Dyrekcja Instytutu Medycyny Wsi zamierza zwolnić 14 osób – 10 pielęgniarek i 4 rehabilitantów – dowiedziało się Radio Lublin. Informacje te potwierdzają związki zawodowe i mówią o niepokojącej sytuacji w szpitalu.
Jak dowiedział się reporter Radia Lublin, częstą praktyką w szpitalu są jednoosobowe dyżury pielęgniarskie – ponad siły osób dyżurujących. Niektórzy mówią wprost o zagrożeniu dla pacjentów.
Braki kadrowe, jednoosobowe dyżury, a także widmo zwolnień personelu z wieloletnim stażem – w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie sytuacja, jak mówią nasi rozmówcy, staje się coraz bardziej napięta. Jak udało nam się dowiedzieć, na oddziałach brakuje rąk do pracy, a personel mówi wprost o braku bezpieczeństwa.
CZYTAJ: Pacjent z zawałem nie dostał się na izbę przyjęć. Dwie osoby zwolnione dyscyplinarnie
O pracy ponad ludzkie siły podczas jednoosobowych dyżurów opowiada Radiu Lublin anonimowo jedna z pielęgniarek pracujących w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie: – Na oddziale diabetologii była na nocnym dyżurze jedna pielęgniarka, dziewczyna straciła przytomność na korytarzu, ratowali ją pacjenci. Na oddziale diabetologii na jednoosobowym dyżurze była w nocy jedna pielęgniarka, doszło do nagłego zgonu pacjenta. Była też dziewczyna, miała bardzo otyłego pacjenta. Pacjent jej się przewrócił, upadł na podłogę i nie była sama go w stanie podnieść.
– Była też taka sytuacja na oddziale chorób zakaźnych, (o ile się nie mylę, to było w tym roku, chyba w lipcu). Dziewczyna również rozpoczęła dyżur nocny jednoosobowy i doszło do zatrzymania parametrów życiowych u pacjenta. Razem z lekarzem podjęli akcję reanimacyjną. Akcja reanimacyjna, kiedy prowadzi ją jedna pielęgniarka, jest nie do przebrnięcia. Nie mamy urządzeń do masażu serca, masujemy to ręcznie. W trakcie tej reanimacji wykonano telefon do innej koleżanki, żeby natychmiast wsiadała w samochód i przyjeżdżała do pracy, bo trwa reanimacja i jedna osoba nie daje rady. Ta dziewczyna tak jak stała, tak wsiadła do samochodu i przyjechała z domu – opowiada dalej pielęgniarka.
Pielęgniarki w związku z widmem utraty pracy poszły na zwolnienia lekarskie, stąd m.in. braki kadrowe.
A o realiach pracy na oddziałach mówi anonimowo jedna z lekarek instytutu|: – To prawda, że była jedna pielęgniarka. I to prawda, że nastąpiły dziwne zmiany organizacyjne. Jednoosobowe dyżury pielęgniarskie to jest coś, do czego już chyba wcześniej były panie na niektórych oddziałach przymuszone. Wczoraj rzeczywiście tej obsady bardzo brakowało i – z tego co wiem – zostały wprowadzone duże zmiany organizacyjne. Oddział został połączony z innym oddziałem, bo nie było możliwości zapewnienia obsady pielęgniarskiej.
O niepokojącej sytuacji w placówce mówi Radiu Lublin też przewodnicząca zarządu regionu lubelskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Bernarda Machniak: – Zdarzały się pojedyncze dyżury, które koleżanka zgłaszała. Zgłaszała je też do swojej przełożonej, która nie reagowała. Zgłaszane były do Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Lublinie. Jako region lubelski patrzymy na tę sytuację z przerażeniem. Jak można pozostawić pojedynczy dyżur i 20-30 pacjentów pod opieką jednej pielęgniarki. Nie jest to zgodne z zasadami, z tego względu, że wtedy pielęgniarka nie ma zapewnionych przerw regulaminowych. A nawet przy wyjściu do toalety czy wyjściu z pacjentem na badania diagnostyczne oddział zostaje bez opieki. I kto się ma zająć pozostałymi pacjentami?
Lekarze zwracają nam także uwagę na to, że takie zarządzanie placówką może uderzyć przede wszystkim w chorych: – Atmosfera ogólnie w instytucie jest bardzo zła. Ludzie czują się zastraszeni – każdy obawia się o swoją pracę. Tu rodzi się problem, że – mając pracowników etatowych – próbuje się usunąć te osoby, żeby ich pracę dać ludziom, którzy będą pracować na umowie zlecenie. Zwolnienie tych osób będzie miało wpływ na to, jak się będzie dało realizować kontrakt z NFZ w przyszłości. Wydaje mi się, że to bardzo obniża jakość – mówi jeden z lekarzy placówki, chcący zachować anonimowość.
Trudne warunki pracy dostrzegają też sami pacjenci. Wśród nich pan Paweł, który leżał na oddziale diabetologii Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie przez kilka dni: – Wychodziłem wczoraj ze szpitala i okazało się, że nie ma obsady. Pielęgniarki, które były w nocy we dwie na zmianie, zostały na dzień. Ściągnięto pielęgniarki z tych zleceniowych kolejny dzień do pracy. Były takie kuriozalne sytuacje, że osoby zostały przyjęte na przykład w środę, (gdzie czekały na planowane przyjęcie do szpitala kilka tygodni czy kilka miesięcy), a okazało się, że w czwartek zostały nagle wypisane.
