Panika czy realne zagrożenie? Ceny paliw niepokoją konsumentów

EAttachments9372581393f3816aca8f8f4fa518eeaebce7f38 xl

Na niektórych stacjach paliw cena oleju napędowego sięga już 7 zł za litr. O panice konsumenckiej, samospełniających się czarnych scenariuszach i groźbie podwyżek cen produktów z ekonomistką, dr Dorotą Tokarską z Instytutu Dziennikarstwa i Zarządzania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Sebastian Pawlak.

CZYTAJ: Paliwo coraz droższe. W tle konflikt na Bliskim Wschodzie

Cena litra oleju napędowego zbliża się, a na niektórych stacjach przebiła 7 zł. Rośnie też cena benzyny. Czy to, co obserwujemy to dopiero początek serii podwyżek cen paliw? Co się dzieje?

– Szaleństwo się dzieje – uważa dr Dorota Tokarska. – Właściwie to w obecnej sytuacji, przy obecnych zapewnieniach zarówno rządu jak i koncernów, wychodzi na to, że za wiele się dziać nie powinno. Generalnie początek wzrostu cen powinien się odnosić raczej do ropy naftowej na rynkach międzynarodowych, a nie do cen paliw gotowych, tak zwanych. Natomiast właśnie zaczęło się w stosunku do cen paliw gotowych i to o wiele większe wzrosty niż te, które na rynkach międzynarodowych obserwujemy w stosunku do ropy naftowej.

Sytuacja polityczna i wojna na Bliskim Wschodzie wpływa na cenę paliw, ale jak wytłumaczyć fakt, że na niektórych stacjach ceny w ciągu kilku, kilkunastu godzin wzrosły o kilka, kilkadziesiąt groszy? Czy to jest spekulacja? Przecież wykorzystywane są stare zapasy paliwa.

– To nie jest spekulacja, w ekonomii taki efekt nazywamy samospełniającą się przepowiednią. Czyli pierwsze informacje w mediach, które się pojawiły odnośnie możliwych problemów w dostępie do ropy naftowej, zostały zaakceptowane przez konsumentów. W ogóle nie trafił do nich argument, że Polska dysponuje zapasami ropy naftowej co najmniej na 3 miesiące, jeśli nie więcej. Szczególnie patrząc na to, że akurat kończy się sezon grzewczy, i ruszyli na stacje na wszelki wypadek. Jeśli popyt rośnie, to cena rośnie. To sami konsumenci napędzili ten wzrost cenowy. Z tą sytuacją mieliśmy już wcześniej do czynienia w przypadku oleju rzepakowego, w przypadku cukru. To były samospełniające się przepowiednie, gdzie było przypuszczalne, że być może cena wzrośnie, konsumenci ruszyli do sklepów, a tutaj w tym przypadku na stacje paliw i kupując, zwiększając popyt, napędzili wzrost ceny. Czyli spełniła się przepowiednia, która wynika po prostu ze standardowych praw rynkowych.

Widziałem taką sytuację na jednej ze stacji paliw: kierowca, który tankował olej napędowy do zbiorników. Zapobiegliwość, napędzanie paniki?

– Trochę zapobiegliwość, owszem, tylko że nadmierna zapobiegliwość – podkreśla dr Dorota Tokarska. – A ta nadmierna zapobiegliwość jeszcze bardziej nakręca sytuację. Co więcej, te osoby, które podchodzą spokojnie do sytuacji, wiedzą przecież co się działo w momencie wybuchu wojny na Ukrainie. Też był taki chwilowy zryw i właśnie tankowanie nawet w jakieś pojemniki w ogóle kompletnie nie przeznaczone do tego i wzrosła cena, bo wzrósł popyt. I teraz będzie to samo, bo właśnie zobaczyliśmy taką osobę i od razu nam się zapala żarówka, nawet jeżeli byliśmy spokojni, że może ta osoba ma dostęp do jakichś dodatkowych informacji i na tej podstawie robi zapasy. Więc co? Więc my też będziemy robić zapasy.

CZYTAJ: Cena kusi, a kolejka się powiększa. Miejska stacja paliw w Chełmie już działa [ZDJĘCIA]

To co mamy robić? Nie robić zapasów? Widzę kolejkę, pojawiają się napisy, że braknie paliwa. Jak mam się zachować?

