Kapitan MKS-u Lublin: Nie składamy broni w walce o mistrzostwo [KONKURS}

EAttachments94163804c4d2a7899c30077fdbd48494ed7efb2 xl

Trwa walka piłkarek ręcznych o mistrzostwo Polski. W grze saą juz tylko dwie drużyny: PGE MKS El-Volt Lublin i Zagłębie Lubin. Do środy (25.03) wydawało się, że bliżej tytułu są Lublinianki, które o jeden punkt wyprzedzały drużynę z Dolnego Śląska i grały z tym zespołem u siebie. Wygrana dawała MKS-owi 4 pkt przewagę. Stało się jednak inaczej. Lubelski zespół przegrał z Zagłębiem 25:28. I to teraz przeciwniczki są na czele tabeli z dwoma punktami przewagi.

Rozczarowania nie kryła kapitan MKS-u Dominika Więckowska: – Na pewno jest niedosyt i trochę niesmak, bo podałyśmy rękę dziewczynom z Zagłębia w walce o mistrza. Mamy czego żałować. Były fragmenty, gdzie grałyśmy źle i może nie zaadaptowałyśmy się jeszcze do tej sytuacji, którą mamy.

Chodzi o brak Marii Prieto O 'Mullony?

– Wypadła nam i musiałyśmy na szybko to ułożyć i nie byłyśmy w stanie. A musimy to zrobić dosyć szybko, bo nie wiemy, kiedy do nas wróci. Wierzę, że będzie to jak najszybciej, ale musimy poszukać odpowiednich ustawień, bo atak momentami nam się zacinał, obrona też. W pierwszej połowie straciłyśmy 18 bramek. Nie możemy tak grać w obronie. W drugiej połowie było ciut lepiej, ale zabrakło nam czasu i kropki nad „i”, żeby wyjść z twarzą z tego meczu – stwierdza Dominika Więckowska.

Kluczowa była pierwsza połowa, a w zasadzie fragment od mniej więcej 13 minuty, kiedy był remis 7:7. Wtedy wszystko się zacięło, zarówno w ataku, jak i w obronie.

– Można powiedzieć, że miałyśmy wtedy przewagę, bo dziewczyny z Zagłębia dostały dwie minuty kary i miało być łatwiej, a zrobiłyśmy sobie pod górkę. Nie może być tak, że przegrywamy akcję w przewadze liczebnej. To był taki kubeł zimnej wody, z którego trzeba wyciągnąć wnioski, co zrobić, nad czym jeszcze popracować, co poprawić. Na pewno nie składamy broni i będziemy walczyć, bo tak naprawdę wszystko jest jeszcze do walczenia na boisku – zauważa Dominika Więckowska.

W drugiej połowie było już znacznie lepiej. Mogłyście wcześniej zbliżyć się do rywalek na trzy bramki i kto wie, jak wtedy ułożyłaby się końcówka meczu?

– To są takie sytuacje, gdzie jakieś niepowodzenie z jednej strony boiska powoduje stratę na drugim końcu. Jesteśmy zespołem, gramy w dwie strony i czasami nie układa nam się to tak, jak byśmy tego chciały, ale taki jest sport i trzeba jak najszybciej wyciągnąć z tego wnioski. Teraz mamy jeszcze jeden mecz w Pucharze Polski, a później ciut więcej czasu. Jak najbardziej głowy do góry i musimy walczyć, bo jest jeszcze o co – mówi Dominika Więckowska.

Teraz w lidze trwa przerwa, ale mecz Pucharu Polski 2 kwietnia z drużyną z Gniezna, też nie będzie łatwą przeprawą?

– Na pewno nie. To pokazał też mecz w Gnieźnie. Musimy podejść do tego na maksa skoncentrowane. Do końca sezonu mamy same ważne mecze. Tak jak to powtarzałam do tej pory, tak będę to nadal powtarzać, że w każdym meczu gramy o trzy punkty Z takim nastawieniem trzeba podchodzić do każdego meczu – uważa Dominika Więckowska.

Rywalizacja o mistrzostwo Polski toczy się dalej, chociaż teraz w nieco lepszej sytuacji znalazło się Zagłębie. Ale może to dla was będzie też lepsze rozwiązanie, bo będzie jeszcze większa mobilizacja?

– Jesteśmy teraz na pozycji goniącej, bo dziewczyny z Zagłębia odzyskały przewagę w tabeli. Ale myślę, że każdy mecz może się różnie zakończyć i w każdym spotkaniu damy z siebie wszystko, żeby gromadzić trzy punkty i jechać do Zagłębia z opcją wygrania mistrzostwa. Bo taki mamy plan i tu się nic nie zmienia. Pozostało walczyć do końca, nie zwieszać głów i wszystko jest jeszcze możliwe – deklaruje Dominika Więckowska.

To była piękna seria – 16 zwycięstw z rzędu. Chyba nikt się nie spodziewał, że w pewnym momencie tak pociągniecie swoją grę w tym sezonie.

