Orkiestrowy autentyzm. Lubelska filharmonia z brytyjskim wsparciem

EAttachments978350661d2e343efaae9f0e8a6ef8464c9026d xl 2

W Filharmonii Lubelskiej zabrzmiała muzyka trzech wielkich kompozytorów: Fredericka Deliusa, Ludwiga van Beethovena i Piotra Czajkowskiego. Solistą wieczoru był brytyjski pianista Colin Stone, artysta o bogatym dorobku koncertowym i pedagogicznym. Międzynarodowe uznanie zdobył w 1986 roku, wygrywając konkurs pianistyczny Royal Overseas League w Londynie. Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Lubelskiej poprowadził Paul McCreesh – jeden z cenionych brytyjskich dyrygentów, znany z interpretacji zarówno muzyki symfonicznej, jak i chóralnej.

W 1982 roku założył zespół Gabrieli Consort & Players, z którym zdobył międzynarodowe uznanie i zrealizował wiele nagradzanych nagrań. W swojej karierze współpracował z czołowymi orkiestrami na świecie, a w latach 2006-2012 kierował artystycznie festiwalem Wratislavia Cantans we Wrocławiu. Specjalizuje się głównie w muzyce renesansu i baroku.

A tym czym się charakteryzuje nurt autentyzmu, którego jest przedstawicielem opowiada sam Paul McCreesh: – Nie używam słowa „autentyczny”, nie wierzę w nie. Uważam jednak za bardzo ważne to, że informacje historyczne mówią nam ogromnie wiele o tym, jak muzyka mogła być wykonywana. Jeśli zaczynasz karierę tak jak ja, od muzyki dawnej, jest to bardzo dobry punkt wyjścia, ponieważ zadajesz sobie wiele pytań o to, co muzyka oznacza i co implikuje jej zapis nutowy. Dla mnie jest to również ważne, niezależnie od tego, czy dyryguję renesansowym motetem Josquin, czy wielką symfonią romantyczną Brahmsa, Czajkowskiego, czy Elgara. Podejście jest więc takie samo. Chodzi o szukanie sposobów na uczynienie muzyki niezwykle ekspresyjną, ale także o to, żeby Beethoven brzmiał zupełnie inaczej niż Mozart, Czajkowski inaczej niż Beethoven i Szymanowski inaczej niż Elgar czy francuska muzyka Ravela. Pracujemy więc nieustannie nad stylem. A to coś naprawdę kluczowego dla całej muzyki. Z wykształcenia jestem instrumentalistą i dyrygentem orkiestrowym. Nagrałem jednak około 60 płyt i na każdej z nich pojawia się jakiś wokalista – albo solista, albo chór. Uwielbiam pracę z głosem i z chórami. Dają one mojemu muzykowaniu zrozumienie wokalności i piękne poczucie śpiewności muzyki. Mam nadzieję, że w swoje lepsze dni potrafię wykorzystać to doświadczenie chóralne, nawet w muzyce czysto instrumentalnej. 

– Mówiąc szczerze, jednym z powodów, dla których wciąż wracam do dyrygowania, jest to, że to niezwykle trudny zawód, wręcz niemożliwie skomplikowana praca. Każdy tydzień jest inny, każda orkiestra jest inna, każdy kraj jest inny. Wszystkie orkiestry mają swoje mocne i słabe strony, a radość z próby porozumienia się w języku, którego nie zawsze w pełni rozumieją, to są zawsze wyzwania. Z wiekiem sama muzyka staje się dla mnie coraz ważniejsza. Mam ją po prostu we krwi – opowiada  Paul McCreesh. 

– Obecnie nieco zmieniam akcenty w mojej pracy. Staram się nie pracować z profesjonalnymi orkiestrami dłużej niż przez pół roku. Nie dlatego, że ich nie lubię. Lubię je, a czasem wręcz uwielbiam, ale dlatego, że dużo pracuję z młodymi ludźmi.  W Wielkiej Brytanii prowadzę ogromny projekt pracy z dziećmi w wieku szkolnym, przybliżając im muzykę klasyczną poprzez śpiew. To duży projekt wokalny, w ramach którego pracujemy z tysiącami dzieci w całej Wielkiej Brytanii, w tym z trudnych i ubogich dzielnic. Jeśli fantastyczny świat kultury ma istnieć w przyszłości, nie ma nic ważniejszego niż dzielenie się nim z następnym pokoleniem. Bo jeśli nie będzie publiczności, która pokocha muzykę, jeśli w polityce będą ludzie nierozumiejący znaczenia kultury, to naprawdę będziemy mieli kłopoty. I to musi zacząć się teraz. Nie ma sensu mówić: „to wina rządu, nauczycieli albo szkoły”. Uważam, że wszyscy muzycy mają obowiązek dzielić się tym, co kochają, z o wiele szerszą publicznością, a to musi zacząć się od młodych ludzi, którzy są absolutnie wspaniali. Młodzi ludzie uwielbiają muzykę klasyczną, jeśli tylko da im się dobrą okazję, aby się z nią zetknąć. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie praca z głosami i zachęcanie ludzi do śpiewania niż robienie na przykład koncertu szkolnego, który jest czymś biernym. Kiedy stają się częścią doświadczenia tworzenia muzyki, jest to dla nich fantastyczna przygoda i coś wspaniałego – opowiada brytyjski dyrygent. 

– Moją polską drogę zacząłem we Wrocławiu jako część fantastycznego zespołu muzyków. Razem pracowaliśmy, zwłaszcza z moim fantastycznym szefem i przyjacielem, Andrzejem Kosendiakiem, nad budowaniem tam wspaniałej kultury, nie tylko muzycznej. Założyliśmy nowy chór, rozwinęliśmy orkiestry, które są teraz fantastyczne. Stworzyliśmy Polski Narodowy Chór Młodzieżowy pod skrzydłami Narodowego Forum Muzyki. Zbudowaliśmy nową salę koncertową. Pracowaliśmy z orkiestrą barokową – mówi Paul McCreesh. – A stamtąd rozpoczęła się moja współpraca z wieloma polskimi orkiestrami. To kraj, do którego mam ogromny sentyment. Uwielbiam polskich muzyków, bo u większości z nich jest naprawdę świetna etyka pracy. Chcą pracować, chcą grać coraz lepiej. Dla mnie to ogromny przywilej. Jestem dumny z otrzymania medalu Gloria Artis od polskiego rządu.

– W Lublinie jestem po raz pierwszy, więc stopniowo odwiedzam całą Polskę. Pracowałem w większości miast, ale w Lublinie jestem pierwszy raz i praca z tutejszą orkiestrą była świetna. To bardzo, bardzo piękne miasto. Piękna muzyka, mili muzycy, piękne miasto, dobra pogoda i do tego smaczne jedzenie – dodaje Paul McCreesh.

McCreesh zdobył również uznanie w świecie opery i dyrygował spektaklami w Teatro Real w Madrycie, Królewskiej Operze Duńskiej, Opéra Comique, Vlaamse Opera oraz na festiwalu w Verbier. Współpracował także z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Jak mówił brytyjski dyrygent podczas rozmowy – „Polska to kraj który szczerze bardzo kocham, pracuje tu od wielu wielu lat, już ponad 20-stu i zawsze z ogromną przyjemnością tu wracam”.

Z Paulem McCreeshem rozmawiała Sandra Bochyńska.

BoS / opr. ToMa

Fot. Magdalena Michalew / archiwum 

 

 

Exit mobile version