Czy sztukę można uprawiać w dwudziestostopniowym mrozie? Można. Wtedy jest ona dodatkowo… sztuką przekraczania własnych granic. Przekonali się o tym artyści z Polski i zagranicy, którzy wzięli udział w 11. edycji Festiwalu LandArt w Siennicy Różanej. W miniony weekend twórcy zaprezentowali swoje festiwalowe prace. LandArt został zorganizowany zimą po raz pierwszy. A jego motywem przewodnim była tym razem woda.
– Ogień, ziemia, powietrze i właśnie woda. Taniec deszczu jest czymś, co w naszej wyobraźni głęboko zapadło – mówią Jan Sajdak i Ewa Dąbrowska, twórcy instalacji „Taniec deszczu”. – W wielu kulturach może nie zawsze był to taniec, ale zawsze jakaś forma uświęcenia wody, prośby o nią pojawiały się właściwie wszędzie tam, gdzie człowiek żył. Chcieliśmy ten szacunek dla wody ubrać w formę nam bliską, w materiały, w formę… Materiały stąd, lokalne. Przede wszystkim jest to trzcina.
To już kolejny festiwal, ale zupełnie inny. – Myślę, że taki trochę na wariackich papierach – mówi Agnieszka Poźniak, dyrektorka Centrum Kultury w Siennicy Różanej. – Mieliśmy trochę stresu, jak to będzie, bo to pierwszy raz. Przez tę pogodę faktycznie możemy na żywo przetestować, jak to jest, szczególnie artyści mają wyzwanie. Planują coś w aurze mroźnej i takiej zimowej, a tu nagle rozpiętość pogody, temperatury, powoduje, że to wszystko im się roztapia, ale to są też takie nowe doświadczenia. Taka wartość dodana, której nikt nie był w stanie przewidzieć.
– Tańczyłem przy minus 27 – opowiada artysta, autor pracy „Lanie wody”, Ryszard Litwiniuk. – Fantastyczne warunki, jedyne w swoim rodzaju. Przeżyliśmy tutaj, tak jak mówiłem, totalne zlodowacenie i zimę stulecia. Wydaje mi się, że my ludzie tak sobie żyjemy na planecie Ziemi i poszukując wody, to albo wykopiemy sobie dziurę w ziemi i dojdziemy do tej wody, albo jak się nie uda, to będziemy tańczyć ten taniec deszczu i może niebiosa ześlą nam tę wodę z nieba. Ta studnia jest tak pomiędzy.
CZYTAJ: „Ekstremalne doświadczenie”. Zimowa sztuka na LandArt Festiwalu [ZDJĘCIA]
– Mieliśmy przez cały tydzień minus 20 stopni i to było super – mówi Wojciech Januszczyk, współorganizator festiwalu. – Prac jest 13, temat przewodni to woda. Dużo prac jest zmoczonych, dużo prac jest pod wodą i dużo prac jest związanych z wodą. Część prac, gdzie woda zamieniała się w lód, część jakby się już trochę porozpuszczała, część jest trwałych, część jest tymczasowych, więc jest ciekawie. Bardzo ciekawą rzeczą stało się to i dla nas ad plus, że zrobiliśmy taką edycję, bo było to bardzo duże doświadczenie przede wszystkim dla artystów. Nie wszyscy kiedykolwiek pracowali ze swoimi dziełami, pracami właśnie w okresie zimowym. Trochę takie katharsis dla niektórych. Artyści są z różnych części Polski i Europy. Mamy pracę rektora UAP z Poznania, mamy dzieła Mirosława Maszlanki, bardzo znanego polskiego artysty, jest oczywiście Jarek Koziara ze swoimi pracami, Rodolfo Liprandi z Włoch.
– Zapraszamy bardzo serdecznie – dodaje Agnieszka Poźniak. – Właśnie przez to, że jest to forma plenerowa, te prace są dostępne w zasadzie 24 godziny na dobę i warto je oglądać, bo one o różnych porach dnia bardzo różnie wyglądają. To też jest zamysł artystów, zaplanowany, nieprzypadkowy. Przez co najmniej miesiąc wszystkie prace będą do podziwiania. Część tych prac też zostanie u nas na stałe, tak jak też po poprzednim Landarcie kilka prac zostało już na stałe i będziemy patrzeć na ten proces destrukcji, bo landart polega na tym, że to jednak jest coś, co chociaż ma wymiar bardzo materialny, to jest jednak trochę ulotne, bo ma ten element niestałości ze względu na to, z jakich materiałów te rzeźby, te artefakty powstały.
Instalacje wykonane z trzciny, metalu, betonu, śniegu, gałęzi oraz wielu innych materiałów można podziwiać w otoczeniu Dworu Sztuki w Siennicy Różanej – na zbiornikach wodnych oraz w ich sąsiedztwie.
JN / opr. WM
Fot. Joanna Nowicka
