Rozłam w Polsce 2050. Senator Jacek Trela: Podział będzie dobry również dla wyborców

EAttachments9345019930e3ea07ecf440f937d3abaa14cd559 xl

Po rozłamie w Polsce 2050 powstanie nowy klub parlamentarny o nazwie Centrum. Akces do niego zgłosiło 15 posłów, tyle samo zostaje w klubie Polska 2050. Obie grupy zapewniają, że nadal będą popierać rząd i koalicję. Do nowego klubu dołączyło dwóch parlamentarzystów z naszego regionu – senator Jacek Trela i poseł Sławomir Ćwik. Z kolei należąca wcześniej do Polski 2050 pochodząca z Lubelskiego Joanna Mucha pozostaje obecnie posłanką niezależną. 

O rozłamie w partii z senatorem Jackiem Trelą, który przystąpił do klubu Centrum, rozmawiał Wojciech Brakowiecki.

Panie senatorze, wszystko wskazuje na to, że Polska 2050 to już zamknięty rozdział. Czuje się pan bardziej jako renegat czy lojalista?

– Dla mnie to zamknięty rozdział, ale oczywiście są ludzie związani z Polską 2050 i dla nich ten rozdział trwa. Życzę im dobrze, natomiast z różnych powodów nie mogę trwać w tym środowisku. „W środowisku” to jest źle powiedziane, dlatego że moje środowisko to działacze partyjni, koleżanki, koledzy z Lublina, w ogóle z Lubelszczyzny. Czułem się tam bardzo dobrze i nadal czuję dobrze. To, co się działo w klubie parlamentarnym, to, jakie autorytarne decyzje podejmowała nowa przewodnicząca partii, nie mogło spotkać się z moją aprobatą. I stąd moja decyzja – mówi senator Jacek Trela.

Jakie to były działania? Co się panu nie podobało?

– Pani przewodnicząca miała mandat pochodzący z wyborów demokratycznych, o które zresztą walczyłem, pomimo nacisków z różnych grup, żeby wybory powtarzać, żeby były z udziałem dotychczasowego lidera, czyli Szymona Hołowni, który nie zgłosił się wcześniej do nich. Wygrała te wybory. Tyle tylko, że ta wygrana była mniej więcej w proporcji 55 do 45. To oznacza, że u przewodniczącej konieczne są zdolności negocjacyjne i koncyliacyjne, a takich nie obserwowałem. Nie chodzi o to, żeby pozbawiała się władzy.

CZYTAJ: Parlamentarzyści z Lubelskiego odchodzą z Polski 2050! [AKTUALIZACJA]

A może po prostu pan i pańskie koleżanki i koledzy obrazili się na wyniki demokratycznych wyborów?

– W żadnym razie. Przecież przez tydzień były podejmowane próby rozmów. Pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz tych rozmów unikała. Dopiero później, kiedy już zorientowała się, że wychodzimy z tego klubu, twierdziła, że chce rozmawiać. Ale przypomnę, że zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów była konferencja prasowa przewodniczącej Pełczyńskiej-Nałęcz, na której pojawili się również minister Hennig-Kloska i Mirosław Suchoń. Byli ludzie z naszej frakcji. Myśmy byli gotowi na rozmowy. A te autorytarne działania były związane z pewnym manipulowaniem większością w Radzie Krajowej, żeby doprowadzić do głosowania nad uchwałą, która betonowała autonomię klubu parlamentarnego. Nie mówię tutaj o merytorycznych kwestiach, bo klub parlamentarny jest przedłużeniem partii i w merytorycznych sprawach programowych ma być wyrazicielem linii, którą ma partia.

Tylko jak to wygląda w oczach wyborców? Bo ktoś was wybrał. Pewnie dla sporej części wyborców stanowicie grupę osób, która nie potrafi dogadać się między sobą. Gdzie tu miejsce na wiarygodność?

– Bardzo boleję nad tym, że tak jest i doskonale rozumiem, że wyborcy mogą czuć się zawiedzeni. Ale wydaje mi się, że trwanie w stanie takiego wrzenia pogarszałoby tylko sytuację wszystkich. I nas, tych, którzy odeszli, i tych, którzy zostali. Uważam, że to, co się wydarzyło, czyli podział, będzie procentował i będzie dobry dla wszystkich zainteresowanych stron, w tym również dla wyborców.

Tyle tylko, że mieliście państwo być alternatywą wobec dwóch głównych partii, plus do tego Lewicy i Konfederacji. To państwo mieliście stanowić to centrum polityczne.

