25.10.2026 Borszcz Ukraiński po Lubelsku – Wołodymyr Danyłenko

EAttachments98268037dd13d45ca04f4e3c390ad6b72f61bea

Anna Kovalova: 

Czy talent można zamknąć w klatce? I czy miłość potrafi przekroczyć granice ludzkiego losu? O tym opowiada „Klatka dla wilgi” – powieść ukraińskiego pisarza Wołodymyra Danyłenki. O której za chwile. Witam przy mikrofonie – Anna Kovalova.  

————-

Wołodymyr Danyłenko jest pisarzem, krytykiem i badaczem literackim. Spotkaliśmy się w Lublinie podczas tegorocznego Wschodniego Ekspresu Literatury. Z tej okazji polscy czytelnicy mogli poznać jego powieść. O inspiracjach, niezwykłej bohaterce i historiach, które rodzą się zarówno z wyobraźni, jak i z prawdziwego życia opowie sam, Wołodymyr Danyłenko

Wołodymyr Danyłenko: To książka o talencie w kraju totalitarnym. Ale przede wszystkim jest to oczywiście książka o miłości – miłości jako zjawisku uniwersalnym, wszechogarniającym. O miłości mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny, o miłości dzieci do rodziców, o miłości, na której opiera się świat.

Anna Kovalova: Na co warto zwrócić uwagę podczas czytania powieści?

Wołodymyr Danyłenko: Przede wszystkim na obsesyjne oddanie głównej bohaterki swojej pasji. W tej powieści pokazuję, że prawdziwe talenty, geniusze, rodzą się z kosmosu. Są wytworem świata, w którym żyją. Śpiewaczka Alina Iwaniuk jest częścią tego świata. W dzieciństwie naśladowała ptaki, próbowała jak najwierniej odtwarzać ich śpiew, dzięki czemu rozwinęła fenomenalny słuch muzyczny i pamięć. Potrafiła zapamiętać każdą melodię już po pierwszym przesłuchaniu, a następnie dokładnie ją odtworzyć. Słuchała utworów w różnych językach i zapamiętywała je. Kiedy ktoś mówił jej: „Przecież nie znasz tego języka”, odpowiadała, że muzyka jest miłością, a miłość nie potrzebuje tłumaczenia. Muzyka to dusza człowieka. To sztuka, która najmocniej porusza ludzi, a w niej samej była ona czymś niezwykle naturalnym. Jej bezgraniczne oddanie własnemu powołaniu wynikało z natury, której była częścią. Dorastała wśród śpiewających ptaków i ostatecznie do nich powróciła, ponieważ nie pozwolono jej rozwinąć kariery z powodu działalności samizdatowej „Samwydaw”.
 Samizdat, czyli dosłownie z języka ukr.  „sam wydaję” – nieoficjalne, niezależne od cenzury przygotowywanie i rozpowszechnianie utworów literackich, publicystycznych, politycznych czy religijnych, poza kontrolą państwowych wydawnictw.

Anna Kovalova: Alina Iwaniuk to postać autentyczna czy fikcyjna?

Wołodymyr Danyłenko: Nie, to postać fikcyjna, ale tworząc ją, oczywiście wzorowałem się na swojej matce. Myślę, że wszyscy, którzy ją znali, pamiętają, jak śpiewała od rana do wieczora. Budziła się i śpiewała, śpiewała bez końca – miała w głowie ogromną liczbę tekstów piosenek. Była bardzo aktywna, pełna energii, nieustannie czymś zajęta w domu, a przy tym cały czas śpiewała. Rzeczywiście zdobyła nagrodę w konkursie wojewódzkim, a nawet otrzymała skierowanie na studia. Po wojnie miała wyjechać na studia do Konserwatorium w Leningradzie, bez konieczności przechodzenia zwykłej procedury rekrutacyjnej. Wygrała konkurs, otrzymała dyplom i główną nagrodę, która dawała jej możliwość przyjęcia do konserwatorium bez egzaminów. Ostatecznie jednak nie wyjechała, ponieważ mój dziadek po śmierci żony i zakończeniu wojny ponownie się ożenił. Poślubił młodą kobietę i powiedział, że nie jest w stanie pomóc mamie. W tamtych powojennych latach życie było bardzo trudne, więc musiała radzić sobie sama. W tym czasie moja matka poznała mojego ojca. Wyszła za mąż, urodziła dzieci i oczywiście nie wyjechała już na studia. To zwyczajna historia z życia naszej rodziny. Wykorzystałem ją jednak w swojej powieści, ponieważ dobrze znałem ten typ kobiety – całkowicie oddanej muzyce, obdarzonej doskonałą pamięcią i pięknym głosem. Nie musiałem niczego wymyślać, bo znałem to wszystko od dzieciństwa.