– Ja myślę, że to nie jest ten czas na reagowanie tak bardzo agresywnie, nadpobudliwie. Paliw nie zabraknie. Rząd nie dopuści do tego, żeby paliw zabrakło. Inną kwestią jest taka, że nie po to budowano odpowiednią infrastrukturę magazynową, nie po to budowano połączenia rurociągowe z sąsiadami z Unii Europejskiej, żeby dostęp do paliw był jakimś problemem. Ja tylko czekam, bo na razie widzimy to w cenach paliw. Pytanie, kiedy jeszcze gaz nam zacznie rosnąć, bo nie ukrywajmy, że jeśli chodzi o gaz, to mamy większy problem niż w stosunku do ropy naftowej. Bo o ile Arabia Saudyjska jest dużym dostawcą ropy naftowej w Polsce, bo to jest około 60%, to pamiętajmy o tym, że my mamy tych dostawców zdywersyfikowanych. Polska dbała o to, żeby te kierunki dostaw były różnorodne. Mamy Norwegię, to jest 15%, spokojnie może być zwiększone. Mamy Stany Zjednoczone i nie będzie czegoś takiego, że tej ropy zabraknie. Co najwyżej może być sytuacja, że to nie będzie nadmiar, że na przykład zapasy zmniejszą się z tych 90-dniowych do 60-dniowych. Ale to są pewne limity krytyczne i jeżeli doszłoby do przekroczenia limitów krytycznych, to wtedy rząd będzie musiał podjąć jakieś działanie. Na przykład negocjować zwiększenie dostaw od tych dostawców, którzy są spoza tego kręgu Zatoki Perskiej.

Ropa naftowa jest z Zatoki Perskiej, to rozumiemy, cena ropy rośnie, ale dlaczego benzyny?

– Rosną generalnie ceny gotowych paliw – tłumaczy dr Dorota Tokarska. – Jeśli chodzi o import gotowych paliw, to tak naprawdę my najwięcej importujemy z Niemiec, Litwa, później Czechy i Niderlandy. Problem tkwi w tym, że rafinerie są zlokalizowane niestety, ale w Arabii Saudyjskiej. Taki punkt kluczowy, na który uwagę zwrócił już prezes Unimotu, to jest kwestia tego, na ile ataki rakietowe zbliżą się do lokalizacji, w których znajdują się rafinerie. Bo to właśnie te rafinerie i ich lokalizacja jest tym newralgicznym obszarem. Jeżeli rzeczywiście tak będzie, to niestety, ale może dojść do sporego niebezpieczeństwa.

A propos bezpieczeństwa, rynki ropy nie reagują na doniesienia dotyczące możliwej poprawy sytuacji transportowej w Cieśninie Ormuz. Przez tę cieśninę przepływają statki z ropą. Dziś rano baryłka ropy kosztowała ponad 80 dolarów i to chyba nie jest koniec?

– 80 dolarów to jeszcze nie jest jakiś wysoki pułap. Myślę, że pułap, którego musimy się obawiać to jest 100 dolarów i zwykle to jest właśnie przez ekspertów wskazywane jako taki pułap, przy którym będziemy rzeczywiście musieli się zastanowić o co chodzi. Natomiast nie można ukryć tego, że oprócz aktualnych wzrostów cenowych, które są wywołane naszymi konsumenckimi działaniami, można spodziewać się wzrostu cen ropy naftowej, w powiązaniu z tym paliw gotowych. Dlaczego? Bo niestety, ale nawet jeśli cena ropy się zatrzyma, to nawet omijając tę cieśninę, tankowce będą musiały w pobliżu tej cieśniny się poruszać, co będzie związane ze wzrostami kosztów transportu, głównie wynikającymi z ubezpieczeń. Bo oni, żeby tam puścić tankowiec, będą musieli odpowiednio zabezpieczyć finansowo ten transport. Prawdopodobnie, być może, część osób, które także pracują na tych tankowcach, zażąda wyższych wynagrodzeń i tutaj będzie ten element, który będzie zwiększał cenę, ale to się nie zadzieje tu i teraz. Tych efektów możemy się spodziewać w perspektywie może miesiąca, niestety świątecznego.