– Chcemy stanowić to centrum. Stąd też nasza nazwa – Klub Parlamentarny Centrum.  Natomiast to, co było proponowane przez przewodniczącą Pełczyńską-Nałęcz, było zaprzeczeniem tej nowej polityki, którą myśmy zapowiadali i obiecywali wyborcom. Wrócę do tego, o czym przed chwilą powiedziałem, że nie chodzi o kwestie merytoryczne, bo rozumiemy, że klub parlamentarny realizuje linię partii. Ale klub parlamentarny funkcjonuje również w określonym składzie osobowym i ma albo nie ma zaufania do swojego kierownictwa. My utraciliśmy zaufanie do kierownictwa tego klubu i chcieliśmy w tym kierownictwie dokonać zmian. Nic więcej. Te zmiany zostały nam uniemożliwione poprzez autorytarną uchwałę, która została podjęta niezgodnie z prawem. Ale nie będziemy się przecież kłócić i procesować o to. To była ta kropla goryczy, która przelała czarę i zdecydowaliśmy się na wyjście. dlatego że traciliśmy swoją podmiotowość, wiarygodność w stosunku do swoich wyborców, również do członków partii. Proszę pamiętać, że na Paulinę Hennig-Kloskę głosowało prawie 47% członków naszej partii.

Chciałby jeszcze raz zadać pytanie, od którego zacząłem. Jesteście renegatami czy lojalistami?

– Jesteśmy ludźmi, którzy są związani z naszymi wyborcami. Jesteśmy ludźmi, którzy chcą realizować politykę taką, jak zapowiedzieliśmy w roku 2023. Nie moglibyśmy tego robić w dotychczasowym układzie w klubie parlamentarnym, stąd ta decyzja.

A nie ma pan takiego wrażenia, że ryzyko albo licytacja jest naprawdę bardzo, bardzo wysoka? Bo wybory tak na dobrą sprawę tuż-tuż. Wyprzedzają was obydwie Konfederacje. Czy nie ryzykujecie politycznie państwo zbyt dużo?

– Przyszłość pokaże, bo nigdy nie wiadomo. Nie chcę się tutaj w żaden sposób ustawiać się w roli mentora i tego, który wie, co będzie. Natomiast zdawałem sobie sprawę z tego, że trwanie w tym układzie nie przyniosłoby nic dobrego. Nasza pozycja w stosunku do Konfederacji pogarszałaby się z każdym miesiącem. Bo Polska 2050 w tym układzie, w którym funkcjonowała w ostatnich tygodniach, nie miałaby wiarygodnego, dobrego przekazu dla wyborców. To by oczywiście skutkowało spadkiem notowań i coraz gorszą pozycją na scenie politycznej.

Panie senatorze, pozostajecie w koalicji, ale czy to nie będzie wymagało renegocjowania umowy koalicyjnej?

– Pozostajemy w koalicji. Jesteśmy bardzo pewnym koalicjantem. To zostało zresztą powiedziane w rozmowie Pauliny Hennig-Kloski z Donaldem Tuskiem, którą przeprowadziła dzień przed naszym wyjściem z dotychczasowego klubu parlamentarnego. Co będzie dalej, będzie zależało od decyzji klubu, od decyzji liderki oraz od decyzji pozostałych koalicjantów, a w szczególności od decyzji premiera Donalda Tuska, bo tutaj muszą być prowadzone rozmowy i ustalenia. Nie wyprzedzę tych rozmów i tego, co może w ich wyniku się dziać. Jeżeli będziemy mówili o stanowiskach, na pewno nie będziemy tego robić publicznie, bo to nie jest rzecz, która powinna zaprzątać głowy naszych wyborców. To jest rzecz między koalicjantami, tak żeby koalicja sprawnie, dobrze funkcjonowała.

A jak będą te dwa stronnictwa funkcjonowały w tej historycznej już Polsce 2050?

– Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Dostaję bardzo dużo maili, smsów czy na innych komunikatorach informacji od członków naszej partii, że chcą dalej ze mną współpracować. Oni nadal są w strukturach Polski 2050. Nie przymuszam ich do tego, żeby odchodzili. My na razie oferty partyjnej nie mamy, bo założenie partii to proces, więc musimy z tym poczekać, ale bez partii można też działać w charakterze wolontariatu, zainteresowania polityką i chęci wpływania na rzeczywistość. Zdaję sobie sprawę, że to jest trudne, dlatego że nie mamy żadnych finansów. Finanse z subwencji państwowej zostają w dotychczasowej organizacji, więc mamy oczywiście bardzo trudne zadanie, ale liczymy na to, że będzie wsparcie naszych członków w terenie i że zyskamy zrozumienie u wyborców.

WBr / opr. WM

Fot. archiwum RL

Exit mobile version