Anna Kovalova: Dlaczego właśnie proza? Dlaczego wybrał Pan tę drogę twórczą?

Wołodymyr Danyłenko: Proza daje możliwość opowiadania historii. Od dzieciństwa nieustannie je wymyślałem. Zawsze byłem w centrum uwagi: chłopcy gromadzili się wokół mnie, a ja wymyślałem wszystko, o co mnie prosili – najróżniejsze opowieści. Dawali mi orzechy włoskie i jabłka, żebym tylko opowiadał im kolejne historie. Potrafiłem ich wciągać w różne opowieści, często parodiowałem innych, opowiadałem o naszych wspólnych znajomych i wymyślałem rozmaite fabuły. Tworzenie historii przychodziło mi z łatwością. W swoich utworach wykorzystuję jednak nie tylko historie zmyślone, lecz także te, które usłyszałem od innych. Historia, która naprawdę się wydarzyła i sama w sobie ma potencjał fabularny, może być niezwykle mocna. Jeśli umiejętnie się ją wykorzysta, utwory oparte na prawdziwym życiu bywają czasem silniejsze niż te całkowicie wymyślone. Mam sąsiada, przy którym dorastałem. To były milicjant, od dawna na emeryturze. Wszyscy uważają go jednak za kłamcę. Ja sądzę, że jest po prostu niespełnionym pisarzem. Wymyśla tyle niesamowitych historii! Jestem jedyną osobą, która regularnie go słucha, bo nikt inny nie chce tego robić. Wszyscy uważają, że zwyczajnie zmyśla, a czas spędzony na słuchaniu go to strata czasu. On sam tego nie rozumie, przychodzi więc do mnie i opowiada mi swoje historie. A ja wykorzystuję wiele z nich w swojej twórczości, choć sam ich nie wymyślam. Mam opowiadanie zatytułowane „Krzyk grzyba”. To historia, którą usłyszałem właśnie od sąsiada. Kiedy był chłopcem, obserwował swojego dziadka, który nocami chodził do lasu z latarnią, siadał pod dębem i nasłuchiwał, jak pęka ziemia, gdy grzyb przebija się przez jej powierzchnię. Podążał za tym dźwiękiem i wbijał w tym miejscu patyczki. O świcie wracał do oznaczonych miejsc i ścinał grzyby. Innymi słowy, znajdował grzyby, kierując się słuchem. Sąsiad opowiedział mi też inną historię. Kiedy był młody, zakochał się w pewnej kobiecie, ale jego rywal był od niego znacznie silniejszy, większy i zdrowszy. Wiedział, że nie ma z nim szans. Wtedy siostra poradziła mu, żeby zjadł młodego muchomora. Zjadł go i wpadł w taki szał, że wskoczył na konia i pognał do swojego rywala. Kiedy tamten zobaczył go w tym szaleńczym stanie, zupełnie stracił pewność siebie. Sąsiad rzucił się na niego i w ten sposób zwyciężył. Po tym wydarzeniu rywal już nigdy więcej mu nie dokuczał. Opublikowałem tę historię w gazecie „Literaturna Ukraina”. Po publikacji zaczęli do mnie dzwonić ludzie i prosić o przepis na tego muchomora. A wszystko to wymyślił mój sąsiad. To jego zmyślona historia.

Anna Kovalova: 

Moim gościem był Wołodymyr Danyłenko – ukraiński pisarz, literaturoznawca, badacz i krytyk literacki, producent projektów literackich. Na drugą część rozmowy z autorem zapraszam Państwa za tydzień. Dziękuję Państwu za dziś i do usłyszenia za tydzień! Anna Kovalova, Radio Lublin.

Fot. Anna Kovalova

Exit mobile version