Siedem ognisk ptasiej grypy potwierdzono od początku tego roku w województwie lubelskim. Śmiertelną dla drobiu chorobę stwierdzono w gospodarstwach w powiecie parczewskim, radzyńskim i bialskim.
Sytuacja bardzo zaniepokoiła rolników między innymi z gminy Międzyrzec Podlaski, gdzie w gospodarstwach w miejscowości Wysokie potwierdzono wirusa ptasiej grypy.
CZYTAJ: Kolejne ogniska groźnej choroby w Lubelskiem
– Służby weterynaryjne niezwłocznie podjęły działania mające na celu likwidację ognisk choroby – mówi lubelski wojewódzki lekarz weterynarii Agnieszka Smyl. – W przypadku stwierdzania ognisk grypy ptaków pod nadzorem urzędowym podejmowane są następujące działania: niezwłoczne zabicie drobiu lub innych ptaków w sposób wykluczający rozprzestrzenianie się grypy. Gospodarstwo, w którym stwierdzono grypę ptaków podlega oczyszczaniu i dezynfekcji przy użyciu odpowiednich preparatów biobójczych.
CZYTAJ: Tysiące indyków do likwidacji. Nowe ognisko ptasiej grypy
– W związku z wykryciem ptasiej grypy, w promieniu 3 i 10 km od wystąpienia ogniska wyznaczono obszar zapowietrzony i zagrożony. Obowiązuje tam szereg ograniczeń, między innymi hodowcy nie mogą wstawiać do swoich hodowli nowego ptactwa. Wirus ptasiej grypy jest wysoce zjadliwy i śmiertelny dla ptaków – wyjaśnia Agnieszka Smył.
Najbardziej wrażliwe na zakażenie są kury i indyki, ale także kaczki i gęsi. Wirus się bardzo szybko rozprzestrzenia, ponieważ ptaki wydalają wirusy w dużych ilościach, przede wszystkim z kałem, z wydzieliną z oczu, wydzieliną z dróg oddechowych, a nawet z wydychanym powietrzem. Jest wysoko śmiertelny.
Hodowcy drobiu w gminie Międzyrzec Podlaski są bardzo zaniepokojeni pojawieniem się nowych ognisk choroby.
– Jest duże napięcie, bo każdy zdaje sobie sprawę, że jest to nieprzewidywalne. Wiadomo, że jedyną rzeczą, którą możemy zrobić jako hodowcy, jest bioasekuracja. Jest to wirus, przed którym nie da się zabezpieczyć za wszelką cenę, tym bardziej, że to roznoszą ptaki. Miałem wstawiać 12 stycznia brojler, kurczaka. W tej chwili mamy tutaj strefę, tak że czekam, kiedy sytuacja się unormuje – mówi hodowca kurczaków Paweł Orłowski z Rzeczycy. – To sytuacja trudna, bo są koszty, a my jesteśmy bez wypłaty. Skoro nie produkuję, to nie mam pieniędzy. A koszty są: od podstawowej opłaty KRUS-u, po ogrzewanie. W tej chwili mam pusty kurnik, ale mam centralne ogrzewanie i muszę palić w piecu, żeby utrzymać temperaturę na plusie.
– Prowadzę gospodarstwo, gdzie mamy 360 000 kur. Wszyscy żyjemy na jednej wielkiej bombie. Strasznie boimy się o to, czy to ognisko już zostało zahamowane, czy mogą być kolejne. Kibicujemy wszyscy temu, żeby ta strefa się skończyła i już nie było kolejnych ognisk – stwierdza Arkadiusz Zeniewicz, hodowca z Dołhołęki
Jak teraz u pana wygląda sytuacja? Pan cały czas hoduje kurczaki?
– Tak, mam teraz produkcję w toku. W tym momencie jest wszystko dobrze. Robimy całą możliwą biosekurację. Są bramy dezynfekcyjne, niecki, zmiana odzieży, restrykcyjne wejście na obiekt, czyli wszyscy przechodzą ze strefy brudnej do strefy czystej, prysznice. Bo jest to choroba wirusowa, która przechodzi ze środowiska. Z mojego doświadczenia wynika, że to nie jest tak, iż hodowcy, którzy mają u siebie ogniska, popełniają jakieś błędy w biosekuracji. Po prostu choroba któregoś dnia przychodzi z zewnątrz. Pojawia się wirus, rozpoczyna się choroba na kurniku, no i koniec. Obawy są, bo żyjemy z tego, że produkujemy drób. A kiedy jesteśmy w strefie albo – nie daj Boże – mamy ognisko, to najgorsza sytuacja – stwierdza Arkadiusz Zeniewicz.
Ale rolnicy, którym kury zostaną wybite i zutylizowane, dostają rekompensaty.
– Rekompensaty dostają tylko ci, u których jest ognisko. Ale potem jest problem ze sprzedażą kur ze strefy, ponieważ to mięso może być sprzedawane tylko w kraju. I ubojnie wykorzystują sytuację. Jeżeli już odbierają, to po niższej cenie – skarży się Arkadiusz Zeniewicz.
W związku z wykryciem ognisk ptasiej grypy, służby weterynaryjne zwróciły się z apelem do hodowców drobiu.
– Chodzi nie tylko o drób w dużych fermach, ale także w niewielkich stadach przydomowych. Należy szczególnie zwracać uwagę na pewne odstępstwa od normy, jeśli chodzi o stan zdrowotny zwierząt – apeluje Agnieszka Smyl. – Co powinno zaniepokoić hodowców? Przede wszystkim nagły wzrost śmiertelności, spadek pobierania paszy i wody, szczególnie objawy nerwowe, a u tych ptaków, które są w niosności, spadki produkcji jaj.
W przypadku zaobserwowania wymienionych objawów, hodowcy powinni niezwłocznie powiadomić o tym powiatowego lekarza weterynarii.
Ptasią grypę jak dotąd potwierdzono w gospodarstwach w miejscowościach Miłków, Lisiowólka, Bezwola, Wysokie. Hodowanych było tam w sumie ponad 305 tys. sztuk drobiu, to jest indyków, kaczek i kur.
Wojewoda lubelski wydał rozporządzenie w sprawie zwalczania wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI) na terenie powiatów bialskiego, lubartowskiego, parczewskiego i radzyńskiego.
MaT / opr. ToMa
Fot. pixabay.com
