Protesty w Iranie zostały stłumione, choć pojedyncze demonstracje wciąż się pojawiają. Te jednak nie są zagrożeniem dla tamtejszego reżimu – uważa gość porannej rozmowy Radia Lublin, były dyplomata, ekspert ds. bliskowschodnich oraz wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, Marcin Krzyżanowski.
Jego zdaniem amerykańska interwencja – do której ostatecznie nie doszło – nic by nie zmieniła w Iranie.
– Protestujący nie są jakąś zwartą grupą, nie posiadają żadnej struktury politycznej. A wobec braku jakiejkolwiek struktury politycznej trudno się spodziewać, żeby amerykańskie bombardowania osłabiły reżim i w jakikolwiek sposób wzmocniły ruch protestujących. Najprawdopodobniej doszłoby też do konsolidacji środowisk dotąd wahających się czy neutralnych wobec protestów, wokół poparcia dla republiki. W końcu mało kto lubi być bombardowany, a Irańczycy są narodem bardzo dumnym.
Protestom w Iranie próbował zdalnie przewodzić przebywający na wygnaniu Reza Pahlawi – syn obalonego w 1979 roku szacha – takie doniesienia pojawiały się w ostatnim czasie, podczas masowych protestów.
Zdaniem Marcina Krzyżanowskiego, było to jedynie myślenie życzeniowe monarchistów i zaklinanie przez nich rzeczywistości. – Syn obalonego szacha jest postacią bardzo rozpoznawalną, to fakt, ale jednocześnie postacią, która nie może liczyć w Iranie na zbyt dużą popularność. A po drugie jest osobą bardzo polaryzującą. Dotyczy to zarówno zagranicznej opozycji, jak i samego irańskiego społeczeństwa, więc tutaj jego rola jest tak naprawdę rozdmuchana przez sprzyjające mu media. Irańczycy protestujący przeciwko republice nie chcieliby zamieniać jednej dyktatury na drugą, a w przypadku młodego Pahlawiego, wszystkie formy współpracy z nim prowadziłyby właśnie do tego.
Według eksperta, frustracja społeczna w Iranie będzie się nasilać, w związku z czym kwestią czasu są kolejne protesty.
Cała rozmowa w materiale wideo:
MaTo / opr. LisA
Fot. Archiwum RL
