Prokuratura Okręgowa w Lublinie przejmie śledztwo dotyczące odnalezienia drona w Galczycach koło Konina w województwie wielkopolskim. Jak informują śledczy, maszyna odnaleziona na terenie miejscowej kopalni węgla kamiennego nie była uzbrojona.
– Prowadzimy już postępowania w sprawie odnalezionych kilkunastu rosyjskich dronów – mówi pełniący obowiązki rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prokurator Marek Zych. – Rzeczywiście mogę potwierdzić, że ujawniono kolejnego drona. Z mojej rozmowy z panem prokuratorem Andrzejem Boroniem, który jest zastępcą prokuratora okręgowego w Lublinie, a jednocześnie nadzoruje VIII Dział ds. Wojskowych w Prokuraturze Okręgowej w Lublinie wynika, że postępowanie to zostanie przejęte do prowadzenia przez naszą prokuraturę. Niestety nie mogę udzielić żadnych informacji co do kwestii związanych z upadkiem tego drona. Z mojej rozmowy z panem prokuratorem Andrzejem Boroniem wynika, że będzie to prowadzone jako odrębne postępowanie.
– W postępowaniu będziemy musieli odpowiedzieć na szereg kluczowych pytań – mówi rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego, Anna Adamiak. – Najistotniejsze jest pozyskanie opinii biegłego, który musi wskazać, co to jest za urządzenie i jak jest zbudowane. A elementy tego urządzenia mogą posłużyć biegłemu do ustalenia producenta. Ważne jest również ustalenie, z jakiego kierunku to urządzenie nadleciało i znalazło się na obszarze Polski. Ale ogólne oględziny tego znaleziska mogą pozwolić także na odkrycie, jak długo to urządzenie było w miejscu, gdzie zostało znalezione.
Bezzałogowiec znaleziony został w rowie przy drodze gruntowej.
Przypomnijmy, że we wrześniu ubiegłego roku, w wyniku naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, wiele dronów spadło na terenie naszego kraju. Przez kolejne tygodnie wojsko i służby szukały dronów i ich szczątków; wiele z nich zostało znalezionych na terenie województwa lubelskiego, a także – w pojedynczych przypadkach – w województwie świętokrzyskim, mazowieckim, łódzkim czy warmińsko-mazurskim.
MaT / opr. PrzeG
Fot. PAP/Bartosz Skonieczny
