Krzysztof Karman uhonorowany tytułem „Młody Dinozaur” [ZDJĘCIA]

EAttachments94109378ae3cde7b8a5161276178a4e83799a62 xl

Doświadczony dziennikarz, prezenter i lektor związany m.in. z Radiem Lublin oraz lubelskim oddziałem Telewizji Polskiej, Krzysztof Karman, został uhonorowany tytułem „Młody Dinozaur”. Karman od 2025 roku przewodniczy Radzie Nadzorczej Radia Lublin.

Plebiscyt organizuje Lubelski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Tytuł przyznano w Lublinie po raz 25. Wyróżnia mistrzów dziennikarstwa, którzy przez wiele lat pozostają aktywni zawodowo. To jedyne tego typu wyróżnienie w kraju.

Z laureatem Krzysztofem Karmanem rozmawiała reporterka Radia Lublin Lilianna Kaczmarczyk.

– Metrykalnie prawdopodobnie jestem dinozaurem, bo niestety lata lecą i od tego się nie ucieknie, natomiast duszą nie czuję się dinozaurem – mówi Krzysztof Karman. – Mam mnóstwo różnych aktywności dziennikarskich i pozadziennikarskich. W każdym razie nie mam takiego problemu, że budząc się rano zastanawiam się, co dzisiaj będę robił. Mam co robić. Generalnie myślę, że na tym etapie życia ważne jest to, żeby mieć jakieś zainteresowania, żeby mieć jakieś pasje, żeby nie zrywać kontaktu z ludźmi, z którymi się pracowało. Zresztą w ogóle potrzeba kontaktu z ludźmi jest, jak pokazują badania, jednym z najważniejszych czy największych problemów, jakie stoją przed społeczeństwem. Wiadomo, że izolujemy się od siebie, że posługujemy się różnego rodzaju internetowymi komunikatorami i po prostu trzeba raz na jakiś czas się z kimś spotkać, zobaczyć, porozmawiać. Ta inicjatywa „Młodego Dinozaura” czy możliwość działania w tego typu organizacjach to jest właśnie to, co jest ludziom bardzo, bardzo potrzebne.

ZOBACZ ZDJĘCIA:

Dzisiejsze spotkanie to dobry moment do wspomnień. Rozpoczynał pan pracę w Akademickim Radiu Centrum, później było Radio Lublin. Jak wspomina pan pracę w naszej rozgłośni? 

– To były wspaniałe czasy, bo po pierwsze znakomici ludzie. Ja miałem zaszczyt pracować z takimi legendami Radia jak Adam Tomanek, Jerzy Janiszewski, Jan Nowacki, Adam Sikorski, Jacek Bieniaszkiewicz. Nie chcę dalej wymieniać, bo pewnie kogoś pominę. To po pierwsze ludzie. Po drugie znakomita atmosfera, która w tej stacji była i chyba jest do tej pory. Taka atmosfera twórczej i rodzinnej współpracy. Po trzecie sprawy warsztatowe. Ja się tam tak naprawdę nauczyłem dziennikarstwa, nauczyłem się tego, co to jest relacja, wtedy dźwiękowa, a później telewizyjna. Przecież to jest z grubsza rzecz biorąc to samo, tyle że w telewizji operuje się troszkę innymi środkami przekazu. Bardzo mile to wspominam. To był początek mojej drogi zawodowej.

Później przyszedł czas na telewizję. Jak to było zamienić miejsce, gdzie liczą się głos i słowa, na miejsce, gdzie liczą się także gest i mimika?

