„Warto ćwiczyć, warto się przygotowywać”. Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniu?

EAttachments97574274f62c0dd960f6d361c3d00e1b0caa0b4 xl

Rozmowa z dziećmi o bezpieczeństwa nie należy do łatwych. Dorośli muszą podejść do niej w sposób zadaniowy i spokojny,. Kluczem jest budowanie poczucia przygotowania, a nie lęku – i to rola rodziców. O tym w jaki sposób możemy przygotować dzieci na sytuacje kryzysowe mówiła Kinga Zielińska trenerka pierwszej pomocy psychologicznej przy Polskim Czerwonym Krzyżu w Lublinie w rozmowie z naszą reporterka Karolina Ryniak.

CZYTAJ: Nie ignorujmy alarmów. Eksperci o reakcji na zagrożenie

Co zrobić i jak reagować, jeśli dziecko podczas dźwięku syreny wpada w panikę, płacze lub zatyka uszy? 

– Na pewno nie ignorować tych emocji, a starać się uspokoić, starać się zwrócić uwagę, że po stronie dorosłych jest ten etap zaopiekowania. Natomiast ja sobie myślę, że trzeba wyjść trochę etap w tył do przygotowania na wypadek kryzysu. Nie tylko w momencie kryzysu, ale rozmawiać z dziećmi, nie unikać tych rozmów, mówić szczerze i stosownie do wieku dziecka, wyjaśniać, odpowiadać na pytania. A dzieci często zadają pytania, a dlaczego tak, więc starajmy się dostosowywać i w tym czasie takim bezpiecznym, nazwijmy to, przygotowywać, że czasami są takie sytuacje, które mogą być trudniejsze. Mogą wyć syreny, może być głośno, może być zamieszanie, ale żeby nie panikować. Jeśli to jest w żłobku czy w szkole, to żeby słuchać nauczyciela czy pani przedszkolanki, zwracać uwagę na to, co robią dorośli i że na pewno będą zapewnione bezpieczne warunki. 

Mówiła pani troszeczkę o tym, że trzeba się cofnąć i ćwiczyć też te procedury. W jaki sposób ćwiczyć takie procedury z dzieckiem, na przykład co mogą zrobić rodzice właśnie w takich kontrolowanych warunkach? 

– W kontrolowanych warunkach, chociażby od małych kroków. Mamy teraz powszechne warsztaty ochrony ludności. Mówimy o plecaku ewakuacyjnym, o przygotowaniu na moment kryzysu. Możemy chociażby siąść z dzieckiem i powiedzieć, że pakujemy taki plecak , można o tak nazwać, na przygodę i co by dla niego było ważne, co by chciało wziąć, na co powinno zwrócić uwagę i tak stopniowo tymi małymi krokami ten temat oswajać, żeby faktycznie w tym momencie kryzysu to dziecko już było przygotowane tak mentalnie, że faktycznie, jeśli wyjął syreny, to mamy wziąć ten plecak, coś się będzie działo. Natomiast stosownie do wieku oswajajmy, przygotowujmy, rozmawiajmy wcześniej. Moment kryzysu to już jest ten moment kryzysu i każdy z nas będzie się stresował. Natomiast nasz mózg nie odróżnia sytuacji symulowanych od prawdziwych, więc jeśli sobie coś przygotowujemy, opracowujemy w takich właśnie kontrolowanych warunkach, to większe prawdopodobieństwo, że w sytuacji realnej zachowamy zimną krew i spokój. 

Mówiła właśnie Pani też o tych emocjach, które towarzyszą w sytuacji kryzysowej. To nie tylko emocje dzieci, to też emocje dorosłych. Czy warto mówić dzieciom o tych emocjach, że właściwie takie same towarzyszą też dorosłym. Jak sobie z nimi dorośli radzą? 

– Oczywiście o emocjach warto rozmawiać i znowuż też nie tylko w momencie kryzysu, ale i wcześniej. To jest nasze takie zadanie domowe, żeby tą lekcję odrabiać wcześniej, a nie już na sprawdzianie. Natomiast można się podzielić, że dla osoby dorosłej to też jest trudne, że to też jest wymagająca, stresująca sytuacja. Natomiast, że robimy po kolei jakieś etapy, czy idziemy w miejsce bezpieczne, czy właśnie bierzemy ten plecak. Jeśli to zdarzenie się dzieje w szkole, w przedszkolu, w żłobku, to, że mamy tak podążać za tą osobą, która się nami opiekuje. Emocje się udzielają, więc jeśli osoba dorosła zachowa spokój, dziecko też będzie spokojne. Trudno mu będzie zrozumieć to, co się dzieje, ale na pewno będzie odzwierciedlało – aha, jeśli osoba dorosła zachowuje spokój, to znaczy, że ja też powinnam

A co w takich sytuacjach, kiedy dzieci zaczynają zadawać dosyć trudne pytanie, na przykład – czy grozi nam niebezpieczeństwo. Jak odpowiadać w takich sytuacjach? 

