Janusz Kobyłka po raz trzeci wyruszy w rowerową podróż dla PCK. Wszystko po to, aby rozmawiać o wolontariacie i promować ideę pomagania. 1500-kilometrowy rajd zakończy się w Tomaszowie Lubelskim.
– Warto pomagać, bo dobro wraca – mówi Janusz Kobyłka. – Odwiedzam miejscowości, w których nie ma oddziału, czyli siedziby PCK. Kiedy ludzie widzą, że tyle kilometrów pokonuję, zachęcam ich, żeby kilka osób się zebrało do pomocy dla osób potrzebujących. Przede wszystkim chodzi o młodzież, żeby zwracała uwagę na Polski Czerwony Krzyż, na pomoc osobom starszym. Czy moja wyprawa ma jakieś wymierne korzyści? Ma! Dostaję później na maila wiadomości, że ktoś na przykład oddał krew, bo ja jadę.
– Pan Janusz teraz rusza do Międzyzdrojów. Tam rozpocznie swoją tegoroczną podróż, która zakończy się na Lubelszczyźnie za miesiąc, a może za kilka tygodni – wszystko zależy od tego, ile niektórzy po drodze nie pozwolą mu jechać dalej. Bo pan Janusz wszędzie gdzie dociera i się zatrzymuje, wszyscy bardzo ochoczo go goszczą. Opowiada o Lubelszczyźnie, o swoim rodzinnym Lubartowie, o Polskim Czerwonym Krzyżu – mówi Maciej Budka, dyrektor Polskiego Czerwonego Krzyża w Lublinie.
To nie jest pierwsza taka pana podróż. Czy podczas tego typu wyprawy nie ma czasem chwil zwątpienia?
– W dziewięćdziesięciu procentach raczej nie. Przychodzą one wtedy, kiedy dopada mnie silne zmęczenie, bo po takiej trasie jednak ręce czy nogi czasami bolą. Ale jeżeli spotykam osoby, które mnie zapraszają do domu na obiad, na kawę, na ciasto, wtedy nie czuję, że mnie ta ręka czy noga boli, a to zmęczenie ucieka. Wierzę w to, co robię i wierzę przede wszystkim w ludzi; w to, że jesteśmy takim narodem dobrego serca, tylko zazwyczaj tego nie okazujemy – stwierdza Janusz Kobyłka.
– Dla nas najbardziej wymiernym efektem jest liczba osób, które spotka pan Janusz na swojej trasie, które w jakiś sposób zostaną zachęcone do wsparcia Polskiego Czerwonego Krzyża bądź innych organizacji. To jest najbardziej wymierne, że ludzie właśnie poznają organizacje pozarządowe, ich działalność i to, w jaki sposób mogą się w nie zaangażować – stwierdza Maciej Budka.
A czy podczas takich podróży inni rowerzyści dołączają się do jazdy?
– Tak miałem w ubiegłym roku, gdy przejeżdżałem przez Śląsk. Prowadzę też na Facebooku stronę Janusz Kobyłka – rowerem charytatywnie, gdzie mówię, którego dnia jadę, gdzie będę, gdzie będę odpoczywał. No i na Śląsku wyjechała taka grupa rowerzystów i przez cały Śląsk mnie przeprowadziła, bo to jest ogromna aglomeracja. Zapewnili mi też nocleg z wyżywieniem i następnego dnia na trasę wylotową jechałem w stronę Wrocławia dalej – opowiada Janusz Kobyłka.
Dlaczego warto się zaangażować? Co jest najpiękniejszego w pomaganiu?
– Satysfakcja. Trzeba od życia oczekiwać troszeczkę więcej, a te uczucia, które towarzyszą pomaganiu i efektom tego pomagania są nie do zdobycia gdziekolwiek indziej ani przy pracy zawodowej, ani w życiu prywatnym. To jest takie uczucie, które daje energię na co dzień. Każdy z naszych wolontariuszy, a i też pracowników, oczywiście to uczucie zna. I dlatego Polskie Czerwone Krzyż i inne organizacje przyciągają tych ludzi, którzy w nich funkcjonują. Jak już ktoś przyjdzie, to na ogół zostaje tak na amen – dodaje Maciej Budka.
Janusz Kobyłka wyruszy w poniedziałek (07.09) z Międzyzdrojów. Rowerzysta odwiedzi między innymi: Szczecinek, Iławę, Łomżę, Grudziądz, a także Chełm, Zamość czy Parczew. Trasę przejazdu na bieżąco można śledzić w mediach społecznościowych Janusza Kobyłki, a także Lubelskiego Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża.
MaTo / opr. WM
Fot. Magdalena Michalew
![Rowerem przez Polskę, by pomagać. 1500 kilometrów dobra dla PCK [ZDJĘCIA] 5 EAttachments9729824ec17a36ea13d0a2f4391056c91cd2567 xl](https://radio.lublin.pl/wp-content/uploads/2026/09/EAttachments9729824ec17a36ea13d0a2f4391056c91cd2567_xl-1024x683.jpg)