W nocy z soboty (24.10) na niedzielę (25.10) przechodzimy na czas zimowy. Oznacza to, że wskazówki zegarków cofniemy z godziny 3.00 na 2.00.
CZYTAJ: W weekend przestawiamy zegarki. Jaki mogą być konsekwencje zmiany czasu?
Zdaniem ekonomisty dr Łukasza Jasińskiego z UMCS zmiana czasu nie ma dziś większego znaczenia pod względem ekonomicznym: – W przypadku zmiany na czas zimowy, można powiedzieć, że rano pośpimy godzinkę dłużej, ale za to mamy godzinkę mniej wieczora. Przynajmniej w naszym przyzwyczajeniu. To nie jest takie zarządzanie czasem, które by wynikało z jakichś naszych supermocy. Obecnie wpływ takich działań na oszczędność energetyczną jest w zasadzie taki, że tego nie zauważamy. A poważniejsze koszty ponosimy jako ludzie.
Dla zegarmistrza zmiana czasu Ryszarda Morawskiego oznacza to więcej pracy i jego zdaniem do przestawiania zegarków w obecnych czasach nie ma żadnych podstaw. – Kiedyś taka zmiana może i była potrzebna, kiedy były prace trzyzmianowe, fabryki. A teraz raczej nie. Dla mnie to oznacza, że muszę przestawiać tyle zegarów. Przyjeżdżam wieczorem po godzinie 10.00 i przestawiam je dopiero, kiedy nie ma ludzi. Muszę to zrobić, bo nie wypada. Ludzie chodzą do kościoła i ten czas powinien być już „gotowy”. Mówią, że szef w podartych butach chodzi, a u zegarmistrza czas być musi ustawiony. To jednak strata czasu.
Do czasu letniego wrócimy w ostatnią niedzielę marca. Przesuniemy wtedy wskazówki zegara o godzinę do przodu z 2:00 na 3:00.
PKP Polskie Linie Kolejowe podały, że w specjalnie przygotowanym rozkładzie jazdy pociągi kursujące w nocy z 24 na 25 października zatrzymają się około godziny 3.00 na wyznaczonych stacjach na około 60 minut. Rozwiązanie to pozwala zachować zgodność z rozkładem jazdy obowiązującym po przejściu na czas zimowy.
LilKa / opr. ToMa
Fot. pixabay.com