Jak podkreślają specjaliści, Instytut Medycyny Wsi w Lublinie jest ważnym ośrodkiem w Polsce Wschodniej w leczeniu m.in. choroby stopy cukrzycowej. Leczona nieprawidłowo może doprowadzić do konieczności amputacji kończyny.
– Jako diabetolog mogę tam odesłać pacjenta z takim problemem, żeby był właściwie leczony. To jedyny ośrodek w okolicy specjalizujący się w tym leczeniu i gwarantujący kompleksowe leczenie – mówi przewodniczący lubelskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego prof. Grzegorz Dzida. – Bardzo często niewłaściwe leczenie zespołu cukrzycowej choroby stopy kończy się amputacją.
Gdyby taki ośrodek wypadł z obiegu, jakie miałoby to konsekwencje dla pacjentów i całego systemu?
– Pacjenci straciliby miejsce, gdzie właściwie leczą ten zespół. Musiałbym takiemu pacjentowi proponować ośrodki w Warszawie i w Krakowie – odpowiada prof. Grzegorz Dzida.
Nastroje wśród pracowników szpitala są katastrofalne. Po ujawnieniu listy osób przeznaczonych do zwolnienia na korytarzach Instytutu Medycyny Wsi mówi się o kolejnych cięciach etatów.
– Atmosfera jest straszna. W tej chwili czujemy się cały czas zastraszani. Po ukazaniu się listy tych osób do zwolnienia, dochodzą nieoficjalne informacje, że to nie jest koniec zwolnień w naszym zakładzie pracy, że są plany zwolnienia nawet wszystkich pań pielęgniarek i przekształcenia ich umów na kontrakty lub umowy zlecenia – mówi jedna z pielęgniarek.
Próbowaliśmy porozmawiać z dyrektorem Instytutu osobiście, ale ten na widok dziennikarza szybko oddalił się do swojego gabinetu i już z niego nie wyszedł. I nie chciał odpowiedzieć na nurtujące nas pytania.
O komentarz poprosiliśmy też organ nadrzędny placówki, czyli Ministerstwo Zdrowia. Pomimo wysłanych mailowo pytań do momentu emisji tego materiału resort nie nadesłał odpowiedzi.
Tuż przed publikacją materiału odpowiedź nadesłał nam Instytut Medycyny Wsi, tłumacząc iż znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, przez co nastąpiła konieczność restrukturyzacji zatrudnienia.
W mailu przesłanym do redakcji Radia Lublin czytamy też: „Pomimo podejmowanych działań naprawczych, nie ma obecnie możliwości utrzymywania dotychczasowego poziomu kosztów osobowych bez narażania Instytutu na dalsze pogłębianie straty, utratę płynności finansowej oraz ryzyko niewywiązywania się z podstawowych zobowiązań (…) w chwili obecnej sytuacja finansowa wymaga redukcji zatrudnienia”.
MaTo / opr. ToMa
Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum
Poniżej przedstawiamy całe stanowisko dyrekcji Instytutu Medycyny Wsi im. Witolda Chodźki:
– Instytut znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej przez co nastąpiła konieczność restrukturyzacji zatrudnienia. Pomimo podejmowanych działań naprawczych, nie ma obecnie możliwości utrzymywania dotychczasowego poziomu kosztów osobowych bez narażania Instytutu na dalsze pogłębianie straty, utratę płynności finansowej oraz ryzyko niewywiązywania się z podstawowych zobowiązań. Decyzja o przeprowadzeniu restrukturyzacji zatrudnienia była przesuwana w czasie z uwagi na podejmowane inne działania mające za cel utrzymanie poziomu zatrudnienia, jednak w chwili obecnej sytuacja finansowa wymaga redukcji zatrudnienia. Obecne władze Instytutu zastały złą kondycję finansową i pogłębiające się zadłużenie. Pomimo podejmowanych wielu działań nie jest możliwe utrzymanie obecnej wielkości zatrudnienia. Chcemy wyprowadzić finanse Instytutu na prostą i w przyszłości po ich ustabilizowaniu rozwijać usługi i tym samym świadczyć usługi lepszej jakości, ale do tego niezbędne jest ustabilizowanie sytuacji finansowej.
Dyrekcja Instytutu pozostaje transparentna wobec pracowników. W dniu 18 września 2026 r. odbyło się spotkanie Dyrektora Naczelnego ze wszystkimi związkami zawodowymi, na którym zostały przedstawione plany restrukturyzacji zatrudnienia. Związki zawodowe, znając sytuację finansową Instytutu wykazały zrozumienie dla zaistniałej sytuacji, która jest trudna dla wszystkich.
W chwili obecnej procent zajętych łóżek na Oddziałach Szpitalnych Instytutu to ok. 50%, przez co Instytut planuje redukcję ilości łóżek. Tym samym Instytut planuje zwiększenie intensywności wykorzystania istniejących łóżek w ramach posiadanej wielkości kontraktu z NFZ. Aby utrzymać obecny stan zatrudnienia Instytut potrzebowałby zwiększenia kontraktu z NFZ, co w obecnej sytuacji może być niemożliwe do spełnienia.
Pragniemy wskazać, że Instytut udziela świadczeń zdrowotnych Pacjentom zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i należytą starannością oraz spełnia wskaźniki zatrudnienia wymagane przez NFZ. Zachęcamy słuchaczy Radia Lublin do korzystania ze świadczeń zdrowotnych oferowanych przez IMW. Oferta świadczeń na NFZ i świadczeń komercyjnych znajduje się na stronie www.imw.lublin.pl.
Z poważaniem Renata Kaliszewska, Biuro Dyrektora Instytut Medycyny Wsi.
