Niespotykany dotychczas na terenie dawnej Małopolski pochówek łodziowy odkryli archeolodzy w Chodliku. Do znaleziska doszło podczas prac wykopaliskowych na cmentarzysku ciałopalnym datowanym na VIII-X wiek.
CZYTAJ: „Księżniczka” z Chodlika. Co kryją wczesnośredniowieczne groby?
O szczegółach mówi w rozmowie z naszym reporterem prowadzący badania dr Łukasz Miechowicz z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk. – Badamy pochówki Słowian z okresu plemiennego – wskazuje dr Miechowicz. – Między VIII a X wiekiem są to pochówki ciałopalne. Są niezwykłe, ponieważ mamy tu bardzo nietypowe formy grobów, które są bardzo rzadko spotykane na terenach Słowiańszczyzny Zachodniej. Między innymi domy zmarłych. Takie półziemianki wysypane w środku przepalonymi kośćmi, w literaturze archeologicznej tzw. groby typu Alt Käbelich. Taki był też cel tegorocznych badań, żeby zbadać przestrzeń między dwoma takimi grobowcami w kształcie domów. Obok znajduje się kurhan wczesnośredniowieczny, też przez nas badany, bardzo bogaty. Trafiliśmy na niezwykły obiekt. Uchwyciliśmy obiekt w kształcie łodzi, który ma 4,5 metra długości, niecałe 1,5 metra szerokości i z kształtu wygląda jak wczesnośredniowieczna dłubanka, co jest dosyć niezwykłą formą grobów na tych terenach. U Słowian takie groby są bardzo nieliczne i znane głównie z Pomorza, Meklemburgii, z Wolina. Tutaj na terenie dawnej Małopolski jest to absolutnie pierwsze odkrycie tego typu. Co jest jeszcze ciekawe, ten grób jest bardzo bogaty jak na warunki wczesnośredniowieczne.
Bo wszystko zaczęło się od znaleziska, tutaj właśnie w tej łodzi.
– Tak, kiedy ona jeszcze tak się super nie rysowała, bo górna część tego jakby wkopu grobowego, w którym złożono tę łódź, była rozwleczona przez korzenie. W stropie, w górnej części odkryliśmy zausznicę wczesnośredniowieczną, pięknie zachowaną, srebrną, z tzw. paciorami pustymi, zdobionymi granulacją.
Przypomnę, że o tej zausznicy już kilka tygodni temu mówiliśmy na naszej antenie. To było pierwsze znalezisko, tuż po rozpoczęciu badań.
– Tak, a od kilku tygodni wciąż badamy ten jeden obiekt, bo badamy go bardzo skrupulatnie. Wewnątrz znaleźliśmy poza tym kilkanaście fragmentów stopionego srebra, uszkodzone, nadtopione w ogniu blaszki, które pochodzą także z biżuterii wczesnośredniowiecznej. Dużo fragmentów naczyń glinianych, zwłaszcza teraz, kiedy już jesteśmy u spągu tego obiektu, no i dużo kości przepalonych, na pewno ludzkich. Mamy m.in. fragmenty dwóch zębów. Antropolog spróbuje je wyekstrahować, być może jakiś kolagen się gdzieś cudem zachował albo stront i będziemy mogli zrobić więcej analiz, nawet dotyczących pochodzenia tej osoby. Mamy też szczątki zwierzęce, na pewno ząb konia, co też jest niezwykłe. W Chodliku nie jest aż takie niezwykłe, ale na Słowiańszczyźnie jest. Więc mamy niezwykły grób złożony w dłubance, w łodzi.
O czym to może świadczyć?
– To jest bardzo dobre pytanie. Chodlik jest bardzo nietypowy, jeżeli chodzi o wpływy z zewnątrz. Mamy tu mnóstwo importu, zarówno z dalekiej Rusi, ale także z dzisiejszych terenów nad Renem, z zachodu, z Wielkich Moraw, ponieważ leżał najprawdopodobniej na skrzyżowaniu szlaków i był bardzo ważnym ośrodkiem. Tutaj z jednej strony wędrowano Wisłą, pływano łodziami Wisłą, ale też biegł tędy szlak na wysokości Chodlika, koło grodziska w Podgórzu, w ogóle od Kazimierza po Kamień, mamy szereg brodów, przepraw wiślanych. Tędy przeprawiano się z zachodu na wschód. Więc tu spotykamy wszystko. Co ciekawe, znajdujemy odbicie tego także w obrządku pogrzebowym. Mamy pochówki z końmi, które są totalnie rzadkie i niezwykłe dla Słowian. Kim była ta osoba pochowana i dlaczego pochowano ją w łodzi? W tej chwili nie mam zielonego pojęcia, ale na tym polega ta praca. Będziemy teraz tego dociekać. Zabieramy całe wypełnisko tego obiektu do flotacji. Będziemy badać, czy nie ma tu makroszczątków, jakichś zwęglonych fragmentów pożywienia, ziarenek. Może uda się wyciągnąć z tego jakieś ciekawe próbki, nawet do palinologii. Mamy dużo węgli drzewnych. One raczej pochodzą ze stosu, który został tutaj przyniesiony i razem ze szczątkami ludzkimi zdeponowanym w tej łodzi. Będziemy robić analizy. Wydaje mi się, że w niektórych miejscach mogliśmy uchwycić ścianki tego obiektu. To jest drewno, które zbutwiało, mamy piasek, on zachował się w postaci smug, ale dokumentujemy każdy taki element i robimy bardzo szczegółowo dokumentację trójwymiarową. Każda kosteczka, każdy ułamek ceramiki, węgielek ma osobną metryczkę. To składamy później w model 3D i dopiero będziemy mieć trójwymiarową chmurę punktów. Będziemy mogli zobaczyć, jak ten pochówek dokładnie się układał i myślę, że zobaczą to państwo za około miesiąc.
Badania w lesie chodelskim na tak zwanej „Bartosiowej Górce” potrwają jeszcze kilka dni.
ŁuG / opr. WM
Fot. Łukasz Miechowicz / nadesłane
