Różanna, uprząż i młyn, czyli adrenalina tłumacza

EAttachments9215199faa625f1d2a009eca2d0a5eff187f3f6 xl

Różanna, uprząż i młyn oraz inne historie (wyd. Timof Comics) Jeffersona Costy to komiks plączący ze sobą przeszłość i przyszłość, pokazujący, jak ważne są korzenie i małe ojczyzny. To niezwykle osobisty głos wyjątkowego artysty, bogaty w ścieżkę dźwiękową, wiersze i różnego rodzaju graficzne impresje. Jest to również komiks niezwykle ciekawy od strony językowej – ponieważ tłumacz Jakub Jankowski stworzył właściwie nowy, barwny język oparty na regionalnym języku bohaterów tej historii.

CZYTAJ: Pomnikowy projekt z owacją na stojąco

Jakże te dźwięczne słowa brzęczą i jak dobrze się ten komiks poczytuje! Zagłębiony w lekturze tych liter składających się na słowa – nieraz znajome, ale jednak trochę inne – dopiero w połowie komiksu zacząłem zwracać uwagę na to, o czym Costa w ogóle tutaj opowiada. Tu ktoś szykuje pisanie, tam mams mówi, że popatrzone, gdzieś nad wodą siedzą praczki, ktoś do tej wody wpada – no i tak sobie to żyćko płynie w towarzystwie liter zbiegających się w fajnie wymyślone słowa.

Autor mówi o życiu – po prostu, ni mniej nie więcej. O towarzyszących mu niedolach i momentach szczęścia, o pięknych wzlotach i bezlitośnie bolesnych upadkach. To zapis rodzinnych opowieści podrasowany historiami innych osób i narysowany w przyciągający oko sposób. Kreska jest tu nieco groteskowa, kanciasta niczym u Mignoli, pokolorowana jakby przez Dave’a Stewarta, poprowadzona absolutnie bezbłędnie – Costa wie, jak porozkładać akcenty na planszy, jak skomponować stronę, by oko czytelnika zaparkowało na niej na dłuższą chwilę.

POSŁUCHAJ: Jakub Jankowski o tłumaczeniu komiksów

Różanna to debiut Jeffersona Costy w charakterze scenarzysty i rysownika (do kolorów miał asystentów) – debiut niezwykle udany, bo ten komiks dźwigają właśnie świetne rysunki oraz piękne językowo dialogi. Ten komiks to również popis tłumacza – Kuba Jankowski sam zresztą przyznaje, że tego rodzaju utwory są prawdziwą „adrenaliną tłumacza” i dają mu mnóstwo satysfakcji. Zaraz pewnie posypią się opinie, że Jankowski świetnym tłumaczem jest, ale dla tych, którzy śledzą jego przekłady nie jest to żadna nowość.

Różanna, uprząż i młyn oraz inne historie to rzecz z gatunku takich, które można bezwarunkowo pokochać lub bezgranicznie znielubić. Ja uwielbiam na oślepno. Nawet jeśli nie lubi się takich akrobatyk językowych, to można się do nich przyzwyczaić i je w jakimś stopniu zrozumieć. Ja po lekturze wyszedłem na spacer z psem i podczas przechadzki zacząłem mu gadać mu po ichniemu, po różannemu, po Jankowskiemu. I wszystko rozumiał – chyba nawet bardziej, niż gdybym miał mu nadawać po polsku.

DySzcz

Exit mobile version