– Ja się telewizji bardzo bałem, nawet nie dlatego, że bałem się jej jako nowej formy przekazu, tylko bałem się, że inwestowanie w telewizję w sensie interesowania się telewizją nie gwarantuje sukcesu, bo nikt nie wiedział tak naprawdę, czy ta telewizja w Lublinie powstanie, czy nie powstanie. Myśmy zaczynali działalność telewizyjną jako dziennikarze radiowi, bo proszę pamiętać, że telewizja narodziła się w radiu, w budynku radia i myśmy tam przez wiele lat w radiu byli także w sensie formalnym jako część rozgłośni radiowej. Więc nie było wtedy takiej pewności, że ta telewizja powstanie. Pamiętam jak dzisiaj, jak redaktor Tadeusz Chwałczyk, zresztą były dziennikarz radiowy, a później pierwszy szef „Panoramy”, namawiał mnie. Mówi: zróbmy to, mówi: chodź. Ja mówię: Tadziu, przecież z tego nic nie będzie. Kto wie, czy to kiedykolwiek się ukaże, czy będzie jakaś możliwość emisji itd. Jeśli się bałem, to tylko tego. Telewizja jest bardzo wciągająca. Ona oczywiście bazuje w jakimś tam stopniu na doświadczeniach radiowych, ale to nie jest radio z obrazem, tylko to jest jakby zupełnie inny rodzaj sztuki. Z chwilą, kiedy już było pewne, że telewizja w Lublinie będzie istniała, po emisji pierwszej „Panoramy Lubelskiej”, którą prowadziłem 12 stycznia 1985 roku, czyli 41 lat temu, już było wiadomo, że skoro już ta pierwsza emisja poszła, to pewnie pójdzie i druga, i trzecia, że coś z tego będzie, czyli będzie telewizja. Wtedy już tak w pełni zaangażowałem się w działalność telewizyjną.

Teraz przejął pałeczkę pana syn. Jakie to uczucie widzieć go z mikrofonem?

– To jest bardzo miłe uczucie. W ogóle kariera, że użyję tego słowa, Filipa zaczęła się zupełnie przypadkowo, bez informowania rodziców. On po prostu poszedł na casting do Radia Centrum, poszedł tak z ulicy, został przyjęty. Fakt, iż nikt nie wiedział, że jesteśmy spokrewnieni, potwierdza SMS, który dostałem od redaktora naczelnego Radia Centrum Marka Skowronka. Marek napisał tak: czy Filip Karman to twoja rodzina? Więc odpisałem, że tak. Oczywiście po Radiu Centrum, jak już Filip coś tam miał w dorobku, to przyszedł do Radia Lublin. Później zaproponowano mu pracę w Telewizji Polskiej. Powiem szczerze, że nie jest najgorszy jako reporter. Wydaje mi się, że zupełnie dobrze sobie radzi. Oczywiście czasami jakoś go ukierunkowuję.

Na koniec chciałabym zapytać pana o radę dla młodych adeptów.

– Przede wszystkim unikać pychy, bo pycha to jest to, co utrudnia rzetelne zajmowanie się dziennikarstwem. My jesteśmy swego rodzaju służebnikami odbiorców. Mamy obowiązek wyszukać ciekawy temat i stworzyć z tego tematu formę dziennikarską, czyli relację, reportaż itd. Mamy w tym wszystkim zachować pokorę. Ja z ogromną obawą obserwuję młodych ludzi, którzy idąc do mediów od razu robią sobie jakieś tam naklejki na torbach, to radio takie, radio inne, gdzieś tam udają jakichś nadludzi. Nie tędy droga. Po prostu skromność i świadomość tego, że jest się w służbie odbiorcy, że pracujemy dla odbiorcy i to, kim ja jestem, w sumie w tym wszystkim mam najmniejsze znaczenie. Znaczenie ma to, żeby informować o naprawdę istotnych rzeczach i robić to w sposób ciekawy.

W poprzednich latach laurem „Młodego Dinozaura” wyróżniono znanych dziennikarzy Radia Lublin, m.in. Adama Tomanka, Tadeusza Tłuczkiewicza, Kazimierę Błażewicz-Izdebską, Krystynę Kotowicz, Jacka Bieniaszkiewicza czy Andrzeja Szwabe.

LilKa / opr. WM

Fot. Magdalena Michalew

Exit mobile version