W polskich miastach coraz trudniej nie natknąć się na dziki. Zdaniem prof. Dagny Krauze-Gryz z SGGW to nie dowód „dziczej” agresji, lecz ogromnej plastyczności i zdolności przystosowawczej tych zwierząt, które potrafią odczytywać rytm miasta i wykorzystywać stworzone przez człowieka nisze.
CZYTAJ: Słodszy od walentynek. Roztocze przywitało pierwszego źrebaka
W tej chwili trudno znaleźć w Polsce miasto, w którym nie pojawiałby się problem obecności dzików. Jak podkreśliła prof. Dagny Krauze-Gryz, biolog i specjalistka w zakresie ekologii ssaków, związana z Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie w rozmowie z Polską Agencją Prasową, świadczy to przede wszystkim o ich ogromnej plastyczności i zdolnościach poznawczych. – Dziki żyją w złożonych strukturach społecznych, w grupach rodzinnych wymagających komunikacji i współdziałania – wskazała. Zaznaczyła, że funkcjonowanie w takich ugrupowaniach sprzyja rozwijaniu wysokich kompetencji poznawczych.
Zdaniem badaczki zwierzęta te nie „atakują miasta”, lecz wykorzystują niszę, którą stworzył im człowiek. Miejska przestrzeń oferuje dostęp do zróżnicowanego pokarmu i łagodniejszy mikroklimat. W efekcie dziki potrafią z powodzeniem funkcjonować w zupełnie innym środowisku niż leśne.
Jak zauważyła ekspertka, kluczowy jest okres, w którym młode pozostają pod opieką lochy. – To czas intensywnej nauki wyszukiwania pokarmu, unikania zagrożeń oraz rozpoznawania bezpiecznych miejsc i pór dnia – wyjaśniła.
Dodała, że „w miastach dziki stają się wyraźnie bardziej nocne” – ich aktywność rośnie po zmierzchu, a spada wraz ze wzrostem obecności ludzi. W miejscach o mniejszej penetracji przez człowieka zwierzęta te są aktywne również w ciągu dnia. Według Krauze-Gryz to przykład dostosowania do presji środowiskowej.
Rozmówczyni Polskiej Agencji Prasowej zwróciła uwagę, że intensywna redukcja populacji nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. – W warunkach dobrej dostępności pokarmu i łagodnych zim może dochodzić do kompensacyjnego wzrostu rozrodu – wskazała. Jak zauważyła, w takiej sytuacji obserwuje się bardzo młode osobniki już pod koniec zimy. Jej zdaniem, jeżeli dostęp do pożywienia pozostaje nieograniczony, populacja będzie się odbudowywać.
Badaczka podkreśla, że mówienie o ewolucji „miejskiego typu” dzika jest przedwczesne. – Mamy do czynienia raczej z adaptacją behawioralną niż trwałymi zmianami morfologicznymi – oceniła. Przyznała, że „fragmentacja środowiska może prowadzić do pewnych różnic genetycznych, ale na głębokie przemiany potrzeba znacznie więcej czasu”.
Odniosła się także do pojawiającego się w debacie publicznej zjawiska „bambinizmu”, czyli bezrefleksyjnej, sentymentalnej postawy wobec dzikich zwierząt. Wskazała, że dokarmianie dzików, pozostawianie im jedzenia czy próby zbliżania się do młodych utrwalają zachowania sprzyjające konfliktom. – Dziki nie potrzebują naszej opieki, a dodatkowe źródła pokarmu zwiększają liczebność populacji i zachęcają do przebywania blisko ludzi – powiedziała.
Zazwyczaj – jak wskazała – to dziki boją się człowieka. Do niebezpiecznych sytuacji dochodzi najczęściej w wyniku zaskoczenia zwierzęcia lub obecności psa. W przypadku spotkania należy zachować spokój i powoli się wycofać, unikając gwałtownych reakcji.
POSŁUCHAJ PODCASTU:
Leśne wędrowanie
Jak podkreśliła prof. Krauze-Gryz, dziki pełnią ważną rolę w ekosystemie – napowietrzają glebę, zjadają larwy owadów i padlinę. – Miasto nie należy wyłącznie do człowieka. Jeśli nie uwzględnimy potrzeb zwierząt w planowaniu przestrzennym i gospodarce odpadami, konflikty będą narastać – podsumowała prof. Dagny Krauze-Gryz.
RL / Polska Agencja Prasowa / opr. ToMa
Fot. pexels.com
