Małgorzata Hołub-Kowalik jest przykładem zawodniczki, która doskonale potrafiła ułożyć sobie życie po zakończeniu sportowej kariery. Złota i srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w sztafecie 4x400m mieszanej i kobiecej z Tokio zawiesiła buty na kołku ponad dwa lata temu.
Była reprezentantka AZS-u UMCS-u Lublin doskonale odnalazła się w roli mamy, ekspertki telewizyjnej i działaczki Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
O aktywnym życiu na sportowej emeryturze z Małgorzatą Hołub Kowalik rozmawiał Józef Kufel.
– To nie jest proste, żeby po ponad 20-letniej karierze powiedzieć sobie „dość”. Ja do tej decyzji dojrzewałam ponad rok. Natomiast po jej podjęciu najważniejsze było to, żeby znaleźć na siebie jakiś pomysł, no bo staję się przed lustrem i pyta się siebie: „W sumie, co potrafię?”. Pójdę do pracy i powiedzą: „Fajnie, że pani biegała przez 20 lat, ale co pani jeszcze potrafi?”. Myślę, że dla sportowców najtrudniej jest znaleźć coś, w czym jesteśmy dobrzy poza sportem. A sportowcy są fantastycznymi pracownikami, bo przecież wiemy jak ciężko pracować, wiemy co znaczy deadline, bo szykujemy się do sportowych imprez. Ale mi udało się to zrobić całkiem sprawnie i płynnie. Z bycia zawodniczką przeszłam do Zarządu Polskiego Związku Lekki Atletyki. Przy okazji cały czas w sportowym życiu pozostałam, bo jeżdżę razem z TVP Sport na wszelkie imprezy sportowe i opowiadam o tym jak to może wyglądać od strony zawodników. Ale też trochę komentuję to jak nasi sportowcy rywalizują.
Ale na pewno inaczej organizuje się teraz życie, bo do tej pory wszystko było zdeterminowane, podporządkowane pod starty, treningi. Program czy kalendarz danego dnia był rozpisany w zasadzie minuta po minucie. Czy teraz kiedy nie ma takiego reżimu jest trudniej czy łatwiej?
– Muszę przyznać, że jest zdecydowanie trudniej, bo wcześniej mieliśmy co do minuty – o tej godzinie śniadania musimy zjeść, o tej trening, o tej fizjoterapeuta, o tej obiad. Wszystko było po prostu idealnie poukładane. A teraz my sami od początku musimy sobie kalendarz wypełniać i czasem nie jest prosto to zrobić, żeby na wszystko starczyło czasu. Śmieję się, że im człowiek ma więcej wolnego czasu, tym trudniej go sobie jakoś poukładać. Natomiast mi czas determinuje trzyletnia córka. Jak wszyscy rodzice wiedzą dziecko w takim wieku jest dosyć mocno absorbujące, ale uwielbiam z nią spędzać czas.
Jak oceniasz w tym momencie to, co dzieje się w polskiej sztafecie 400×400 metrów?
– Teraz jest taka zmiana pokoleniowa. „Starsze panie”, które ja też reprezentuję, w większości już są przy końcu kariery lub ją zakończyły. Ale mamy sporo młodszych dziewczyn. Te młodsze roczniki moim zdaniem są na dobrej drodze, żeby uzyskiwać takie rezultaty, jakie my uzyskiwałyśmy. Te dziewczyny naprawdę mogą jeszcze powalczyć. Natomiast Europa też ucieka, więc nasze dziewczyny muszą być jeszcze bardziej zmobilizowane, żeby osiągać jak najlepsze rezultaty. I jest jeszcze coś nad czym ubolewam, ale chciałabym to zmienić, żeby te dziewczyny jeszcze więcej przebywały w grupach. Bo my największe swoje sukcesy osiągałyśmy wtedy, kiedy jeździłyśmy wszystkie razem i kiedy tworzyłyśmy bardzo mocno zgrany team. Wiemy, że dziewczyny mają bardzo dobre relacje i ze sobą współpracują, natomiast chciałabym, żeby to jeszcze bardziej zacieśnić. Wydaje mi się, że kiedy będą razem trenować, pojawi się taka mała rywalizacja w grupie. A taka rywalizacja zawsze jeszcze bardziej motywuje do tego, żeby dać z siebie wszystko. A to na pewno przyniesie jeszcze lepsze rezultaty na bieżni, na międzynarodowych imprezach.
A z poziomu zarządzania polską lekką atletyką jest łatwiej czy trudniej znaleźć osoby, które zainteresują się królową sportu? Idzie kolejny niż demograficzny, a konkurencja jeśli chodzi o atrakcyjność różnych dyscyplin jest duża…
– Jeśli chodzi o młode roczniki nie możemy narzekać na zainteresowanie, bo go jest naprawdę dużo, tym bardziej, że lekka atletyka jest bardzo medialnym sportem. Naszym największym problemem nie jest przyciąganie takich młodych zawodników, tylko utrzymanie ich w okresie sportu młodzieżowego. Bo to jest taki moment wejścia w dorosłość, wtedy kiedy tych bodźców i pokus jest bardzo dużo. Natomiast to nie jest problem tylko lekkiej atletyki, ale wszystkich sportów. Poza tym obecna młodzież to ludzie, którzy już stawiają na zysk, na to, czy to im się kalkuluje finansowo. W lekkiej atletyce bardzo często na tym poziomie pieniędzy nie ma. I naszym problemem jest to, żeby utrzymać sportowców właśnie w tym momencie. Bo te pieniądze w większości pojawiają się, ale dopiero w późniejszych latach. Teraz każdy chce być influencerem i zarabiać miliony złotych, a w sporcie tak nie jest. Oczywiście te wyniki sportowe są bardzo ważne, ale z drugiej strony też trzeba potrafić sprzedać swój sukces. I to jest w dzisiejszych czasach bardzo, bardzo trudne.
Przed tygodniem Małgorzata Hołub-Kowalik gościła w Lublinie. Była biegaczka spotkała się z uczestnikami programu „Sportowy Talent 2026”, którego celem jest wyłowienie najbardziej uzdolnionych sportowo uczniów z lubelskich podstawówek.
JK
Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum
