena Leszczyńska-Gorzelak z Klinicznego Oddziału Położnictwa, Perinatologii i Chorób Kobiecych USK4. – Czas trwania zabiegu wcale nie jest taki krótki. Zabieg jest wykonywany w znieczuleniu ogólnym. Jeżeli nawet do cięcia cesarskiego jest pacjentka znieczulana ogólnie, co jest w tej chwili rzadkością, to jednak dziecko wydobywane, wyjęte, rodzi się minutę, dwie po znieczuleniu. Tutaj jest długi czas narażania dziecka na leki stosowane do znieczulenia. Mamy promieniowanie. Dalej pacjentka pozostaje w przymuszonej pozycji ciała. Wiemy, że leżenie na wznak w ciąży, to jest taki zespół żyły głównej dolnej, więc ta hemodynamika się może wahać, może się zmieniać – dodaje.
– Zabieg wykonujemy poprzez drobne nacięcie, nakłucie tętnicy. W tym przypadku wybraliśmy tętnicę na nadgarstku, żeby nie manewrować przy polu operacyjnym, gdzie zostało wykonane cięcie cesarskie – podkreśla doktor habilitowany Maciej Szmygin z Zakładu Radiologii Zabiegowej i Neurochirurgii USK4. – Wprowadzamy mikrosprzęt, czyli takie drobne prowadniki i cewniki do miejsca docelowego, czyli tam gdzie jest tętniak. W zależności od morfologii, warunków hemodynamicznych, naczynia macierzystego, rozmiarów tętniaka, jego morfologii oraz wyglądu dobieramy sprzęt embolizacyjny. W tym przypadku zostały wykorzystane takie spiralki. Wprowadzamy je do światła tętniaka, wypełniamy go całkowicie. Wszystko po to, aby ten śródbłonek naczyniowy mógł sobie na ten materiał najść. Tętniak zarasta w tym czasie. Jest to zabieg bezpieczny, o wysokiej skuteczności i w takich warunkach naprawdę jest to duża rzadkość – dodaje.
CZYTAJ: Nowe uprawnienia kontrolerów ZUS. Chodzi o zwolnienia L4
W momencie porodu dziewczynka ważyła nieco ponad 1400 gramów. Teraz po 30 dniach waga małej wzrosła do 2 kilogramów. – Lenka nie podejmowała sama oddychania, więc wymagała intubacji na sali cięć i zastosowania wentylacji respiratorem – zaznacza doktor Eulalia Majewska z Oddziału Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka USK4. – Jednak dość szybko podjęła to oddychanie i po przyjeździe do oddziału, kiedy otrzymała substancję do płuc, która pozwala na utrzymanie powietrzności tych płuc niedojrzałych, właściwie w pierwszej godzinie życia została przełączona na taki tryb nieinwazyjny, czyli nosowy – dodaje.
– Lenka czuje się bardzo dobrze. Rośnie nam zdrowo. Ja też czuję się dobrze. Nie mam tak naprawdę żadnych dolegliwości. Dobrze, że tak to się skończyło – mówi pani Dorota.
RyK / opr. PaW
Fot. Magdalena Michalew
