Ekspert: Wskazanie Przemysława Czarnka to zagranie all-in

EAttachments9350987e1ea4679f0f632d0a279943952ab2b7d xl

O tym, że żyjemy w nieustanej kampanii wyborczej, dzisiaj już chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Politycy z każdej strony sceny prześcigają się w pomysłach jak przyciągnąć zainteresowanie i poparcie potencjalnego elektoratu.

W sobotę (07.03) uwaga mediów skierowana była na Kraków, gdzie przedstawiony został kandydat na przyszłego premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. O komentarz do tego wydarzenia Wojciech Brakowiecki poprosił politologa z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej doktora Wojciecha Magusia.

CZYTAJ: Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera [ZDJĘCIA]

To był aktywny politycznie weekend. Poznaliśmy kandydata Prawa i Sprawiedliwości na funkcję premiera, Przemysława Czarnka i zdania się podzieliły.

– Dyskusja nad tym potencjalnym kandydatem trwała kilka tygodni i pojawiały się różne nazwiska, z różnych frakcji wewnątrz partii, ale były wskazywane także osoby, których nie można identyfikować precyzyjnie czy to do frakcji „maślarzy”, czy to do „harcerzy”. Prezes Jarosław Kaczyński wybrał polityka wyrazistego, który jest przypisywany do kategorii „maślarzy”, ale który jednocześnie potrafi budować relacje z drugą ważną frakcją Prawa i Sprawiedliwości. Ta decyzja jest pewnego rodzaju gestem wewnątrz partii, żeby skonsolidować ugrupowanie pod kątem zbliżającej się kampanii wyborczej. Ale jednocześnie jest to gest w stosunku do elektoratu, który odpłynął z Prawa i Sprawiedliwości w stronę Konfederacji, jednej i drugiej. Myślę, że to bardziej jest próba zawalczenia o ten elektorat, który obecnie popiera Grzegorza Brauna – uważa dr Maguś.

CZYTAJ: Jacek Czerniak: Przemysław Czarnek później nie będzie już kandydatem PiS na premiera

Czy ta nominacja to prztyczek w nos Mateusza Morawieckiego, który chyba nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy?

– Mateusz Morawiecki jako były premier, jako polityk, który ma duże aspiracje polityczne, na pewno nie może być zadowolony, że na takim długim dystansie do wyborów już jest wyznaczony ktoś, kto ma zastąpić go na fotelu premiera. Ale jednocześnie rządzenie „zużywa” polityka. Rządzenie „zużyło” także Mateusza Morawieckiego. Ponosi on odpowiedzialność za szereg decyzji, które zostały przez wyborców ocenione negatywnie i które są negatywnie oceniane także przez potencjalnych koalicjantów. Politycy Konfederacji wskazują, że ewentualna przyszła koalicja z Prawem i Sprawiedliwością wchodzi w grę, ale na pewno nie z Mateuszem Morawieckim jako kandydatem na premiera. Dlatego myślę, że wskazanie Przemysława Czarnka jest pewnego rodzaju gestem wykonanym w stosunku do potencjalnych przyszłych partnerów, ale także do wewnątrz partii, ponieważ jest próbą załagodzenia wewnętrznych napięć. Gdyby kandydatem został inny polityk – na przykład Tobiasz Bochenski czy Lucjusz Nadbereżny – podejrzewam, że frakcja związana z Mateuszem Morawieckim miałaby dużo silniejsze argumenty za dążeniem do upodmiotowienia się – stwierdza dr Wojciech Maguś. 

CZYTAJ:  Michał Krawczyk: PiS pokazał dzisiaj swoją prawdziwą twarz

Ale ich mianowanie od razu było wątpliwe, bo ci młodzi politycy chyba byli nie do zaakceptowania dla „zakonu” wywodzącego się jeszcze chociażby z Porozumienia Centrum?

– Myślę, że jest to bardziej złożone, bo ten „zakon”, tworzący trzon Prawa i Sprawiedliwości, to jest grupa ludzi w pełni podporządkowana prezesowi Kaczyńskiemu. Stąd jego wskazanie na kogoś nowego, świeżego nie byłoby raczej podważane. Tak było już wcześniej w 2015 roku z kandydaturą Andrzeja Dudy, tak było też w 2025 z kandydaturą obecnego prezydenta Karola Nawrockiego – zauważa gość Radia Lublin. – W przestrzeni publicznej pojawiają się komentarze, które wskazują, że Jarosław Kaczyński jest swego rodzaju „kingmakerem”, czyli osobą, która wyznacza szereg polityków na najważniejsze funkcje publiczne. Można powiedzieć, że ma pewnego rodzaju czucie polityczne i umiejętność odczytywania nastrojów społecznych.

