Rewolucja w systemie ostrzegania. Będziemy otrzymywać informacje o zagrożeniach bezpośrednio przez nadajniki sieci komórkowych, bez konieczności rozsyłania SMS-ów. Rząd porozumiał się z operatorami w sprawie budowy systemu Cell Broadcast.
CZYTAJ: Maciej Berek: złożyłem na piśmie poświadczone notarialnie ślubowanie sędziego TK
List intencyjny w tej sprawie został podpisany w siedzibie resortu spraw wewnętrznych. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński powiedział, że telefon w momencie zagrożenia zamieni się w syrenę alarmową: – To coś, co zmieni nasze bezpieczeństwo na wiele, wiele lat. Ta aplikacja zmieni bezpieczeństwo, jeżeli chodzi o system ostrzegania, powiadamiania i reagowania na różnego rodzaju kryzysy. Żyjemy w czasach bardzo niebezpiecznych. Żyjemy w czasach, w których potencjalne zagrożenia pojawiają się niemal każdego dnia, mają charakter bardzo nagły, bardzo gwałtowny i obowiązkiem państwa jest na to w sposób właściwy reagować.
Obecnie otrzymujmy SMS-y, które wpadają do skrzynki wiadomości. Po zmianach – pojawi się okno, na całym ekranie. Trudno będzie taki alarm przeoczyć. Co więcej, komunikaty będziemy słyszeć, nawet wtedy, gdy telefony będą wyciszone. Mówił o tym wiceszef MSWiA Tomasz Szymański: – Nawet w stanie standby, ale wyciszonym, będzie wibrował, będzie dawał sygnały, alerty do momentu, kiedy użytkownik ten telefon weźmie do ręki. Oczywiście telefon musi być włączony.
Plany są takie, by system rozpoczął działanie dokładnie za rok. Minister Kierwiński uważa, że to realna data: – Ponieważ z zawodu jestem informatykiem, wiem, że projekty informatyczne zawsze mają swoją tolerancję błąd czasowy, ale zrobimy wszystko, żeby to w ciągu roku zadziałało. Koszt tego projektu szacujemy go na około 100 milionów złotych.
Większość kosztów w tym zakresie poniesie państwo.
RL / Informacyjna Agencja Radiowa / opr. ToMa
Fot. PAP/Leszek Szymański
