Dron, który w środę (21.10) spadł na posesję w Lubaczowie na Podkarpaciu został skonstruowany tak, że nie mógł przelecieć dużej odległości – informuje Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która zajmuje się sprawą.
– Ze wstępnej analizy wynika, że mamy do czynienia z dronem o napędzie elektrycznym. Wedle specjalistów, którzy uczestniczyli w czynnościach na miejscu zdarzenia, tego rodzaju obiekt nie jest przeznaczony do pokonywania znacznych odległości od miejsca startu. Bezzałogowy obiekt powietrzny miał przyczepiony do jego struktury pakunek. Ten pakunek został w sposób bezpieczny zabezpieczony oraz przekazany do Warszawy do badań. Zaś sam dron został przekazany do służby kontrwywiadu wojskowego – mówi rzecznik prokuratury Marcin Kozak.
Wcześniej stwierdzono, że obiekt nie stwarza zagrożenia radiologicznego, biologicznego, chemicznego ani wybuchowego. Śledztwo prowadzi wydział wojskowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
CZYTAJ: Niezidentyfikowany obiekt spadł na posesję. Służby na miejscu
Obiekt został odnaleziono w środę około godziny 13.00. Z uwagi na nieznane pochodzenie i charakter maszyny, prewencyjnie podjęto decyzję o ewakuacji mieszkańców z części okolicznych domów.
RyK / opr. ToMa
Fot. PAP/Darek Delmanowicz
