Dzieci w karetce. Uczyły się, jak wezwać pomoc w nagłej sytuacji

EAttachments9830285185ef353d80094f7c70dfe01ade719cb xl

Karetka nie ma już dla nich tajemnic – uczniowie szkoły podstawowej w Piaskach odwiedzili Ośrodek Szkoleniowy Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego przy ulicy Bursaki w Lublinie. Tam dowiedzieli się jak wezwać pomoc, co zrobić, gdy ktoś przestaje oddychać, a także jak poprawnie opatrzeć ranę.

– Przyjechaliśmy tutaj na warsztaty, żeby dowiedzieć się, co się robi na przykład w karetce, co się robi, jak się będzie pielęgniarką albo lekarzem i jak ratować ludzi. Można zrobić sztuczne oddychanie, można też podać kroplówkę, jak ktoś na przykład mało je – mówią młodzi uczestnicy zajęć.

– Pan zaprowadził nas do tej karetki, pozwolił grzebać po wszystkich szufladach tylko żeby nie psuć i można niektóre brać do domu – dodają dzieci.

– A pod jaki numer dzwonimy, jak coś się stanie?

– Pod 112!

CZYTAJ: Lubelscy lekarze z nowatorską operacją. Całkowite usunięcie płuca z pomocą robota [ZDJĘCIA]

– Są lekcje odnośnie numerów alarmowych – mówi Marta Szabała, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej im. Mikołaja Kopernika w Piaskach. – Uczniowie wykonują plakaty. Mówią, kiedy dzwonić i jak korzystać z tych numerów bezpiecznie, żeby nie narobić sobie jakichś kłopotów, bo i dla zabawy czasem potrafią. Ale tutaj jak najbardziej. Są odważni. Nawet kiedyś nasi uczniowie widzieli kota tonącego, to wiedzieli, że trzeba zadzwonić na straż pożarną.

– Tu dzieciaki mogą sobie zobaczyć, jak wygląda środowisko pracy ratownika medycznego w zespole wyjazdowym ratownictwa medycznego, czyli po prostu w karetce – tłumaczy ratownik medyczny, instruktor Piotr Jewsiejczyk.

CZYTAJ: Trzy dni zbiórki na cmentarzu przy Lipowej. Wolontariusze znów ruszą z puszkami

RL: Czy zdarzają się takie wyjazdy, gdzie dziecko wzywa pomoc i dziecko udziela takiej podstawowej pierwszej pomocy?

– Tak, zdarzają się takie zdarzenia – potwierdza Piotr Jewsiejczyk. – Wtedy dziecko wykorzystuje te wszystkie umiejętności, które tutaj sobie nabywa. Widzi, że ten kontakt ze służbą zdrowia wcale nie musi być taki traumatyczny, bo my tu pozwalamy dzieciom tak naprawdę robić wszystko w tej karetce. Mogą sobie dotknąć, mogą sobie otworzyć, mogą sobie zabrać nawet do domu, mogą nawet zepsuć. Wszystko generalnie po to, żeby ich po prostu troszeczkę tak pootwierać.

RL: A jak wygląda w rzeczywistości właśnie taki wyjazd, gdy to dziecko wzywa pomoc?

– To już jest kwestia i rola dyspozytora medycznego, który umiejętnie prowadzi rozmowę z dzieckiem. Raczej koncentrujemy się na takich podstawowych rzeczach, żeby dziecko miało świadomość, gdzie się znajduje. Żeby wiedziało, w jaki sposób konkretnie podać adres, na którym piętrze mieszka. Ewentualnie mogło ocenić stan osoby. Pamiętajmy też, że to też może być niebezpieczne dla niektórych ze względu na to, że dziecko może być świadkiem na przykład leżącej osoby na ulicy. I my nie wiemy, w jaki sposób ta osoba się zachowa, więc nie stawiamy na to, że dziecko wykona za nas taką niebezpieczną pracę – dodaje ratownik.

– Jest bardzo fajnie. Lubię zwłaszcza takie karetki. Jestem pierwszy raz w takiej karetce i fajnie, że możemy wszystko tutaj klikać, wyłączać, wyjmować, zabierać – mówią uczestnicy.

CZYTAJ: „Lalkomania” w Lublinie. Śladami powieści Prusa [ZDJĘCIA]

– Myślę, że teraz są takie czasy, że coraz więcej tych zajęć się przeprowadza – uważa Agnieszka Siennicka ze Szkoły Podstawowej w Piaskach. – Dzieci bardzo chętnie uczestniczą w tego typu właśnie warsztatach, zajęciach. Mają dużą wiedzę. Akurat w tej klasie, która teraz uczestniczy w warsztatach, matki dzieci są pielęgniarkami, mamy też tatę ratownika medycznego. Tak że dzieci są bardzo zadowolone, że tu przyjechały, że czegoś jeszcze nowego się dowiedzą, że to są takie warsztaty od kuchni.

Warsztaty odbyły się w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym przy ulicy Bursaki w Lublinie, które cyklicznie zaprasza uczniów przedszkoli i szkół z regionu na tego typu zajęcia.

MaK / opr. PrzeG

Fot. Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe SP ZOZ w Lublinie FB

Exit mobile version