W środę (7.10) w Lublinie do kilkudziesięciu instytucji i placówek rozesłano wiadomości mailowe z informacją o rzekomym podłożeniu ładunku wybuchowego.
– Tego rodzaju sytuację określa się mianem kaskadowego alarmu bombowego – mówi Dariusz Krzysztofik, zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Lublin. – Na 26 takich alarmów – bo tyle przyszło do różnych instytucji i placówek – w 10 podjęto decyzję o ewakuacji. Później policja sprawdziła wszystkie 26 miejsc. Każda z instytucji, każda ze szkół, każdy z urzędów ma opracowane działania, bo te wszystkie alarmy, nazwijmy je bombowe, to nie jest nic nowego. Wszyscy wiedzą, co mają robić. To zdarzyło się nie pierwszy raz. Mniej więcej raz na miesiąc, a może i częściej takie idiotyczne SMS-y czy maile przychodzą. Tutaj nie oceniamy, czy decyzja o ewakuacji była właściwa czy niewłaściwa. Zarządca podejmuje decyzję, ma ku temu prawo, jedni zdecydowali, że ewakuują, i to było 10 obiektów, w tym dworzec, inni zdecydowali, że nie ewakuują, ze względu na to, że prawdopodobieństwo, iż może to być prawdziwy alarm, było po prostu niskie albo znikome.
– Jeśli wpływa takie fałszywe zgłoszenie, to bez względu na to, czy ono polega na prawdzie, czy też nie, w większości oczywiście przypadków nie, natomiast nawet jeśli ono nie polega na prawdzie, to tutaj wszelkie względy bezpieczeństwa są zachowane – mówi starszy posterunkowy Michał Pietraszko z Zespołu Prasowego Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. – Funkcjonariusze natychmiastowo reagują na takie zgłoszenie, informują dane budynki, dane jednostki, w międzyczasie prowadzą analitykę odnośnie tych maili, z których one wypłynęły, czyli tutaj są nasze czynności operacyjne. Oczywiście nie możemy mówić, jak wygląda dokładne namierzanie tych osób.
CZYTAJ: Wywołał fałszywy alarm w szpitalu. Trafił do aresztu
– Najgorszą rzeczą w fałszywych alarmach jest to, że musimy angażować zasoby ratownicze, czyli pojazdy, strażaków w tych miejscach, w których faktycznie nie jesteśmy potrzebni, a być może w tej samej sytuacji, w tym samym czasie będziemy potrzebni gdzie indziej – zaznacza młodszy brygadier Andrzej Szacoń z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. – Oczywiście mamy kilka jednostek na terenie miasta, są jednostki z OSP, w KSRG, które nas wspierają podczas dużych działań, jednakże zawsze w takiej sytuacji, kiedy angażujemy siły w jednym miejscu i jest to alarm fałszywy, ponosimy ryzyko, że gdzieś, gdzie będziemy realnie potrzebni, przy wypadku drogowym, gdzie są osoby poszkodowane, przy pożarze mieszkania, nie będziemy natychmiast, będziemy chwilę później.
– Za fałszywe zgłoszenie o zdarzeniu zagrażającym życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w wielkich rozmiarach grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – wskazuje młodszy aspirant Beata Kieliszek z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – Jeśli chodzi o konsekwencje, dodatkowo sąd może zasądzić zwrot kosztów podjętej akcji ratunkowej i ewakuacji.
CZYTAJ: Autobusy wróciły na swoje trasy. Koniec objazdów przy Dworcu Lublin
– Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie powiedzieć, jakie są koszty, ale one są na pewno bardzo duże – mówi Dariusz Krzysztofik. – Na pewno mogę powiedzieć o kosztach społecznych, czyli że zostały przerwane zajęcia w szkołach, ktoś być może nie mógł załatwić sprawy w urzędzie, bo urząd, dane instytucje nie pracowały przez jakiś czas. Być może ktoś przyjechał specjalnie, żeby załatwić coś bardzo ważnego i nie mógł tego zrobić. A koszty finansowe, no cóż, przyjdzie czas na podliczanie tego wszystkiego, to jest za świeże, bo to było wczoraj, ale one też będą wysokie, bo oni mogli w tym czasie robić całkowicie inne rzeczy, mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego w mieście. Zostali oderwani od swoich codziennych, rutynowych działań, bo trzeba było przejść po wszystkich obiektach. Większość sprawców, znacząca większość jest jednak wykrywana. W Internecie tylko nam się wydaje, że jesteśmy anonimowi i możemy coś ukryć. Wcześniej czy później i tak osoba zostanie najprawdopodobniej przez służby zidentyfikowana i poniesie odpowiedzialność.
Przypomnijmy, że we wtorek informacja o rzekomym podłożeniu bomby została wysłana do szpitala wojewódzkiego.
LilKa / InYa / opr. WM
Fot. Magdalena Michalew
