„Nie ma miejsca na niepewność”. Ratownicy medyczni obchodzą swoje święto

ambulance 1666012 1280 2023 10 13 171427

Na co dzień ratują ludzkie życie, dziś mają swoje święto – w Lublinie odbyły się obchody Dnia Ratownictwa Medycznego.  

Jak mówią sami ratownicy, w ich pracy nie ma miejsca na niepewność, a każdy dzień przynosi zupełnie co innego. 

„Liczy się czas”

– Jako zespół ratownictwa medycznego jedziemy do zgłoszeń przyjętych przez dyspozytora medycznego i opieramy się na jego wywiadzie – mówi Szymon Bondyra, dyspozytor medyczny. – Tak naprawdę nigdy do końca nie wiemy, do czego jedziemy, bo nie zawsze to, co mówi chory, jest prawdą. 

– Najtrudniejsze jest to, że rozmawiamy z poszkodowanym, ewentualnie ze świadkiem zdarzenia, którego nie widzimy – wskazuje dyspozytor medyczny Marlena Grzyb. – Polegamy tylko na naszym wywiadzie, na tym, co usłyszymy. Najtrudniejsze rozmowy są z dziećmi. Tutaj musimy postarać się zapanować nad emocjami dziecka, aby zaczęło ono z nami rozmawiać, by mogło opisać nam sytuację, w której się znajduje i jak to wygląda jego oczami.

CZYTAJ: Myje i leczy. Lubelscy naukowcy stworzyli pastę na medal

– Liczy się czas, w zależności od kodu, w jakim dostaniemy zgłoszenie – czy to jest kod pierwszy, czyli na sygnale, bądź kod drugi – podkreśla Szymon Bondyra. – W kodzie pierwszym mamy minutę na zebranie się i wyjazd, w kodzie drugim – dwie minuty na wyjazd. Co wyjazd, to inny człowiek, inne zdarzenie. Jeździmy również do zaburzeń psychicznych. Pacjenci są agresywni, tak samo jak po alkoholu czy innych środkach odurzających. Nie zawsze jest miło i przyjemnie. 

– Taką sytuacją, którą zapamiętałam, jest rozmowa z młodą dziewczynką, która wzywała pomoc do swojej mamy znajdującej się we wstrząsie anafilaktycznym. To była jedna z najdłuższych, najtrudniejszych dla mnie rozmów – opowiada Marlena Grzyb. 

– Najtrudniejszy moment to, gdy mama przestała oddychać. Dałam jej zastrzyk, zrobiłam reanimację – mówi Malwina z Zamościa. – Ta reanimacja trwała chwilę. Było bardzo ciężko. Dyspozytor bardzo mi pomógł. Sama nie dałabym rady.

„Każdy dzień jest jakimś sukcesem”

– Dla nas każdy dzień jest jakimś sukcesem – przyznaje kierownik Dyspozytorni Medycznej w Lublinie Artur Rogowski. – Codziennie na jednego dyspozytora przypada ok. 100 odebranych telefonów. W skali 24-godzinnego dyżuru to ponad 1000 zgłoszeń. Bardzo często „wpadają” do nas połączenia z całej Polski. Dyspozytorzy to przede wszystkim ludzie, którzy pracują tutaj na co dzień, potem biegną do karetek, do szpitali, bo to nie jest ich jedyne miejsce pracy. Wszędzie robią to z pasją, z pełnym zaangażowaniem, z charyzmą. Dlatego z nich jestem najbardziej dumny.

Co jest najbardziej satysfakcjonującego w tej pracy? – Przede wszystkim to, że zespół ratownictwa medycznego dojedzie na czas i w odpowiedni sposób udzieli pomocy, a ten człowiek po prostu przeżyje. Uratowanie komuś życia to ogromna satysfakcja i radość, która nas podbudowuje – mówi Marlena Grzyb.

CZYTAJ: Milionowe wsparcie dla szpitala na zieloną energię [ZDJECIA]

– Każdy wyjazd to inny przypadek – zaznacza Szymon Bondyra. – Czasami trzeba działać szybko. Nie ma czasu na myślenie, zastanawianie się. Ratownicy, pielęgniarki, które jeżdżą w karetkach, działają już odruchowo. Na pewno jest satysfakcja. A czy jesteśmy bohaterami? To nasza praca i tyle. Robimy, co do nas należy.

Dzień Państwowego Ratownictwa Medycznego ustanowiono ustawą z 8 września 2006 roku o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Patronem obchodzonego 13 października święta jest błogosławiony Gerard Tonque, założyciel zakonu szpitalników, podzielonego później na zakony świętego Łazarza i świętego Jana.

MaTo / opr. WM

Fot. pixabay.com

Exit mobile version