Uchodzi za najpopularniejszego siatkarza świata. Na Instagramie obserwuje go ponad 2,5 miliona osób. Ran Takahashi, który dołącza do zespołu Bogdanki LUK Lublin, to jednak nie tylko marketingowa marka, ale przede wszystkim znakomity przyjmujący. 25-latek niedawno zdobył z Japonią mistrzostwo Azji, a indywidualnie otrzymał nagrodę MVP turnieju.
Od nowego sezonu Takahashi będzie cieszył swoją grą sympatyków drużyny z Lublina, w którym przebywa od tygodnia. Podczas oficjalnego powitania japońskich zawodników Bogdanki LUK Lublin rozmawiał z nim Józef Kufel.
Jakie są jego pierwsze wrażenia z pobytu w Polsce?
– Pierwsze wrażenia są naprawdę pozytywne. Bardzo życzliwi ludzie, pomocni koledzy z zespołu i trener. Ponadto przyjazne otoczenie dookoła domu, w którym mieszkam. Mnóstwo radosnych dzieci, studentów. Czuję, że to bezpieczny kraj i bezpieczne, piękne miasto.
A co możesz powiedzieć o drużynie, do której dołączasz? Jestem przekonany, że znasz niektórych zawodników, bo grając w siatkówkę trudno nie wiedzieć kim, jest Wilfredo Leon czy Marcin Komenda.
– Tak rzeczywiście nie mogę się już doczekać, by razem z nimi zagrać. Poziom ligi w Polsce i Japonii jest zupełnie inny. Co więcej reprezentacja Polski jest świeżo upieczonym mistrzem Europy. Oczekuję, że to środowisko pomoże mi w rozwoju. Liczę na zdobycie nowych umiejętności i doświadczeń. Myślę, że od moich kolegów wiele się tu nauczę.
Czy wiesz, jak wygląda dopingowanie w Polsce? Jak postrzegasz kibiców, którzy na całym świecie znani są z tego, że wspierają zarówno drużynę narodową jak i poszczególne zespoły.
– Tak, pamiętam jak dwa lata temu, gdy grałem we Włoszech przyjechaliśmy do Warszawy na mecz w pucharze Challenge. Polscy kibice zrobili na mnie spore wrażenie swoim głośnym, gorącym dopingiem. Bardzo dobrze czuję się w takim środowisku. W Lublinie liczę na podobne wsparcie.
Czy rozmawiałeś już z trenerem Stephane’em Antigą na temat swojej roli w drużynie?
– Tak oczywiście. Naszym celem jest mistrzostwo kraju, chcielibyśmy również wygrać Ligę Mistrzów. Z trenerem pracuję zaledwie od tygodnia, więc jeszcze potrzebujemy czasu, by lepiej się rozumieć. To jednak bardzo doświadczony szkoleniowiec i myślę, że wiele będę mógł od niego zaczerpnąć.
A co może być dla ciebie najtrudniejsze w Polsce?
– Szczerze, nie wiem. Jedzenie jest znacząco różne od tego, do którego jestem przyzwyczajony. Zupa, którą ostatnio jadłem, była bardzo smaczna. Poszedłem też do restauracji, gdzie miałem okazję spróbować nieco polskiej kuchni. Wydaje mi się, że sporo w niej wołowiny. Na razie mogę jednak powiedzieć, że wszystko co jadłem, było dobre i zamierzam próbować kolejnych polskich potraw.
A wracając do tematów sportowych, polska ekstraklasa jest określana jako najmocniejsza na świecie. Przed waszą drużyną natomiast walka o najwyższe cele, zarówno w Tauron Lidze, jak i w Lidze Mistrzów.
– Oczywiście, dam z siebie wszystko. Myślę, że mój styl gry jest nieco inny od tego, który prezentują polscy zawodnicy. Mój znak firmowy to solidna obrona, dokładne dostarczanie piłki i twarda mentalność. W tym chcę pomóc drużynie. Ale mam nadzieję, że poza skuteczną grą w defensywie wniosę coś również w ataku.
Chciałem również zapytać o Twoich kibiców. Słyszałem, że gdy grałeś we Włoszech sporo kibiców z Japonii przyjeżdżało na Twoje mecze. Czy tak będzie również w Lublinie?
– Tak, jestem tego pewien. Bardzo liczę na to, że kibice z mojego kraju będą obecni w lubelskiej hali, by dopingować mnie i moją drużynę. Mam nadzieję, że będzie im się podobać w Polsce.
Czy obecność kolegi z reprezentacji Tomohiro Ogawy jest sprzyjającą okolicznością?
– Tak, dobrze czujemy się ze sobą i świetnie rozumiemy na parkiecie. Mamy wypracowanych wiele schematów gry. Będę mu trochę pomagał w komunikacji. Tomohiro nie mówi zbyt dobrze po angielsku, przypadnie mi więc rola tłumacza. Mam nadzieję, że dla nas obu pobyt w Lublinie będzie świetnym doświadczeniem.
A czy potrafisz już coś powiedzieć po polsku?
– „Dzień dobry”, „dziękuje” i „siema”. Chcę jednak nauczyć się więcej.
JK
Fot. Magdalena Michalew