– Myślę, że żadna z nas nie liczyła tej serii. Fajnie, że udało się gromadzić punkty z meczu na mecz. Ale dzisiaj boli, że nie udało się pokonać Zagłębia – stwierdza Dominika Więckowska. 

Teraz do zrealizowania taka miniseria, bo pięć wygranych z rzędu zagwarantuje mistrzostwo Polski.

– Każda z nas celuje w to mistrzostwo. Może na razie jesteśmy lekko podłamane tym, jak się prezentowałyśmy momentami na boisku. Ale ja wierzę w dziewczyny, że będziemy walczyć tak jak w drugiej połowie, gdzie z minus 8 punktów doszłyśmy na minus 3 i wygrałyśmy tę połowę 15:10. Mam nadzieję, że to będzie takim dobrym zwiastunem tego, że nawet po pierwszej słabszej połowie, nie składamy broni i cały czas trzymamy głowy wysoko do góry i walczymy do samego końca. Zostało pięć spotkań i nie zamierzamy składać broni – dodaje Dominika Więckowska. 

Mecz w ćwierćfinale Pucharu Polski z Eneą MKS-em Gniezno w czwartek (02.04) o godz. 18:00.

Mamy dla Państwa podwójne bilety na to spotkanie. Pytanie konkursowe jest następujące: jakim wynikiem zakończył się ostatni mecz drużyn z Lublina i Gniezna? Odpowiedzi prosimy wysyłać mailem na adres: sport@radiolublin.pl

Zagłębie Lubin po środowej wygranej w zupełnie innych nastrojach niż lublinianki.  Potwierdza to była zawodniczka MKS-u Joanna Drabik: – Zrealizowałyśmy cel, zagrałyśmy bardzo dobrze od samego początku w obronie. Bramkarki zrobiły swoje, a nawet więcej niż oczekiwałyśmy. Wypuściłyśmy szybkie kontry, byłyśmy dosyć skuteczne, więc myślę, że zrealizowałyśmy nasz plan.

Szczególnie wychodziło to wam w pierwszej połowie, po której prowadziłyście różnicą 8 bramek. Potem już pozostało niejako pilnować wyniku.

– Tak. W pierwszej połowie we wszystkich elementach czułyśmy się dosyć pewnie i to Lublin musiał nas gonić. A wiadomo, że kiedy się goni, wszystko jest trudniej wykonać , wkradają się błędy, pomyłki, ciężej zdobywa się bramki. Ta pierwsza połowa była totalnie pod naszą kontrolą, a w drugiej nie wiem czy straciłyśmy koncentrację. Wiem doskonale, że to był mecz dużej wagi, więc nawet przegrywając ośmioma bramkami, każdy zespół będzie próbował się podnieść i odrobić straty, bo w piłce ręcznej jest to zawsze możliwe – stwierdza Joanna Drabik

Co was bardziej zaskoczyło, wasza postawa czy chyba nieco słabsza Lublinianek?

– Nie zaskoczyła nas ani słabsza postawa Lublinianek, ani nie zaskoczyła nas nasza dobra postawa w tym meczu. Pracowałyśmy bardzo ciężko cały tydzień zarówno fizycznie na treningach jak i mentalnie, żeby jak najlepiej wejść w to spotkanie, po meczu z Piotrkowem i zostawić to, co było. Bowiem taki jest sport – jeden mecz się przegrywa, drugi wygrywa i najważniejsze jest kto się szybciej zresetuje i podejdzie z czystą głową –  zauważa Joanna Drabik

W rywalizacji o mistrzostwo Polski jeszcze wszystko możliwe, ale to teraz MKS musi się pilnować, aby nie stracić punktów do ostatniego meczu.

– Tak, te finałowe mecze zawsze są niebezpieczne z każdą drużyną, więc zarówno Lublin, jak i my możemy te punkty zgubić. Musimy być podwójnie skoncentrowane, żeby do końca grać i nie musieć liczyć na kogoś innego, tylko na siebie, bo to jest najbezpieczniejsze mówi Joanna Drabik.

A potem ewentualny wielki finał na Dolnym Śląsku, który to mecz będzie być może decydował o losach tytułu?

– Na pewno to dobrze dla dyscypliny. Będzie walka do ostatniego spotkania, bo nie znamy mistrza. W ubiegłych latach na kilka kolejek końcem przed już wiedziałyśmy jaki jest rozstaw pierwszych miejsc. Sytuacja taka, jaka jest w tym roku jest dobra dla dyscypliny to dobrze, dla kibiców też, bo będą ciekawiej oglądać spotkania i śledzić je do końca ligi – dodaje Joanna Drabik.

Na ligowe parkiety piłkarki ręczne wrócą dopiero za kilkanaście dni. To ze względu na zgrupowanie reprezentacji i mecz w EHF Euro Cup.

AR

Fot. Wojciech Szubartowski / archiwum RL   

Exit mobile version