CZYTAJ: Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera [ZDJĘCIA]

– Zaczęliśmy rozmowę od tego, że zdania się podzieliły, bo nie brakowało też takich, że większego prezentu obecna koalicja rządząca dostać nie mogła.

– Tak, ale… Tak, dlatego że Przemysław Czarnek jest wyrazistym politykiem, który polaryzuje i który spowoduje, że duża grupa wyborców popierających obecną większość rządzącą może łagodniej oceniać pewnego rodzaju niedostatki wynikające z rządzenia. Tak wyraźny polityk po drugiej stronie może ich mobilizować do głosowania, które w pewnym momencie w historii polskiej polityki było określane jako „głosuje, ale się nie cieszę”. I może być taka sytuacja, że część wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u stwierdzi, że może pojawiają się jakieś niedostatki związane z bieżącym funkcjonowaniem rządu, ale zagrożenie związane z premierostwem Przemysława Czarnka spowoduje, że i tak pójdą i zagłosują – mówi dr Wojciech Maguś. 

CZYTAJ: Bartłomiej Pejo: Przemysław Czarnek nie odbierze elektoratu Konfederacji

– Ale z drugiej strony radziłbym politykom obecnego rządu, żeby się zbytnio nie cieszyli, ponieważ Przemysław Czarnek jest politykiem poważnym. Poważnym w tym znaczeniu, że nie można go lekceważyć. Jest to polityk, który ma doświadczenie, który jest wyrazisty, który jest sprawny retorycznie, który – jak sam zadeklarował – nie będzie „odstawiał nogi”, która ewidentnie przyjął strategię walki. Z jednej strony będzie mobilizować wyborców Koalicji Obywatelskiej, ale będzie także bardzo mobilizować wyborców po drugiej stronie. Bowiem jako społeczeństwo jesteśmy bardzo spolaryzowani, a wynik wyborów prezydenckich powinien być pewnego rodzaju memento dla polityków obecnej większości rządzącej, że do samego głosowania nie można być pewnym ostatecznego wyniku. Tutaj od rządzących trzeba byłoby oczekiwać wytężonej pracy, ponieważ wyznaczenie Przemysława Czarnka oceniam jako pewnego rodzaju działanie strategiczne, które opiera się na przesunięciu Prawa i Sprawiedliwości na prawą stronę sceny politycznej. I w tych kategoriach poważnie trzeba to postrzegać – uważa dr Maguś.

Dlatego pewnie ten wybór obecnie bardzo wnikliwie analizują zwolennicy i członkowie obydwu Konfederacji. Natomiast te wyraziste poglądy bardzo katolickie, bardzo tradycyjne, chociażby w odniesieniu do funkcji i roli kobiet w społeczeństwie, poglądy negujące jakąkolwiek formę związków partnerskich, czy nie odstraszą od PiS-u osób wahających się?

– To pytanie jak będzie wyglądała dynamika kampanii. Na ile te światopoglądowe kwestie będą pokazane jako ryzyko odebrania pewnej swobody, pewnej przestrzeni funkcjonowania w kulturze europejskiej, do której wielu wyborców się przyzwyczaiło. Choć z drugiej strony wartości hołubione przez Przemysława Czarnka są istotnym elementem samoidentyfikacji dużej grupy wyborców. Można powiedzieć, że wskazanie Przemysława Czarnka było zagraniem all-in. Albo PiS wygra wszystko i uda się skonsolidować ten obóz po stronie wartości tradycyjnych, konserwatywnych, albo nie. Jeżeli uda się przekonać 50% społeczeństwa plus jeden głos do tych wartości, to rzeczywistość, w której żyjemy, siłą rzeczy zostanie w jakiś sposób przekształcona. Ale z drugiej strony pamiętajmy, że wartości oparte o inkluzywność, o kwestie związane z poszanowaniem innego, są dla wielu wartościami fundamentalnymi. Będzie na pewno duży poziom mobilizacji jednych i drugich oraz starcie w oparciu o wartości. A myślę, że puentą powinno być to, żeby w ramach tych różnic, które są w społeczeństwie, nie zatracić pewnej wspólnoty, , którą razem tworzymy – dodaje gość Radia Lublin. 

WB / opr. ToMa

Fot. archiwum RL

Exit mobile version