Rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Taki wyrok usłyszeli dwaj byli już policjanci oskarżeni o przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci mężczyzny, którego zatrzymali. To już kolejny wyrok w tej sprawie. Wcześniej oskarżeni zostali uniewinnieni, dziś sąd nie miał wątpliwości co do ich winy.
Sąd nie miał żadnych wątpliwości co do winy oskarżonych. Jak podkreślał sędzia Andrzej Skubis podczas uzasadnienia wyroku, środki przymusu bezpośredniego użyte wobec pokrzywdzonego były nieadekwatne do sytuacji.
– Podejmując swoje przekraczające uprawnienia czynności, nie zachowali zasad ostrożności w stosunku do życia i zdrowia pokrzywdzonego, gdyż nie reagowali na zachowanie pokrzywdzonego, który prosił o zwolnienie z uścisku. Zachowania takie były zauważalne dla osób postronnych. Nadto trzymali pokrzywdzonego w pozycji ciała z nogami i klatką piersiową ułożoną do podłoża przez dłuższy czas. Jednakże w tym zakresie oskarżony nie podjął żadnych czynności przy przekazaniu obowiązków, nie upewniając się, w jakim stanie jest pokrzywdzony. Takie właśnie zachowanie panów oskarżonych doprowadziło do skutku postaci zgonu Tomasza K. – mówił sędzia Skubis.
Do tragicznej interwencji doszło przy ulicy Łęczyńskiej w Lublinie. Policjanci zostali wezwani do agresywnie zachowującego się mężczyzny. Jak ustalił sąd, samo podjęcie interwencji było zasadne. Problemem okazał się jednak sposób jej przeprowadzenia. Kluczowym dowodem był zapis monitoringu, a zdaniem sądu byli policjanci stosowali nieuzasadnioną siłę, mimo że mężczyzna nie stawiał już oporu.
– To wszystko ma przebieg bardzo dynamiczny – mówił sędzia Skubis. – Na nagraniu widać, jak pan Wojciech K. uderza pokrzywdzonego w szyję, w łokcie. Miało to miejsce już w tym momencie, kiedy pokrzywdzony nie uciekał, stał przy bramie. Nie miał żadnej innej drogi ani możliwości ucieczki z tego miejsca. Po uderzeniu pan K. stosuje chwyt obezwładniający szyję pokrzywdzonego. Następnie pokrzywdzony zostaje powalony na ziemię przez obydwu funkcjonariuszy i przyciągnięty za skrzydło bramy wjazdowej na posesję.
Sąd podkreślił także to, że zatrzymany sygnalizował problemy z oddychaniem i prosił o zwolnienie chwytów. Funkcjonariusze nie zareagowali.
– Będziemy wnosić o apelację – zapowiedział tuż po ogłoszeniu wyroku obrońca jednego z oskarżonych, mecenas Stanisław Estreich. – To kwestia odpowiedzi na pytanie: czy możemy czuć się bezpieczni w naszym mieście, w naszym kraju, czy też nie? Czy interwencja policjantów musi kończyć się ławą oskarżonych, czy też nie? I wreszcie podstawowa przyczyna, czy funkcjonariusz, który nie jest szkolony, może wiedzieć, że wystąpiło zjawisko asfiksji restrykcyjnej. Badania wykazały, że w zasadzie to zjawisko występuje niespodziewanie w wyniku wysiłku fizycznego. W tej sprawie mamy z tym do czynienia. Złożone zostały materiały, badania dotyczące zgonów w tego rodzaju przypadkach. Przy czym jest jedno stwierdzenie doktora specjalisty, który stwierdza, że w momencie, kiedy występuje zjawisko asfiksji restrykcyjnej, nie jesteśmy w stanie uratować człowieka, u którego to występuje, chyba że są to warunki kliniczne.
Dla rodziny zmarłego 36-latka proces był wieloletnią batalią o uznanie winy i sprawiedliwość. Choć karą są wyroki w zawieszeniu, siostra zmarłego, Anna Kramek-Khadka nie kryje, że wyrok przyniósł jej ulgę. – Po tylu latach doczekałam się sprawiedliwego wyroku dla nas, że to w końcu jest koniec, że sprawa się skończyła. Usłyszałam i oskarżeni usłyszeli, że są winni zarzucanych im czynów. Przez tyle lat chodziłam na sprawy, to przywraca wszystkie wspomnienia i czuję ogromną ulgę. Nie chodziło mi o to, żeby oskarżeni poszli siedzieć do więzienia. Dla mnie po prostu ważne było to, żeby oni i wszyscy usłyszeli, że oni są winni, bo ja to wiedziałam, ja to czułam. Dla mnie taką ulgą jest to, że sąd po prostu uznał ich za winnych.
Obaj oskarżeni dostali również trzyletni zakaz pracy w policji. Ponadto każdy z nich ma zapłacić po 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia siostrze zmarłego mężczyzny.
Wyrok nie jest prawomocny. Strony mogą się od niego odwołać.
MaTo / opr. WM
Fot. PAP/Wojtek Jargiło
