„To było piekło na ziemi”. W Lublinie upamiętniono ofiary Holokaustu [ZDJĘCIA]

EAttachments9299301504a2b810e156e37389e84e70c87dd12 xl 1

Mieszkańcy Lubelszczyzny upamiętnili Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu. Uczestnicy złożyli kwiaty m.in przy Pomniku-Bramie na  Majdanku, będącym symbolem pamięci i przestrogą przed tragedią Zagłady. 

– To było piekło na ziemi – tym zdaniem bardzo często opisują swoje przeżycia byli więźniowie nazistowskich obozów koncentracyjnych, z którymi rozmawiała nasza reporterka Agata Zalewska.

Jerzy Jeżewicz miał dwa i pół roku kiedy wraz ze starszym o rok bratem trafili do tzw. „dziecięcego Auschwitz”, jak nazywano obóz koncentracyjny dla dzieci przy ul. Przemysłowej w Łodzi.

– Ten obóz niczym się nie różnił od obozu dla dorosłych – mówi Jerzy Jeżewicz. – Myśmy byli doprowadzeni do takiego stanu, że na każde skinienie… Za niewykonanie polecenia, to dostawało się tak porządnie, że niektóre dzieci z tego bicia w ogóle nie wyszły, a egzekucje wykonywali na zasadzie głodu.

ZOBACZ ZDJĘCIA:

Głód i katorżniczą pracę wspomina także Antoni Holtz, który do obozu koncentracyjnego trafił w wieku 5 lat wraz z matką i 9-miesięczną siostrą.

– Mama do pracy, a ja zostawałem z 9-miesięczną siostrą. Jak się załatwiła, płakała, a ja wychodziłem z baraku szukać mamy. Płakała dotąd, aż ochrypła. Jakby mama pani powiedziała, jakie ja miałem sine plecy od tych Niemców. Ja ich dzisiaj widzę, tych łobuzów. A jakie wszy były, aż nie można było usnąć. Nie da się zapomnieć.

– Za jeden z najbardziej prymitywnych obozów koncentracyjnych uznawano Majdanek, w którym panowały katastrofalne warunki bytowe – mówi historyk, dr Jakub Chmielewski. – W wielu barakach przez długi czas nie było na przykład prycz, nie było nawet podłóg. Więźniowie bardzo często spali na zwykłym klepisku, na noc do barku wnoszono na przykład skrzynie, do których więźniowie załatwiali się w nocy, bo mieli zakaz opuszczania baraków. Ci, którzy spali na podłodze, nie na pryczach, często spali przy tych wiadrach czy skrzyniach, do których inni więźniowie się załatwiali. Te fekalia się wylewały, bardzo często więźniowie musieli w nich spać, co było też powodem bardzo szybkiego rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.

Majdanek to niemy świadek jednej z najczarniejszych kart historii. 

– Jeśli chcielibyśmy opowiedzieć o piekle, to rzeczywiście było piekło na ziemi – mówi dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie Robert Derewenda. – Miejsce, które zostało przygotowane przez Niemców z myślą o tym, żeby eksterminować de facto ludność Europy Środkowo-Wschodniej. Przecież na Majdanku ginęli nie tylko Polacy, ale odbywała się również akcja związana z akcją Reinhardt, tutaj mordowano Żydów. Tutaj również zwożono jeńców sowieckich, którzy mieli w katorżniczej pracy czy przez głód po prostu ginąć.

– W okresie II wojny światowej Lubelszczyzna stała się areną brutalnej polityki antyżydowskiej – dodaje Zdzisław Niedbała z Kancelarii Prezydenta Miasta Lublina. – Na Lubelszczyźnie znajdowały się duże skupiska ludności żydowskiej. W samym Lublinie około 40 tysięcy, także w okolicznych miastach. Stąd właśnie nieprzypadkowo te obozy jak Majdanek, jak Bełżec.

Przed 1939 rokiem Żydzi stanowili około 40 procent wszystkich mieszkańców Lublina. Prawie cała społeczność żydowska z Lubelszczyzny zginęła w latach 1942-1943 w obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i na Majdanku.

Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu ma być przede wszystkim przestrogą przed nienawiścią i rasizmem. Ma również przypominać o tragicznych skutkach ludobójstwa. Ale przypominać nam, nie tym, którzy przez to piekło na ziemi przeszli sami. 

– Z tym się umiera, tego się nie da zapomnieć – mówi Jerzy Jeżewicz.

Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu został ustanowiony w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Celem jest uczczenie pamięci ofiar pochodzenia żydowskiego, pomordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy. Dzień ten przypada 27 stycznia w rocznicę wyzwolenia więźniów obozu Auschwitz-Birkenau w 1945 roku. 

ZAlew / opr. PrzeG / WM / AKos

Fot. Iwona Burdzanowska

Exit mobile version