CZYTAJ: 05.03.2026 Kalkulator – skok cen paliw – nie panikujmy

Pani doktor, patrząc na te podwyżki i to co się dzieje, to jakie będą ceny? Jakie mogą być ceny, pospekulujmy, jeśli chodzi o olej napędowy i benzynę za tydzień, za dwa tygodnie, a może nawet jutro, pojutrze?

– No cóż, to jest ta kwestia, że jeżeli chodzi o paliwa, jeżeli chodzi także właśnie o gaz i energię elektryczną, ich ceny zawsze przekładają się na dobra konsumpcyjne. Nawet jeżeli te wzrosty nie będą aż tak gwałtowne, to niektórzy producenci wykorzystają tę panikę, wykorzystają ten trend w celu podwyższenia ceny, tłumacząc go wzrostami tychże cen paliw.

8 zł, 9 zł za paliwo, za benzynę?

– Ciężko przewidzieć tak naprawdę. Trochę to zależy od nas, konsumentów. Albo się uspokoimy i jednak troszeczkę ograniczymy to robienie zapasów. No ja rozumiem, że paliwa to nie jest jakiś produkt, który nam wywietrzeje czy straci na wartości i pewnie moglibyśmy sobie swoje magazyny robić. Tylko czy jest rzeczywiście sens napędzać to wszystko.

Powiedziała pani o tym wzroście cen różnych artykułów. To oczywiste, wzrasta cena transportu, no to ceny jakich produktów mogą wzrosnąć?

– Każdych, niestety tu nie jesteśmy w stanie określić jakiejś konkretnej branży – uważa dr Dorota Tokarska z KUL. – Być może te wzrosty cenowe w późniejszym okresie dotkną na przykład produktów żywnościowych, bo wchodzimy w okres wiosenny. Niedługo rolnicy bardzo mocno odczują te wzrosty na stacjach paliw, ale to przełoży się na wzrosty cen żywności dopiero te bardziej odległe. O ile w ogóle, o ile to się nie rozmyje w przeciągu tego pół roku. Zobaczymy jak ta sytuacja będzie wyglądała. Firmy transportowe, nie tylko te, które przewożą osoby, ale przede wszystkim te firmy transportowe, które przewożą żywność, wiadomo, one też nie kupują tu i teraz, dzisiaj. One też mają swoje własne magazyny paliw, z których w pierwszej kolejności będą korzystać, więc będą to podwyżki odroczone w czasie. Natomiast jeśli chodzi o paliwa, nie jesteśmy w stanie określić, które z produktów odczują to najszybciej i w największym stopniu, bo to się po prostu rozłoży na wszystko.

Zapewne produkty spożywcze, tak jak pani powiedziała. Za chwilę rolnicy wychodzą w pole, no i będą potrzebowali paliwa, więc to też napędzi konsumpcję, prawda? Napędzi popyt.

– Tak, zdecydowanie. Zima jest tym okresem, kiedy jednak ta grupa zawodowa ma mniejsze zapotrzebowanie na paliwa. Teraz uruchomienie wszystkich maszyn, urządzeń rolniczych związanych z rozpoczęciem sezonu, będzie wiązało się także z ich zakupami. No i dodatkowo dołożona do tego nasza własna panika konsumencka. Tak że my, osoby indywidualne, naprawdę spokojnie zaczekajmy na reakcję. Zobaczmy też co się będzie działo ogólnie. Nie róbmy tego tu i teraz, bo tylko jeszcze bardziej tę spiralę nakręcimy.

Jeszcze zapytam o branżę transportową, czy jej grozi kryzys w związku z tą wysoką ceną paliwa?

– Branża transportowa generalnie ma w ostatnich latach problem i z cenami paliw, i z różnymi restrykcjami, które są na nich nakładane, aktualnie związane z zieloną gospodarką i tak dalej. Nie będzie to łatwy rok dla nich. Jeżeli to się rzeczywiście przełoży na długoterminowe utrzymanie się wysokich cen paliw, będą to firmy, które będą musiały się chyba w największym stopniu zastanowić nad strategią działania, nad obniżeniem kosztów w innych obszarach albo niestety nad podniesieniem cen, co przełoży się na wzrost kosztów nas wszystkich.

