Nastolatki w sieci: kontrola, edukacja czy zakazy? Ekspert o cyfrowym bezpieczeństwie

EAttachments9325870d318e2dbd886caa946d1b220235d294a xl

Czy ograniczenia w dostępie do mediów społecznościowych dla nastolatków mogą być skutecznym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa cyfrowego młodzieży? Między innymi na ten temat z ekspertem do spraw cyberbezpieczeństwa, doktorem Łukaszem Wojciechowskim, profesorem Lubelskiej Akademii WSEI rozmawiał Tomasz Nieśpiał.

Jak wynika z raportu NASK, przeciętny polski nastolatek ma w serwisach społecznościowych około sześciu różnych kont. Do tego średnia długość czasu spędzanego w mediach społecznościowych młodych ludzi wynosi prawie 3,5 godziny dziennie. Czy to jest powód do niepokoju, czy po prostu wyzwanie, któremu dziś trzeba stawiać czoła?

– Wydaje mi się, że trzeba zacząć od tego, że nie powinniśmy wszystkich nastolatków wrzucać do jednego worka. Wydaje mi się, że ta granica dostępu do Internetu powinna być zależna od wieku, zwiększać im taki nastolatek jest starszy, ale ci młodsi nastolatkowie na pewno nie powinni spędzać tam tyle czasu. Poza tym też niektórzy rodzice starają się zachować kontrolę nad tymi treściami chociażby przez te aplikacje do ochrony rodzicielskiej. Nie jest to pełna kontrola, ale mają mniej więcej wiedzę co się dzieje tam coś niepokojącego. Niektórzy, tego co widziałem nawet 10-latkom, 11-latkom dają telefon smartfon, bez żadnej kontroli, uważam, że to jest bardzo ryzykowne i bardzo niebezpieczne – tłumaczy dr Wojciechowski.

Z jednej strony te kompetencje, przynajmniej część rodziców nie zawsze są wystarczające w zakresie tej kontroli, a z drugiej strony no też trzeba sobie otwarcie powiedzieć młodzi ludzie, nastolatkowie bardzo często potrafią po prostu ominąć te narzędzia kontroli rodzicielskiej.

– To prawda. Tak jak zawsze omijali narzędzia kontroli rodzicielskiej w jakichś innych aspektach, tak udaje się też tutaj, niemniej jednak to takie zainteresowanie rodzica jest istotne. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają kompetencje, ale coraz mniej możemy się tłumaczyć z tego, że tych kompetencji nie mamy, dlatego, że obecnie są pokolenia rodziców, które już może pamiętają czasy bez Internetu, ale długo chociażby w pracy w tym Internecie funkcjonują. Myślę, że to jest też kwestia podejścia, jakiś priorytetów. Na pewno możemy apelować do rodziców, żeby się interesowali, żeby rozmawiali, bo największe zagrożenie jest wtedy, jak nastolatek pozostaje po prostu sam, na przykład spotkają go jakieś problemy w internecie i nie ma z kim o tym porozmawiać, zostaje sam, wtedy czasami podejmuje błędne, niewłaściwe decyzje – mówi dr Łukasz Wojciechowski.

A czy obecne przepisy w Polsce zapewniają dzieciom, nastolatkom wystarczającą ochronę, jeśli chodzi o korzystanie z mediów społecznościowych, czy w ogóle z tych nowych cyfrowych technologii? 

– Mieliśmy o tym bardzo dużo dyskusję w Polsce, bo pan prezydent zawetował ustawę, która nawiązywała bardzo mocno do tego europejskiego aktu dotyczącego serwisów internetowych. Tutaj zawsze będzie taka dyskusja pomiędzy wolnością a bezpieczeństwem. Żyjemy w Polsce, mamy gen wolności, mamy pokolenia, które pamiętają, kiedy była cenzura, więc cenzurowanie Internetu i pozostawianie jakiemuś pojedynczemu urzędnikowi decyzji co do tego, że jakaś treść będzie skasowana, jest bardzo ryzykowne. Niemniej jednak jakieś regulacje powinny być. Osobiście jestem zwolennikiem regulacji, które zobowiązują platformy do tego, żeby lepiej filtrować treści. Mamy sygnały, że platformy bardzo opieszale kasują pewne treści, nagrania, zwłaszcza te, które się dobrze klikają, które wyświetlają też dużo reklam. Tutaj zdecydowanie warto na nich naciskać. Natomiast w Polsce te regulacje, mam nadzieję, że będą dopracowane i też się w końcu pojawi ustawa wdrażająca. To znaczy tak naprawdę tych przepisów europejskich nie trzeba wdrażać, bo to jest akt prawny w randze rozporządzenia, tak jak RODO, więc ono po prostu funkcjonuje już, ale doprecyzować na nasz grunt polski i zobowiązać tych największych graczy takich jak Meta, do tego, żeby pewne mechanizmy blokowania, może nie cenzurowania, ale sprawdzania wprowadzać – wyjaśnia dr Łukasz Wojciechowski.