– Z jednej strony nie strasząc, czyli nie mówiąc wprost tak, ale z drugiej strony nie unikając tematu i nie mówiąc nie, nie, na pewno nie. Bo to wtedy też oszukujemy, bo tak naprawdę nie wiemy, czy grozi, czy nie, ale bądźmy przygotowani. Możemy powiedzieć szczerze, że nie wiemy, czy będzie jakaś sytuacja niebezpieczna, czy nie, że z perspektywy jakby takich wydarzeń, które dookoła nas się dzieją, to powinniśmy się przygotowywać i właśnie rozmawiać o tym, jak się przygotować, tą wiedzę dozować, stosować, ale jej nie unikać.

A na jakie zachowanie dziecka należałoby zareagować już i natychmiast? Bo to nie zawsze jest tak, że te dzieci znajdują się przy swoich rodzicach. Wczoraj były ewakuacje szkół, jeden nauczyciel niekoniecznie zna wszystkie dzieci. Czy są jakieś takie sygnały ostrzegawcze i zachowania, gdzie dorosły powinien w jakiś sposób zareagować, powinno mu to dać sygnał, że coś się dzieje niedobrego z dzieckiem? 

– Na pewno albo jakiś atak paniki, albo kompletne wycofanie, zmrożenie, ponieważ naturalnie mamy różne formy reakcji na stres. Może to być zamrożenie, może to być chęć ucieczki, może to być wola walki. Natomiast jeśli widzimy, że takie dziecko jest zamrożone, nie docierają do niego żadne komunikaty, to to już jest sygnał, że może po prostu być w jakimś ostrym stresie, w ostrej panice i to powinno przykuwać uwagę.

I co wtedy zrobić? Czy można w takiej sytuacji wyciszyć i uspokoić dziecko? 

– To zależy od dziecka, to zależy od podejścia i od kreatywności. Nie ma jednego algorytmu, bo na każdego z nas zadziała coś innego. Trochę podam przykład sytuacji, gdy coś dzieje się niepokojącego typu idę, nie zauważę samochodu na przejściu i stanę zmrożona. To ktoś, kto mnie będzie ratował, może mnie szarpnąć, pociągnąć ze sobą, żebym była bezpieczna. Natomiast tutaj trochę odwrócenie uwagi, trochę próba uspokojenia. Na każde dziecko zadziała coś innego. To warto podkreślić, że tutaj nie ma jednego schematu, który zadziała. Weźmy też pod uwagę przez swój pryzmat osób dorosłych, że w różnych sytuacjach zachowujemy się w różny sposób i też nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zachowamy się w konkretnej sytuacji. Na pewno jeśli sobie ją przesymulujemy, w jakiś sposób omówimy, tak jak są na przykład różne ćwiczenia ewakuacyjne w szkołach, które powinny być robione, to warto w nich brać udział, warto traktować je na serio, bo to nas przygotowuje właśnie na to, że w sytuacji realnego zagrożenia z większym spokojem podejdziemy i mniej tych emocji będzie.

Co pani myśli na temat komentarzy, które ukazują się w internecie? Głównie widziałam takie dotyczące właśnie tych ewakuacji szkół. Niektórzy piszą, że to jest niepotrzebne wzbudzanie strachu w dzieciach.

– A ja się nie zgodzę. Uważam, że to ma sens właśnie przez pryzmat tego, że im częściej coś powtarzamy, trochę jak ze szkoleniem z pierwszej pomocy. A raz się nauczyłam, wystarczy, tak? No nie, procedury się zmieniają, a im częściej coś powtarzamy, to nasze ciało zapamięta też algorytm ruchów, jak mamy postąpić, jaki schemat, co mam zrobić, jak wezwać pomoc. I tak samo w każdej takiej trudniejszej sytuacji. Pokuszę się o takie stwierdzenie, że przez tyle lat życia w takiej bańce bezpieczeństwa, że nam nic nie grozi, że jesteśmy bezpieczni te szkolenia, te różne sytuacje symulowane mają nam uzmysłowić, bo te różne wypadki, zdarzenia to nie tylko kwestia tego, co się dzieje za wschodnią granicą po stronie ukraińskiej, ale to też zmieniające się warunki atmosferyczne, gdzie czasami z chwili na chwilę mamy jakąś superkomórkę burzową, oberwanie chmury, wichurę, jakieś powodzie, pożary, więc bądźmy przygotowani. To jest odrobienie lekcji wielu lat zaniedbań i właśnie życia w takiej bańce. Warto ćwiczyć, warto się przygotowywać. To, jak się przygotujemy teraz, zaprocentuje w sytuacji realnego kryzysu, że zachowamy większy spokój.

CZYTAJ: Syreny zawyły w dwóch powiatach. Konieczny test systemu alarmowego

Dzieci odbierają świat przez emocje dorosłych. To, czego nie rozumieją budzi lęk. Dlatego rozmowa o bezpieczeństwie jest jednym z kluczowych elementów budowania poczucia wewnętrznego spokoju.

RyK / opr. AKos

Fot. pixabay.com

Exit mobile version