W piątek 6 lutego startują Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortina d’Ampezzo. Włochy zorganizują taką imprezę po 20 latach. Wówczas w 2006 roku o medale rywalizowano w Turynie.
Na kilka dni przed ceremonią otwarcia kibice zastanawiają się, czy reprezentacja Polski zdobędzie choć jeden medal. Optymistą w tej kwestii jest miłośnik Igrzysk, autor fanpage ”Sporty Olimpijskie” Łukasz Gagaska, z którym rozmawiał Patryk Jakubczak.
Po raz pierwszy zimowe igrzyska będą odbywały się na tak dużym obszarze. Jaki to będzie miało wpływ na zawodników oraz na odbiór tych igrzysk przez kibiców?
– Może mieć to wpływ, ale raczej na ludzi, którzy będą na miejscu. Ciężej będzie śledzić te wydarzenia, bo jednak jeżeli to jest skomasowane w jednym miejscu, to jest zupełnie inaczej. Można wtedy swobodnie się przemieścić z jednej areny na drugą. Rozmawiałem z kilkoma osobami, które jadą na igrzyska i rzeczywiście po zakupie biletów, kiedy sobie próbowali to logistycznie zorganizować, mieli z tym spore kłopoty, ponieważ niektóre areny są od siebie dosyć daleko zlokalizowane. Natomiast myślę, że jeżeli chodzi o odbiór widza sprzed telewizora, czy z przed jakiś innych odbiorników, to myślę, że to nie będzie miało jakiegoś takiego znaczenia. W obecnych czasach coraz ciężej jest zlokalizować wszystko w jednej miejscowości. Są to naprawdę ogromne koszty. Jeżeli zaczniemy wymagać od organizatora, żeby to było zlokalizowane w jednym miejscu, to coraz mniej będzie chętnych do tego, żeby to zorganizować.
Kadra reprezentacji Polski liczyć będzie 59 osób, z rezerwowym 60. Nie będzie to jednak najlepszy wynik w historii, ale na co będzie stać naszych reprezentantów podczas tych igrzysk?
– W 2018 roku w Pjongczangu mieliśmy 62 reprezentantów, natomiast jest to drugi wynik. Dalej nie będzie łatwo. Natomiast też chciałbym, żebyśmy chyba jednak tą narrację budowali w taki sposób, że ten jeden krążek, który byśmy przywieźli, to jest nasz taki plan minimum. Trochę odwróciła się tendencja, bo przeważnie w XXI wieku liczyliśmy przede wszystkim na skoczków narciarskich, i mieliśmy Justynę Kowalczyk, Tomasza Sikorę, mieliśmy później łyżwiarzy, natomiast ci łyżwiarze niejako byli takim trochę zaskoczeniem. My w łyżwiarstwie zdobyliśmy indywidualnie jeden medal Zbigniewa Bródki. My byliśmy bardzo silni w drużynach. Do Cortiny, do Mediolanu jedziemy naprawdę, jeżeli chodzi o ekipę łyżwiarską po medale. Ja nie mówię tutaj, że jedziemy po medal, jedziemy my po medale. Damian Żurek w tym momencie jest na 500 m i na 1000 m w notowaniach bukmacherów na drugim miejscu, tylko za Jordanem Stolzem. O ile na 1000 m wydaje mi się, że Amerykanin jest nie do ruszania, to ostatnie Puchary Świata pokazały, że na 500 m Żurek naprawdę może z nim powalczyć. Na 500 m jeszcze mężczyzn nie można zapominać o Marku Kani. On startuje nieco z cienia, ale też na ostatnim Pucharze Świata stanął na podium. Mamy bardzo silną reprezentację na 500 m u kobiet. Jest Kaja Ziomek-Nogal, która świetnie radziła sobie w Pucharze Świata i ona jest tą liderką kadry. Trochę się te proporcje odwróciły, bo wcześniej liderką kadry była Angelika Wójcik. Ona nie trenuje z kadrą sprinterów, ona trenuje z Rolandem Cieślakiem i może to przygotowanie jest stricte właśnie pod te igrzyska. Czwartą bardzo dużą szansą na lodzie jest Władimir Siemirunnij i jego start na 10 km. Niestety na 5 km się nie załapał, ale patrząc po tym co się dzieje teraz na świecie na 5 km, to rzeczywiście o ten medal miałby ciężko.
W gronie zawodników, którzy stawali na podium Pucharu Świata w obecnym sezonie oraz wśród tych, którzy mogą ten medal zdobyć na igrzyskach, na pewno jest Aleksandra Król-Walas.
