Wtargnęli na bezkresne błonia tajemnicy. Grabiński w wersji komiksowej

EAttachments9215198468c45a2ccef4087a2144261b91f5240 xl

Kiedy rozmawiałem ze scenarzystą Mateuszem Wiśniewskim na początku 2023 roku, powiedział mi: „Ku mojemu zdumieniu wiele osób nie wie, kim jest Stefan Grabiński”. Mateusz świętował wtedy premierę zeszytu Szalona Zagroda – komiksu narysowanego przez Michała Araszewicza właśnie na podstawie debiutanckiego opowiadania Grabińskiego, opublikowanego pod koniec kwietnia 1908 roku w tygodniku ilustrowanym „Nasz kraj”. Przyznaję, że sam wtedy niewiele wiedziałem o Grabińskim, ale Mateusz Wiśniewski od tamtej pory nie ustawał w promowaniu dzieł mistrza literatury niesamowitej, porównywanego gdzieniegdzie do takich twórców jak Edgar Allan Poe czy Lovecraft. Po Szalonej zagrodzie przyszedł czas na zrealizowany wspólnie z Piotrem Marcem Czad, aż wreszcie doczekaliśmy się pięknie wydanego albumu w twardej oprawie. Błonia tajemnicy (wyd. Kultura Gniewu) to pięć opowiadań komiksowych – poza wspomnianymi dwoma są to: narysowany przez Antoniego Serkowskiego Smoluch, Dziedzina zrealizowana przez Judytę Sosnę oraz Spojrzenie z rysunkami Magdy Zwierzchowskiej.

POSŁUCHAJ audycji o Stefanie Grabińskim i jego twórczości

Wiśniewski długo zbierał siły, by zabrać się za adaptowanie dzieł swojego ulubieńca – choć pierwsze przymiarki miały miejsce kilkanaście lat temu, to początkujący wówczas scenarzysta porzucił tę misję, by powrócić do niej po 10 latach pracy twórczej, kiedy uznał, że dojrzał na tyle, by zmierzyć się z materiałem źródłowym. Dobrze, że wyczekał. Bo Błonia tajemnicy to fachowo opracowany album – począwszy od precyzyjnych scenariuszy, poprzez odpowiednio dobrane do fabuł rysunki, a kończąc na materiałach dodatkowych, zarówno tych współczesnych, jak i pochodzących z czasów, kiedy Grabiński żył i tworzył. W pięciu krótkich formach mamy różnorodne techniki opowiadania – w Szalonej zagrodzie do głosu dochodzi właściwie sama narracja, zaś w sąsiadującym z nią Czadzie tej narracji słownej nie ma wcale, a wszystko spoczywa na dialogach i obrazie. Z kolei w Dziedzinie (z mistrzowskimi rysunkami Judyty Sosny) prym wiedzie narrator trzecioosobowy, który jednak w pewnym momencie znika na rzecz kompletnej ciszy, która tylko na moment zostaje zmącona dialogami.

POŁUCHAJ: Piotr Marzec o Błoniach tajemnicy podczas Górnośląskiej Imprezy Komiksowej

Warto zaznaczyć, że materiałem źródłowym dla tych adaptacji były pierwodruki zbiorów opowiadań Grabińskiego, a wykorzystane w komiksach teksty to w większości cytaty bezpośrednie, niedostosowane do obowiązujących obecnie norm ortograficznych i interpunkcyjnych. Praca na oryginalnych tekstach, z wszystkimi archaizmami i przestawnym szykiem, była dla scenarzysty pracą przyjemną, a najwięcej czasu zajmował mu proces koncepcyjny. Jak zaznacza, przekładał jeden do jednego, ale jednocześnie operował skrótami, wybierając fragmenty tekstu.

Mateusz Wiśniewski zadbał także o wyjątkowe materiały dodatkowe –  w artykule „Wtargnąć na bezkresne błonia tajemnicy” samodzielnie rozprawia się z rysem biograficznym Grabińskiego, akcentując jego największe dokonania i towarzyszące im kontrowersje. Oddaje też głos Tomaszowi Kolankiewiczowi, który z pasją pisze o filmowych adaptacjach pisarza. Jest też rozmowa ze Stefanem Grabińskim pierwotnie opublikowana w „Świecie kobiecym” w 1931 roku oraz tekst Magik niesamowitości napisany przez Karola Irzykowskiego po śmierci Grabińskiego.

Ciężko o solidniej opracowany materiał. Fan przedwojennych opowieści grozy, Stefana Grabińskiego, horroru i komiksów nie powinien obok Błoni tajemnicy przechodzić obojętnie.

DySzcz

Fot. materiał wydawcy

Exit mobile version