Jak pomóc, gdy pod kimś załamie się lód? Wspólne ćwiczenia służb [ZDJĘCIA, WIDEO]

EAttachments9316565bb1422fe6dd50458b35b843468d23d1f xl

Jak ratować osoby, pod którymi załamał się lód – różne sposoby pomocy poszkodowanym sprawdzane były dziś (05.02) w Puławach. To wspólne ćwiczenia strażaków i członków Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. 

Ćwiczenia mają udoskonalić współdziałanie służb ratunkowych przed zbliżającymi się feriami. Jednak oby ich pomoc nigdy nie była potrzebna.

– Nasze społeczeństwo jest troszeczkę niereformowalne – mówi Robert Wawruch, prezes Rejonowego WOPR w Lublinie. – Nie przyjmuje do wiadomości, że lód jest zawsze niebezpieczny. Założeniem całkowitym, absolutnym powinno być to, że nie wchodzimy na zamarznięte zbiorniki. Obok mamy Wisłę, niedaleko Wieprz. To są cieki płynące. Tam woda się przesuwa, lód ma różną grubość w różnych miejscach. Wystarczy jedna noc, tak jak dzisiaj, plusowa temperatura, i struktura lodu się zmienia. Owszem, jak ma 40 centymetrów, to oczywiście nie pęknie od razu pod nami, ale nie należy zakładać, że lód zawsze będzie tak samo twardy i tak samo gruby we wszystkich miejscach. Wchodzenie na rzekę jest absolutnie przejawem nieodpowiedzialności.

Co robić, gdy dostaniemy się pod lód?

– Najbardziej niebezpieczna jest nie głębokość wody, tylko właśnie zimno, hipotermia – wskazuje Mateusz Komorek, członek WOPR-u. – Jeżeli nie ma możliwości wydostania się, to hipotermia, zimno działa bardzo szybko. Odcina nas, odcina nam myślenie, odcina możliwość koordynacji ruchowej i zostajemy sami. To są kluczowe 3-4 minuty, oczywiście w zależności od warunków, od predyspozycji, od zdrowia fizycznego i psychicznego, bo dochodzi też stres. To jest podstawa – szukać rozwiązania.

ZOBACZ ZDJĘCIA: Pokaz ratownictwa na lodzie na Zalewie Zemborzyckim

– Jeżeli sami wpadniemy pod lód, nie wpadajmy w panikę, starajmy się wypełzać z takiego przerębla, wysunąć się, wydostać – mówi kierownik drużyny nr 13 WOPR w Lublinie, Sławomir Ogórek. – Wiadomo, że nie zawsze mamy te kolce lodowe. Przede wszystkim przyjmujemy pozycję pełzającą i wracamy tą samą drogą. Nie wracamy inną drogą, bo to tak jak na polu minowym – tam było bezpiecznie, bo tamtędy doszliśmy tutaj.

– Jeżeli widzimy osobę tonącą, która znalazła się pod lodem, to niezwłocznie powiadamiamy profesjonalistów z uwagi na to, że ciężkie jest podjęcie osoby w takich warunkach – zaznacza kapitan Emil Głogowski, rzecznik prasowy komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Puławach. – Nie biegniemy po lodzie do osoby poszkodowanej i zawsze musimy zabezpieczyć się czymś, co moglibyśmy podać osobie poszkodowanej. Przede wszystkim dbamy o własne bezpieczeństwo, ponieważ skoro poszkodowany znalazł się w wodzie, to i my możemy się tam znaleźć. W momencie dotarcia do poszkodowanego, najlepiej na brzuchu, czołgając się, podajemy mu jakąś inną rzecz, np. gałąź, szalik, płaszcz, żeby osoba tonąca nie wciągnęła nas pod lód. 

– Dzisiaj ćwiczymy wspólnie, żeby ujednolicić procedury, żeby w razie, gdybyśmy mieli działać razem na jednym terenie, w jednej sytuacji, nasi ratownicy i strażacy wiedzieli, co w danym momencie, kiedy kto robi – wskazuje Robert Wawruch. – Dlatego są te ćwiczenia, mają ujednolicić procedurę postępowania i zacieśnić współdziałanie służb w takich ekstremalnych sytuacjach.

Niezmiennie służby apelują, by korzystać jedynie ze sztucznych lodowisk, bo tylko takie tafle są w pełni bezpieczne. 

ŁuG / opr. WM

Fot. Łukasz Grabczak / Krzysztof Radzki

Exit mobile version