– A może nieuniknione są takie najbardziej radykalne i drastyczne rozwiązania, czyli podążanie drogą Australii, która zdecydowała się jednak chyba na najbardziej radykalne dziś na świecie kroki, czyli zakaz korzystania z mediów społecznościowych, różnych platform do 16 roku życia?

– Być może kiedyś dojdziemy do takiego etapu, że mówiąc krótko politycy spróbują zakazać, ale wydaje mi się, że że będzie to bardzo trudne do wprowadzania, że zdolni 14-, 15-latkowie, na przekór będą korzystać, a obejście tego jest dosyć proste. Jeżeli obejście tego będzie trudne, to też sobie poradzą przez różnego rodzaju VPN-y, jakieś fałszywe tożsamości, to naprawdę jest do zrobienia, dlatego ograniczenia tak, ale myślę, że jak to nie pójdzie w parze z edukacją, to dojdziemy do jakiejś takiej szarej strefy i nic z tego nie będzie – dodaje dr Wojciechowski.

Mamy też w obiegu i w takim dyskursie już publicznym tą propozycję klubu Koalicji Obywatelskiej, która zakłada prowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych. Jest dyskusja jaki to powinien być moment w życiu młodego człowieka, w którym ten zakaz miałby obowiązywać. Czy to jest tak, że nie unikniemy tej debaty i wprowadzania prędzej czy później tego typu regulacji?

– W idealnym świecie media społecznościowe powinny być rzeczywiście zakazane do 16. roku życia. Natomiast obawiam się, że te przepisy są nie do wprowadzenia. Trudno jest zafundować dzieciom i młodzieży do 16 roku życia taki totalny Digital Detox i powiedzieć wy nie możecie. Oni sobie będą z tym radzić. Myślę, że bardziej musimy ich edukować co tam jest i czym to grozi. Ja teraz jestem na świeżo po zajęciach z licealistami w ramach dni otwartych naszej uczelni i też mówiłem o hejcie w internecie. Nie każdy sobie zdaje sprawę, że karnie może odpowiadać już 15-latek, a 17-latek odpowiada jako osoba dorosła. Mówimy o poważnych zagrożeniach, ale też poważnych konsekwencjach. Błąd takiego młodego człowieka, który nie bierze narkotyków, dopalaczy, nie robi jakiś tam np. złych rzeczy po alkoholu, ale po prostu coś napisze w internecie czy przesadzi z czymś, to może go kosztować też bardzo dużo – dopowiada dr Wojciechowski.

To jest chyba lekcja do odrobienia nie tylko przez platformy, nie tylko przez polityków, czy tych, którzy te rozwiązania mieliby wprowadzić, ale właściwie całe społeczeństwo i rodziców, i nauczycieli.

– Wydaje mi się, że tak, że właśnie trzeba stawiać na tą edukację, rozmawiać o tym. Oczywiście, to nie może być tak, że godziny zajęć dotyczące cyberbezpieczeństwa czy funkcjonowania w internecie to są jakieś brakujące godziny dla niektórych nauczycieli, którzy się na tym dobrze nie znają, żeby tym ratować etaty. Tylko powinny być to zajęcia ze specjalistami. My też jako uczelnia jesteśmy otwarci, przecież mamy dni otwarte i odbywa się Festiwal Nauki, przychodzi młodzież, rozmawiamy o tym. Bardzo często do takiej rozmowy nie wystarczy być teoretykiem, trzeba być też praktykiem, na przykład twórcą internetowym, ja też tworzę treści, są komentowane. Łatwiej jest wtedy to zrozumieć i o tym rozmawiać też z młodzieżą – tłumaczy dr Wojciechowski..

Dzień Bezpiecznego Internetu to inicjatywa Komisji Europejskiej mająca na celu zwrócenie uwagi na kwestię bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów internetowych. Obchodzone jest w całej Europie od 2004 roku w drugim dniu drugiego tygodnia drugiego miesiąca każdego roku.

ToNie / opr. AKos

Fot. pixabay.com

Exit mobile version