Zamiast wyrzucać, można naprawić. Lubelskie rzemiosło na wyjątkowej mapie [ZDJĘCIA]

EAttachments9837165c4b5d1c4f65da22858e1b75614aedab3 xl

W Lublinie powstała Mapa Punktów Napraw. To 68 miejsc – punktów rzemieślniczych i zakładów napraw – w których można naprawić i odnowić przedmioty codziennego użytku. To mapa przedstawicieli ginących zawodów, fachowców, którzy naprawią ubrania, ale i antyki czy zepsuty sprzęt RTV .

W poszukiwaniu fachowców udał się Sebastian Pawlak.

– Zakład istnieje od 1957 roku. Przejąłem go po panu Zygmuncie Łazarzu, który w 1996 roku odszedł. Ja zostałem tutaj. Do tej pory jakoś tam działam – mówi Dariusz Dudkiewicz, kaletnik. – Naprawiam wszystko, co tylko się zepsuje: kurtki, walizki, spodnie, futerały, różne rzeczy. 

CZYTAJ: Pierwszy krok do służby. Ślubowanie klas mundurowych w Lublinie [ZDJĘCIA]

– Od 34 lat zajmuję się naprawą i konserwacją przedmiotów zabytkowych i artystycznych. Oprócz antyków, naprawiam te z wszelkie ładne przedmioty, cepeliady, przedmioty użytkowe, zabawki, instrumenty. Różności – mówi Tomasz Okoń.

– Zachęcamy mieszkańców do korzystania z elektronicznej Mapy Punktów Napraw w Lublinie. Pomoże ona nam znaleźć takie miejsca, w których te przedmioty możemy przywrócić do użytkowania. A dzięki temu ograniczymy ilość wytwarzanych odpadów. Na tej mapie możemy znaleźć szewca, krawca, kaletnika, zegarmistrza, przedsiębiorców zajmujących się renowacją mebli, stolarzy, tapicerów, osoby naprawiające sprzęt RTV czy AGD, maszyny do szycia czy rymarzy – zachęca Anna Czerwonka z biura prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.

A czy Lublinianie popsute rzeczy starają się oddać fachowcom do naprawy, czy od razu wyrzucają je na śmietnik? 

– Naprawiam kurtki i płaszcze. Myślę, że się opłaca. Często korzystam z tych usług. Ostatnio naprawiałem zamek – pan ekspreso zrobił, cena bardzo przystępna, byłem bardzo zadowolony. Naprawiam buty, kurtki, zamki. Tego człowiek, który nie umie, nie wykona sam, musi korzystać z usług rzemieślników. Chętnie bym naprawił pasek, bo mi się sprzączka popsuła, ale nie wiem gdzie; kiedyś naprawiałem na Kowalskiej, ale dzisiaj już tego zakładu nie ma – mówią spotkani przez naszego reportera mieszkańcy Lublina.  

– Szanowni klienci przychodzą. To Lublinianie, ale też inni ludzie spoza Lublina przyjeżdżają z różnymi naprawami. Plecaki, torby, walizki, kurtki, jakieś tam malowanie, odnawianie, zszywanie, naprawy. Są ludzie, którzy mają pewien sentyment do swoich rzeczy i z przyjemnością chcą, żeby naprawić, bez względu na koszta. A są ludzie, którzy przyjdą i niestety naprawa okazuje się dużo większym kosztem niż nowa rzecz – mówi Dariusz Dudkiewicz. – Chińska Republika Ludowa, która produkuje nowe rzeczy, robi to tak tanio, że kończymy się – nowych, młodych kaletników  już nie będzie. Ci starzy, którzy jeszcze są, będą pracowali – tak jak ja – do śmierci. Niestety nowe pokolenie nie będzie już tego robiło. Kończą się takie usługi. Tak jak kiedyś skończyło się kowalstwo, więc z czasem skończy się i kaletnictwo. Być może przyjdą takie czasy, że będą rzeczywiście rzeczy jednorazowe. Trudno powiedzieć, w jakim to pójdzie kierunku, ale na razie jakoś tam dajemy radę. Naprawiamy. 

– Jestem w Lublinie – i zdaje się nawet w województwie – jedynym, który się tym zajmuje. Mam dwóch synów, ale mają inne zawody i nie będą nic zmieniać w swoim życiu. Przypuszczalnie po mnie już nic nie będzie – mówi Tomasz Okoń. – A szkoda, bo pamiętam jak w naszym mieście rzemiosło kwitło w latach osiemdziesiątych. A teraz już praktycznie nic z tego nie zostało. 

– Kaletnik to ginący zawód. Takie są czasy. W zachodniej Polsce – Poznań, Wrocław – już praktycznie kaletników nie ma. I po nich już nikt nie otworzył żadnych zakładów. Po nich już koniec – opowiada Dariusz Dudkiewicz. – Moje dzieci też poszły na studia, też nie chcą takich rzeczy prowadzić. Tak samo zresztą jak każde inne dzieci, które chcą naprawdę mieć w tym życiu lepiej. 

– W swoim zakładzie wykonuję praktycznie ze 20 zawodów albo i więcej. To wszystko się miesza ze sobą i cały czas się uczę. To jest taka zabawa w pracy. Ja nie przychodzę do pracy, tylko przychodzę się bawić. I czuję się jak młody chłopak – dodaje Tomasz Okoń.

Elektroniczna Mapa Punktów Napraw jest dostępna na stronie internetowej Urzędu Miasta Lublin. Powstała w ramach miejskiego projektu „Napraw, nie wyrzucaj”, jednym z celów projektu jest ograniczenie liczby wytwarzanych odpadów. Tylko w 2025 roku lublinianie wyprodukowali blisko 143 tys. ton śmieci, w tym niemal 1000 ton elektroodpadów.

PaSe / opr. ToMa 

Fot. Sebastian Pawlak

Exit mobile version