Bramkarka PGE MKS-u El-Volt Lublin Weronika Gawlik oficjalnie pożegnała się z kibicami. Zawodniczka, która występowała w lubelskiej drużynie od 2011 roku, rozbrat ze sportem ogłosiła na zakończenie poprzedniego sezonu, ale uroczystość z tym związana odbyła się przy okazji pierwszego domowego meczu MKS-u w kolejnych rozgrywkach.
Była już bramkarka przyznała, że 15 lat w Lublinie minęło jej jak…jeden mecz.
– Z perspektywy czasu to było bardzo szybko – mówi Weronika Gawlik. – Były momenty dłuższe, szczególnie w okresach przygotowawczych, kiedy trzeba było biegać na bieżni, to na pewno bym powiedziała, że strasznie mi się dłuży ta kariera, ale z perspektywy czasu to jest chwilka i już po wszystkim.
Pamiętasz ten moment, kiedy przychodziłaś do Lublina?
– Pamiętam, to był dla mnie trudny moment w karierze, bo mój poprzedni klub się rozpadł z powodów finansowych, więc byłam bardzo wdzięczna za to, że mogę kontynuować swoją karierę w Lublinie. Pierwsze lata były dla mnie bardzo trudne, cały czas myślałam, że jeszcze wrócę na Śląsk, że to jest tylko taki przystanek w mojej karierze i że po prostu wrócę do domu, a okazało się, że z czasem czułam się tu z każdym sezonem coraz lepiej, stanowiłam coraz większą wartość dla zespołu i zostałam przez 15 lat i właściwie Lublin na dzień dzisiejszy jest moim domem.
Zawsze przy tej okazji padają pytania, co dalej, co po zakończeniu kariery sportowej?
– Przygotowywałam się do tego już od jakiegoś czasu, skończyłam jedne, drugie i trzecie studia. Jestem też trenerem bramkarek, ale tu już robię tę robotę od wielu lat. Tutaj wiele zawdzięczam mojemu ostatniemu trenerowi od bramkarek, trenerowi Tomkowi Błaszkiewiczowi, który mnie też prowadzi w tym, żebym mogła być jak najlepszą trenerką od bramkarek. W tym sezonie zaczęłam wykonywać tę pracę w troszeczkę większym wymiarze czasu, a dodatkowo jestem adwokatem kościelnym.
Rzeczywiście ciekawe zainteresowanie, ale wróćmy jeszcze do tej kariery, bo nie da się ukryć, że razem z lubelską drużyną odniosłaś dużo sukcesów. Który z nich wspominasz najmilej?
– Każdy złoty medal wspominam bardzo miło, szczerze mówiąc też pierwszy brązowy medal, jaki zdobyłam z zespołem z Lublina, który może tutaj dla lubelskiej widowni był zawodem, dla mnie był ogromnym sukcesem, bo wtedy zaczynałam grać poważne zawody i dostawałam dużo czasu na boisku. No jednak tak najbliżej serduszku jest potrójna korona.
Czyli 2018 rok i zwycięstwo w rozgrywkach ligowych, w Pucharze Polski oraz w europejskich rozgrywkach Challenge Cup.
– Dokładnie o to mi chodzi.
Nie da się ukryć, że po drodze były także występy w reprezentacji i te słynne już mistrzostwa świata w 2015 roku, kiedy zajęłyście czwarte miejsce. Ty chyba najbardziej jesteś pamiętana z tego meczu ćwierćfinałowego z Rosjankami.
– Tak, dokładnie. Jest to mi ostatnio bardzo często przypominane. Bardzo się cieszę, że zostałam zapamiętana w ten sposób, że wniosłam swój wkład w ten sukces polskiej piłki ręcznej. Co mogę powiedzieć? Jestem zadowolona zarówno swojej kariery tutaj na parkietach klubowych, jak i międzynarodowych z tym orzełkiem na piersi.
Czy będziesz jeszcze bardziej się angażowała w piłkę ręczną, czy pozostaniesz raczej przy tym innym zawodzie?
– W tym sezonie angażuję się dużo więcej w szkolenie dzieci i młodzieży niż w poprzednich sezonach i mam nadzieję, że to się tak utrzyma. To jest takie moje marzenie, żeby połączyć taką pracę biurową troszeczkę z pracą z dziećmi i troszeczkę jeszcze tej piłki ręcznej zaszczepić w najmłodszych.
Koleżanki kilka lat czekały na triumf. Ty też czekałaś. Nie doczekałaś się zdobycia trofeum, bo w ostatnich latach wiadomo, że było Zagłębie. Teraz już po zakończeniu przez ciebie kariery jest Superpuchar wywalczony przez lubelski klub. Nie żal trochę, że stało się to bez ciebie?
– Nie rozpatruję tego zupełnie w takich kategoriach. Bardzo się cieszę, że ten puchar dziewczyny zdobyły, bo to jest na pewno taki dobry prognostyk na cały sezon. Myślę, że decyzja o zakończeniu kariery była podjęta w dobrym momencie. Świadczą też o tym liczby, czyli takie ładne 15 w jednym klubie. Niebawem też skończę okrągłe urodziny, nie powiem które, ale myślę, że wszystkie liczby i też te dodatkowe zajęcia poza sportem świadczyły o tym, że już powinnam skończyć karierę i oddać bramkę w całości pozostałym koleżankom.
Ale będziesz im dalej kibicowała?
– Oczywiście, kibicuję, trzymam za nie kciuki i wydawało mi się, że będę potrafiła przyjść na mecz obojętnie, jednak te ręce same się unoszą do braw, kiedy dziewczyny zdobywają bramki bądź bronią.
Weronika Gawlik w barwach MKS-u rozegrała blisko 350 spotkań, a w reprezentacji Polski wystąpiła ponad 100 razy.
AR
Fot. Wojciech Szubartowski
