Kolejne – czwarte już – ognisko wścieklizny wykryto w województwie lubelskim. Chorobę odnotowano w miejscowości Żurawce w powiecie tomaszowskim.
– Nosicielem choroby był dziko żyjący lis – mówi lubelski wojewódzki lekarz weterynarii, Monika Michałowska. – Lis wszedł na posesję. Nie bał się w ogóle ludzi. Właściciel próbował tego lisa z posesji przepędzić. Niestety to nie zadziałało. Lis został zabity i zostały pobrane próby do badań. Badania potwierdziły, że przyczyną takiego zachowania u zwierzęcia było zakażenie wirusem wścieklizny. W związku z tym zostały podjęte standardowe kroki. Zostało wszczęte dochodzenie epidemiologiczne. Psy należy trzymać na uwięzi, w pomieszczeniach zamkniętych albo na ogrodzonym terenie zamkniętym.
CZYTAJ: Ponad 50 mln zł na atrakcje w Roztoczańskim Parku Narodowym. Powstanie niezwykła ścieżka
– Kiedy widzimy lisa nie bojącego się ludzi i zachowującego się dziwnie, wezwijmy odpowiednie służby – apeluje Monika Michałowska. – Dość typowym objawem wścieklizny jest, że dzikie zwierzęta tracą naturalny lęk przed człowiekiem. Nie boją się też psów. Znamy przypadki, w których lis wchodził do kojca, gdzie był pies. Każdy przypadek, w jakim zwierzę zachowuje się w dziwny sposób, powinien nas skłonić do tego, żeby nie szukać z nim kontaktu i się oddalić. Jeżeli coś nas niepokoi w zachowaniu zwierzęcia, wskazany jest kontakt z powiatowym lekarzem weterynarii.
W powiecie tomaszowskim wprowadzono też obowiązek szczepienia kotów. Przypomnijmy, że wścieklizna jest chorobą śmiertelną i mogą się nią zakazić zarówno ludzie jak i zwierzęta. Lisy są głównymi jej nosicielami.
MaTo / opr. PrzeG
Fot. pexels.com
