Coraz więcej osób na Lubelszczyźnie blokuje alerty informujące o potencjalnym zagrożeniu dronami i rakietami. Do mieszkańców ściany wschodniej takie komunikaty są wysyłane nawet kilka razy dziennie.
Paweł Romański z Grupy Pomocy Humanitarnej Polskiego Czerwonego Krzyża tłumaczy, że blokowanie alertów to coraz bardziej powszechne zjawisko, o którym informują mieszkańcy w czasie prowadzonych szkoleń z zakresu bezpieczeństwa.
– My w ogóle jesteśmy tak skonstruowani, że boimy się wszelkich zmian: tego co jest niepewne, tego co nie znamy, mamy trzy sposoby reagowania na stres. Jedną z nich jest ucieczka, kolejną walka. No i blokowanie alertów będzie trochę ucieczką, bo udaję, że problemu nie ma, a trochę walką, bo wyrażam swoje jakieś stanowisko, że nie chcę tego czytać. Nie jest to dziwne, że ludzie reagują na nieznane w sposób taki, że unikają tego problemu, udają, że go nie ma – wyjaśnia Paweł Romański.
CZYTAJ: UWAGA! Zakończył się atak powietrzny na Ukrainę. RCB odwołało alert
Mieszkańcy Puław rożnie podchodzą do sprawy związanej z alertami RCB.
– Alerty po prostu zablokowałam, bo mam dosyć tego ciągłego przychodzenia – mówi jedna z mieszkanek Puław.
Nie boi się pani, że to może wpłynąć na bezpieczeństwo?
– Jak będzie naprawdę taka sytuacja, że będzie wojna, to będzie człowiek przygotowany, no i się schowa – odpowiada Puławianka.
– Przez myśl mi przeszło, że to może być wkurzające i może być taka sytuacja, gdzie ludzie będą mieli dosyć alertów, ale nie sądziłem, że będzie to blokowane i że to w ogóle można blokować. Nie blokowałem, bo nie wiedziałem, że można to zrobić, ale od dzisiaj też bym raczej nie blokował, bo myślę, że to daje trochę do myślenia. Nawet jeżeli się do tego przyzwyczaimy, to wejdzie nam to w krew. Ja co jakiś czas przypominam sobie, gdzie jest najbliższe miejsce schronienia. I oczywiście w Puławach nie można mówić o miejscach schronienia – mówi mieszkaniec Puław.
Są punkty schronienia…
– Tak, są punkty schronienia i w mojej okolicy najbliżej jest nim przedszkole, które już nie jest czynne. Było prywatne, przenieśli się do innego budynku i w tym budynku nic nie ma – dodaje.
– Jest za dużo alertów i ludzie w końcu nie będą wierzyć. I jeśli naprawdę przyjdzie zagrożenie, nikt na to nie będzie reagował. Denerwuje mnie, że w nocy przychodzą. Już teraz nie reaguję, bo non stop to samo i zamierzam zablokować. Nie blokuję, ale przestałem już zwracać na to uwagę, bo tak naprawdę niczemu to nie służy – stwierdzają inni Puławianie.
– Nie należy informować mieszkańców Lublina pięć razy dziennie, że trwa atak na Ukrainę – uważa poseł PiS Przemysław Czarnek. – Atak na Ukrainę trwa od 24 lutego 2022 roku. Dlaczego mamy pięć razy dziennie i w nocy dostawać informację, że trwa kolejny atak na Ukrainę? Atak jest na Ukrainę, a nie na Polskę, więc należy informować Polaków, kiedy w polską przestrzeń powietrzną coś wlatuje. Mają rację mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia, że tego rodzaju polityka informacyjna jest całkowicie kontrskuteczna, bo jeśli będzie realne zagrożenie, to większość mieszkańców Lublina może je zignorować. Bowiem dzisiaj już ignoruje te pięć czy sześć niepotrzebnych zupełnie komunikatów.
– Zdajemy sobie sprawę, że część odbiorców może być zmęczona otrzymywaniem ostrzeżeń – odpowiada rzecznik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Piotr Błaszczyk. – Ale pamiętajmy o tym, że dotyczą one zagrożenia życia i zdrowia. Apelujemy o to, żeby absolutnie pod żadnym pozorem nie blokować alertów RCB. To, że zagrożenie ostatecznie nas nie dotknęło, wcale nie oznacza, że ostrzeżenie było niepotrzebne. Alerty wysyłamy po to, żeby mieszkańcy mogli odpowiednio wcześnie zareagować i zadbać o swoje bezpieczeństwo.
– Warto nauczyć się żyć z takimi alertami – dodaje Paweł Romański. – Na szkoleniach powtarzam, że jesteśmy na takim etapie, kiedy dużo rzeczy zostało uderzonych na raz i to może przychodzić z błędami. SMS-y, które przyszły nie do lubelskiego, tylko do lubuskiego, przychodzące najpierw odwołanie, potem dopiero alarm. To się może zdarzać, bo my jako kraj uczymy się żyć w nowej sytuacji i musimy się tego nauczyć. Musimy zaakceptować pewne błędy, które się pojawią. Możemy krytykować, ale nie myli się ten, kto nic nie robi. Ja od lat mam włączone powiadomienia z ukraińskich aplikacji, żeby wiedzieć, co się dzieje tuż za granicą. Teraz, kiedy dostaję powiadomienie RCB, sprawdzam od razu w innych aplikacjach, co się dzieje na wschodzie, żeby wiedzieć, na ile te powiadomienia są realne. To jest jeden sposób. Drugim jest weryfikowanie wszystkich informacji w kilku źródłach.
Ale korzystajmy przy tym z oficjalnych źródeł rządowych, a także służb takich jak policja czy straż pożarna.
W środę Rządowe Centrum Bezpieczeństwa dwa razy rozesłało alerty o rosyjskim ataku powietrznym na terenie Ukrainy do wszystkich mieszkańców województwa lubelskiego. W czwartek przez cały dzień nie było żadnych alertów informujących o tego typu zagrożeniach. Natomiast w piątek alert RCB o rosyjskim ataku na Ukrainie ogłaszany był do tej pory 3 razy w województwie lubelskim, jednak za każdym razem dotyczył tylko części powiatów w regionie.
ŁuG / opr. ToMa
Fot. RL