– Myślę, że też możemy tutaj to powiedzieć, będzie startowała troszeczkę z cienia. Jej głównym zadaniem to uniknąć Ester Ledecký na swojej ścieżce, przynajmniej do półfinału, ponieważ Czeszka, która na co dzień startuje w alpejskim Pucharze Świata na nartach, to jeżeli chodzi o snowboard to w normalnych okolicznościach nie do pokonania przez żadną zawodniczkę. Jest po prostu totalną dominatorką i każda zawodniczka, która startuje w snowboardowym Pucharze Świata, ma cel, żeby po prostu uniknąć jej na swojej ścieżce. Oprócz Czeszki w normalnych okolicznościach Król-Walas jest w stanie wygrać z każdym. Wygrywała i z Tsubaki Miki, Ramoną Hofmeister. Wygrywała z każdą zawodniczką ze czołówki, tylko ta Czeszka, więc tutaj dużo będą ważyły eliminacje.
Igrzyska olimpijskie lubią piękne historie. Myślisz, że taką może napisać nasza alpejka Maryna Gąsienica-Daniel?
– Byłoby pięknie. Maryna Gąsienica-Daniel ugruntowała swoją pozycję w czołowej dziesiątce slalomu giganta. Fantastyczne jest to, że jej forma rośnie i to jest argument nie do podważenia. Widzieliśmy ją na każdych zawodach w tym roku. Faktycznie jeździła coraz odważniej, coraz pewniej. Nie daje to jeszcze podium Pucharu Świata, ponieważ tam czołówka jest naprawdę bardzo silna, ale tak jak mówisz, igrzyska kochają takie historie. Jakże piękną historię byłoby to, gdyby Maryna Gąsienica-Daniel po 12, 13 miejscach w czołowej dziesiątce, ale bez tej kropeczki nad i w Pucharze Świata, zrobiła to akurat na igrzyskach olimpijskich. Na pewno nie jest tutaj w gronie takich ścisłych kandydatek do medalu, natomiast jest w gronie tych zawodniczek, które mogą zrobić niespodziankę. Bardzo istotne będzie to, żeby podczas pierwszego przejazdu nie stracić dużo, żeby zajmować gdzieś tam miejsce w okolicy tak szóstego, siódmego miejsca. Wówczas będzie można już po prostu stawiać wszystko na jedną kartę i atakować. Ten pierwszy przejazd będzie bardzo istotny. Ważne jest dla Maryny to, że dzięki tym świetnym startom w tym sezonie, ona sobie wywalczyła lepszy numer startowy i ona będzie startowała po prostu z tymi najlepszymi zawodniczkami. To daje jej to, że będzie jechała po prostu po takiej trasie, po jakiej będą jechały faworytki do medalu, czyli Camille Rast, Sarah Hector i te zawodniczki, które są w tym momencie w takiej hierarchii światowej.
Chciałem jeszcze zapytać o Monikę Skinder, to nasza jedyna zawodniczka z województwa lubelskiego na tych igrzyskach. Co prawda, dalecy jesteśmy od tego, by oczekiwać w biegach narciarskich medali, lecz Skinder, tak samo jak Eliza Rucka-Michałek w tym sezonie dość regularnie punktują. I chyba możemy spodziewać się ich przyzwoitych wyników na tych igrzyskach.
– Na początku sezonu wydawało się, że to Izabela Marcisz będzie liderką kadry biegaczek. Monika i Eliza były nieco z tyłu. Zresztą sytuacja związana z Elizą była najbardziej niepewna, bo ona wróciła po dłuższej przerwie. Natomiast okazało się w trakcie sezonu, że to właśnie Monika Skinder i właśnie Eliza Rucka -Michałek są takimi najlepszymi naszymi ogniwami w w tej reprezentacji. Jeżeli chodzi o Rucko-Michałek to na pewno będzie stawiała tutaj na dłuższe dystanse – bieg łączony, czyli bieg techniką klasyczną i dowolną albo bieg na 10 km. To będzie coś, na co ona prawdopodobnie będzie tutaj mogła liczyć. Natomiast jeżeli chodzi o Monikę Skinder, to na nią na pewno bardzo dobrze wpływa to, że to będą jej drugie igrzyska. Ona była już w Pekinie, startowała w czterech konkurencjach. Tam indywidualnie nie poszło jej zbyt dobrze. Ja bym w jej przypadku liczył na konkurencje sprinterskie, bo ona oczywiście jest w tym specjalistką. Tego możemy się spodziewać jeżeli chodzi o wyniki. Myślę, że takim planem może nie minimum, ale tym z czego ja byłbym zadowolony, to byłby awans do 30 i wystartowanie w tej rywalizacji już wtedy ramię w ramię z pozostałymi zawodniczkami. Widzę mały promyczek nadziei, jeżeli chodzi o te biegi narciarskie kobiet widzę i to jest bardzo optymistyczne. Idźmy tutaj w rozwój tak jak powiedziałeś. Nie liczmy na medale, ale na dobre miejsca i pozytywne występy.
PJ / opr. AKos
Fot. PAP/EPA/DANIEL DAL ZENNARO