Na przykład wzrost cen biletów autobusowych. Cena paliwa wpływa na to oczywiście.

– Miejmy nadzieję, że ceny biletów nie. Tym bardziej, że akurat w Lublinie wzrosły nam ceny ostatnio. Nie, jeśli chodzi o bilety, to podejrzewam, że to będzie raczej dłuższa perspektywa, jeżeli w ogóle. To nie jest taki proces decyzyjny, który zapada szybko. Ewentualnie kwestie busów prywatnych, gdzie rzeczywiście oni mogą ustalać ceny i tę zmienność cen powiedzmy z dnia na dzień, bo są to mniejsze podmioty. Natomiast nie spodziewałabym się zwyżek cen w transporcie publicznym, tym zbiorowym.

Francja zapowiada kontrolę na stacjach paliw. Ma to ograniczyć ryzyko nieuzasadnionych podwyżek cen. Pojawiają się też postulaty obniżki podatku VAT. Co powinien polski rząd zrobić, żeby może jakoś wypłaszczyć te podwyżki albo żeby nie były takie gwałtowne, skokowe?

– Zrobić na pewno coś można – mówi dr Dorota Tokarska. – Tym bardziej, że pamiętajmy o tym, że główny podmiot odpowiadający za rynek paliw w Polsce, czyli Orlen, jest to spółka państwowa. W związku z tym to od ich działań w dużej mierze uzależnione jest, jak ten rynek będzie się zachowywał. To jaką oni strategię cenową przyjmą, nie tylko na swoich stacjach paliw, ale także w stosunkach B2B będzie elementem kluczowym. I tutaj rząd ma bardzo duże pole do popisu, bo kształtując tę politykę cenową, będzie kształtował politykę cenową na innych mniejszych, lokalnych stacjach. Dodatkowo, jeżeli w jakiś sposób wprowadzi tego typu kontrolę, nie spodziewam się, żeby nagle określono na rynku cenę maksymalną. Chociaż to byłoby pewnie działanie najbardziej korzystne, ale zwykle rządy odchodzą aktualnie od takich działań. Być może, jak w przypadku żywności kilka lat temu w czasie tej wysokiej inflacji, gdzie czasowo określono tę zerową stawkę. Był też moment przecież, że paliwa były objęte stawką 8%. Są to na pewno dobre kierunki. Czy rzeczywiście zostaną podjęte? To zobaczymy, jak się będzie kształtowała sytuacja.

Powiedziała pani, że paliwa nie zabraknie, ale może nam grozić, może nie kartki paliwowe, ale reglamentacja? Np. 60 litrów paliwa maksymalnie jeden kierowca może zatankować?

– Ale proszę zwrócić uwagę, że już mieliśmy z tą sytuacją do czynienia w momencie wybuchu wojny w Ukrainie. Gdzie rzeczywiście wprowadzono ograniczenia odnośnie właśnie tankowania w pojemniki, które nie są do tego przeznaczone. Stacje paliw same, nie rząd, tylko stacje paliw wprowadziły ograniczenia związane właśnie z ilością paliwa, którą może zakupić jeden kupujący. Możemy się tego też spodziewać. Może to jest nawet dobre działanie, bo ograniczy ten pęd i tę spiralę podwyżek.

I wtedy pojawiały się w Internecie obrazki stacji, gdzie cena benzyny sięgała 10 zł.

– Czasowo, być może. Zależy jak bardzo rozsądnie się zachowamy. Zwróćmy uwagę na to, że widzieliśmy taką sytuację, wcale niedawno, świat się naprawdę nie zawalił. Nie wydaje mi się, żeby teraz mogło się zadziać coś aż tak złego. Chyba, że tak jak na to na zwrócił uwagę prezes Unimotu, ataki rakietowe skierują się w stronę rafinerii, to wtedy rzeczywiście będzie problem.

Sekretarz energii USA Chris Wright zapowiedział, że amerykańska marynarka wojenna będzie eskortować tankowce przepływające przez cieśninę Ormuz „najwcześniej jak będzie to możliwe”.  Mimo tych zapowiedzi, ceny ropy naftowej rosną.

PaSe / opr. PrzeG

Fot. pexels.com

Exit mobile version